*1 lipca, 20:00, dom Lynch'ów*
Narrator*
Młode pokolenie, właśnie wróciło do domu. Ich rodzice, po popołudniu spędzonym bez dzieci, w kuchni brali się za przygotowywanie kolacji. Gdy tylko ostatni członek rodziny przekroczył dom, znów wybuchła wrzawa. Każdy miał coś do powiedzenia w sprawie Laury. Rocky i Ell, kłócili się o to, który pierwszy ją zdobędzie. Riker, dołączył, mówiąc, że to on ją pierwszy znalazł i chłopacy nie mają prawa mu jej odbierać. Rydel, tylko niedowierzająco kręciła głową. Zawsze tak było. Na horyznoncie pojawia się dziewczyna - w domu afera na maksa. In tak, prędzej czy później - zdobywał ją Ross. Była to taka jakby tradycja. Najgłupszy i najbardziej wkurzajacy dostawał wszystko co najlepsze. Czesem, dziewczyna śmiała porównywać braci i kumpla do psów. Resztki ze stołu, dostawał nie ten pierwszy, tylko ten najbardziej uroczy. To samo z kobietami. Ross, potrafił, je tak oczarować, że od razu pakowały mu się do łóżka. Nikomu się to nie podobało. Zwłaszcza Stormie i Markowi. Jako odpowiedzialni rodzice, nie chcieli, aby syn w wieku zaledwie 18 lat miał dziecko, tym bardziej, że nie było w nim ani krzty odpowiedzialności.
W końcu, po posiłku jak mieli w zwyczaju, wszyscy udali się do swoich sypialń , prócz tego, komu akurat przypadał zaszczyt sprzątania. Teraz szczęśliwcem okazał się Ross, lecz wspaniałomyślny Riker postanowił pomóc bratu. Wiedział, jak sobie radzi ze zmywaniem. Nie ma opcji, by nieczego nie zbił.
- Ugh... - wetchnął. - Czy ty cokolwiek umiesz?
- Zebyś wiedział, że tak. Umiem gadać z dziewczynami. - pokazał język Ross.
- Ale oprócz tego? A i nie mów o sprawach związanych z.... łóżkiem! - krzyknął, udając obrzydzenie.
- Odczep się, Riker... To, że jestem dobry w te klocki, nie oznacza, że mam zamiar o tym mówić.
- Uff... - odetchnął.
- Mam pytanie. Kto to ta cała Laura? - spytał. Miał zamiar zrobić to już przed kolacją, ale nie chciał, by pomyślano, że to nie on po raz pierwszy nie poderwał jakiejś laski.
- Fajna dziewczyna.
- A... ładna chociaż? - wykrzywił się, wycierając porcelanę mamy.
- Och... piękna. Brunetka, o szlachetnych oczach, w brunatnym kolorze. Policzki jej błyszczą w blasku słońca, i ogrzewają ledwo zakryte ciało... - w tym momencie obaj bracia się rozmarzyli. W swojej podświadomości wyobrażali sobie dziewczynę. Nagle usłyszeli dżwięk, pękającego szkła. Ross wynurzył rekę z wody, z krórej sączyła się krew.
- No i po co ty mi o niej mówiłeś?! - wrzasnął, zwijając się z bólu.
- Sam chciałeś. - odburknął urażony, lecz po chwili, widząc stan brata, zaczął panikować.
- Może zamiast, wpatrywania się we mnie, pomógłbyś. - wysyczał przez zęby.
- Nie ruszaj się. Lecę po Rydel. - rozkazał i po schodach wbiegł do pokoju siostry. Zdziwiona dziewczyna, słuchając uważnie tłumaczenia Rikera , szybko zbiegła na dół, prawie przewracając się na jednym ze stopni.
- Ross, nic nie nie jest? - wydyszała.
- Oprócz tego, że mam przeciętą rękę to... raczej czuję się świetnie. - uśmiechnął się. Nawet, w takich chwilach potrafił żartować.
- Za chwilę opatrzę ranę. Braciszku, przynieś apteczkę z łazienki.
- Już się robi. - odkrzyknłął Riker, stawiając narzędzia na stole.
- OK. No to przystępujemy do... operacji! - zakaskała rękawy, uradowana Rydel.
- A... będzie bolało? - przestraszył się chłopak.
- Heh... oczywiście, że nie. - zaśmaiła się Rydel. No, może troszkę.
- Oł....
- A tak w ogóle to jak ty to zrobiłeś. Riekr nie zdradził szczegółów.
- Emm.... Opowiadał mi o Laurze i.... odleciałem.
- Wywnioskowałeś, z opowaidań Rikera, że jest boginią?
- Stworzył jej bardzo plastyczny obraz. Czułem, że stoi tuż przede mną.
- Och... oto cały Ross.
- No co? Nie można, myśleć o kimś... ładnym?
- Hehe. Nie w tym rzecz.
- Nieważne.
- Tak. Nieważne. - zachichotała dziewczyna, jednocześnie kończąc zawijanie bandażu. - Gotowe!
- Oooo... dzięki siostra. A teraz idę odpocząć. Liczę, że dokończycie sprzątać za mnie. - mrignął Ross i zostawił wściekłe rodzeństwo na dole.
* W tym samym czasie u Lury, jej oczami*
Zdrętwiałam. Po usłyszanych słowach siostry, strasznie chciałam, udać, że to się nie wydarzyło. Jednak, okłamywanie samej siebie nic nia da. Wiedziałąm, że trzeba będzie wznieść się na wyżyny swej doskonałości i wypytać, o wszystko.
- J-jak to? Kiedy, się o tym dowiedziałaś? - wyszeptałam, zakrywając usta dłonią.
- Dzisiaj. Przed chwilą, przyszłam z wizyty u lekarza. - westchnęła. - Ale, zanim opowiem, może usiądziemy w salonie?
-Tak. To dobry pomysł. - usiadłam, na miękkim fotelu i nastawiłam ucho.
- Zacznijmy od samego początku.. Kiedy wyjechałam do Los Angeles, poznałam Leonarda i zaczęłam pracować jako aktorka. Szło mi świetnie, przez co zostałam zatrudniona na stałe, lecz po pewnym czasie, pojawiały się oznaki przemęczenia. Częto zdarzało mi się omdlewać i dostawać okropne bóle głowy. Narzeczony prosił i lamentował, abym poszła do specjalistycznej klinik, by sprawdzic co mi dolega. Ja jednak,jak wiecie jestem uparciuchem i nie skorzystałam z ofery. No a teraz.... pokutuje za błędy z przeszłości.
- Van. Czemu nam nic nie mówiłaś? - zdenerwowana wstałam w miejsca i wyrzuciłam, długo skrywane pretensje.
- Pszepraszam, Laura. Nie chciałam was martwić na zapas. Miałyście dość swoich problemów na głowie, nie chciałam jeszcze zaprzątać ich swoimi.
- Ugh... wiesz, że moje życie w Miami było nudne i jednostajne. Potrzebowałam rozrywki. Nowinek z wielkiego świata. - mruknęłam, patrząc nadal z wyrzutem na siostrę.
- Oj.... naprawdę pszepraszam. Już więcej żadnych tajemnic. Co wy na to? - wyciągnęła ręke na zgodę i uśmiechnęła się słodko.
- Niech ci będzie. - uścinęłam dłoń czarnowłosej.
- No to robimy kolację. - zmianiła temat. W ogóle się jej nie dziwiłam. Też bym nie chciała rozmawiać o dręczącej sprawie.
Po pysznej kolacji, wykonanej przez nasze wspaniałe trio, udałam się do pokoju. Tam, leżąc, wyciągnęłam z pólki pamiętnik. Zapisałam w nim wszystkie rewelacje z dzisiejszego dnia, nie pomijajac drobnych szczegółów. Wreszcie skończyłam opisywanie i wskoczyłam pod prysznic. Potrzebowałam ożeźwienia mojej duszy. Ten dzień ją mocno pokaleczył, kolcami róż., ostrymi jak brzytwa.
Po kąpieli wsunęłam się pod ciepłą kołdrę i zasnęłam kamiennym snem. Modliłam się, abym nie miała koszmarów, ze śmiercią i moją siostrą w roli głównej.
- J-jak to? Kiedy, się o tym dowiedziałaś? - wyszeptałam, zakrywając usta dłonią.
- Dzisiaj. Przed chwilą, przyszłam z wizyty u lekarza. - westchnęła. - Ale, zanim opowiem, może usiądziemy w salonie?
-Tak. To dobry pomysł. - usiadłam, na miękkim fotelu i nastawiłam ucho.
- Zacznijmy od samego początku.. Kiedy wyjechałam do Los Angeles, poznałam Leonarda i zaczęłam pracować jako aktorka. Szło mi świetnie, przez co zostałam zatrudniona na stałe, lecz po pewnym czasie, pojawiały się oznaki przemęczenia. Częto zdarzało mi się omdlewać i dostawać okropne bóle głowy. Narzeczony prosił i lamentował, abym poszła do specjalistycznej klinik, by sprawdzic co mi dolega. Ja jednak,jak wiecie jestem uparciuchem i nie skorzystałam z ofery. No a teraz.... pokutuje za błędy z przeszłości.
- Van. Czemu nam nic nie mówiłaś? - zdenerwowana wstałam w miejsca i wyrzuciłam, długo skrywane pretensje.
- Pszepraszam, Laura. Nie chciałam was martwić na zapas. Miałyście dość swoich problemów na głowie, nie chciałam jeszcze zaprzątać ich swoimi.
- Ugh... wiesz, że moje życie w Miami było nudne i jednostajne. Potrzebowałam rozrywki. Nowinek z wielkiego świata. - mruknęłam, patrząc nadal z wyrzutem na siostrę.
- Oj.... naprawdę pszepraszam. Już więcej żadnych tajemnic. Co wy na to? - wyciągnęła ręke na zgodę i uśmiechnęła się słodko.
- Niech ci będzie. - uścinęłam dłoń czarnowłosej.
- No to robimy kolację. - zmianiła temat. W ogóle się jej nie dziwiłam. Też bym nie chciała rozmawiać o dręczącej sprawie.
Po pysznej kolacji, wykonanej przez nasze wspaniałe trio, udałam się do pokoju. Tam, leżąc, wyciągnęłam z pólki pamiętnik. Zapisałam w nim wszystkie rewelacje z dzisiejszego dnia, nie pomijajac drobnych szczegółów. Wreszcie skończyłam opisywanie i wskoczyłam pod prysznic. Potrzebowałam ożeźwienia mojej duszy. Ten dzień ją mocno pokaleczył, kolcami róż., ostrymi jak brzytwa.
Po kąpieli wsunęłam się pod ciepłą kołdrę i zasnęłam kamiennym snem. Modliłam się, abym nie miała koszmarów, ze śmiercią i moją siostrą w roli głównej.
♪♪♪
Czeeeść kochani!
Dodaję rozdział, choć właściwie nie mam weny, nie mam motywacji. Nikt, oprócz RAURY LAURY, której dedykuję ten rozdział i CRISTAL, której również daję dedykację, nie komentuje moich wypocin, od krórych strasznie boli mnie głowa... :( ....
KOMENTUJERZ=MOTYWUJESZ ♥♥♥
+
zasługujesz na dedyk!!!
♪♪♪
P.S
Czytaj dalej, tylko jeśli cię interesuję!
Rozdział kolejny, pojawi się prawdopodobnie dopiero we wtorek, gdyż na dłuuuugi weekend wyjeżdżam do Sczecina, do rodziny.
A wy jakie macie plany? ♥
KOMENTUJERZ=MOTYWUJESZ ♥♥♥
+
zasługujesz na dedyk!!!
♪♪♪
P.S
Czytaj dalej, tylko jeśli cię interesuję!
Rozdział kolejny, pojawi się prawdopodobnie dopiero we wtorek, gdyż na dłuuuugi weekend wyjeżdżam do Sczecina, do rodziny.
A wy jakie macie plany? ♥