wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 6

W poprzednim rozdziale:

Rozmowa telefoniczna:
L: Halo, kto mówi?
P: Dzień Dobry. Czy to pani Ellen Marano?
L: Nie, jej córka Laura. A stało się coś?
P: Tak... na oddziale intensywnej terapi leży...
***
P:... pani Vanessa Marano.
L: Co?! Ale... jak to? Co z nią?
P: Proszę się nie martwić. Wszystko będzie dobrze.
L: Niech mnie pani nie pociesza tylko lepiej mówi, gdzie jest ten przklęty szpital!
P: Szpiatal położony jest na ulicy Three Walls.
L: Zaraz tam będę.
Koniec rozmowy.

Gdy usłyszałam w słuchawce imię mojej siostry to... spanikowałam. Ręce mi  niebezpiecznie zadrżały a serce podskoczyło  aż do gardła. W głowie kotłowało się od natłoku pesymistycznych myśli. I pomyśleć, że niedawno byłam wściekła na Nesse, że ta nie raczy nawet się ze mną przywitać. Teraz, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki cała złość uleciała pozostawiając strach. Strach głównie o zagrożone życie ukochanej osoby. 
Długo nie mogłam otrząsnąć się szoku. Usiadłam na łóżku i wpatrzona w kremowy sufit kalkulowałam zdarzenia ostatnich paru dni. Przypomniała mi się rozmowa mamy z Vanessą na lotnisku. Wyrzuty o egoistyczność. I wreszcie, dzisiejszy telefon wytrącający mnie z równowagi. Wszystko to, związane było z moją siostrą, która w tej chwili zapewne leży na szpitalnym łożu, przykryta białą pościelą, niczym śmiercionośną chustą. Potrząsnęłam niedowierzająco głową. To było wręcz niemożliwe, aby zdrowa jak ryba osoba znalazła się nagle pod skrzydłąmi aniołów, wzywających na ucztę ku wieczoności. Z trudem podniosłam się i zawołałąm mamę.
- Co się stało córciu? - spytała uśmechając się od ucha do ucha. 
- Vanessa... Jest w szpitalu. - wykrztusiłam. Nagle uśmiech mamy zbladł i zastąpiła go posępna mina.
- Co? Skąd wiesz? Mam nadzieję, że nie żartujesz. To są bardzo poważne sprawy i... - przrwałam jej monolog. 
- Nie żarowałabym nigdy. Przed chwilą zadzownił telofon, który odebrałam i powiadomił mnie o wszystkim.
- To niemożliwe. Jak to się stało?
-Nie mam zielonego pojęcia. Jestem tak samo wstrząśnęta jak ty. - rzekłam z niemrawą miną.
- Gdzie ten szpital? - krzyknęła, budząc przy tym małą Clarie
- Mogłybyście ciszej? Próbuje spać! - powiedziała ledwo dosłyszalnym tonem.
- Idź spać. - odparłam i biorąc ją na ręcę zanosłam do pokoju. Gdy wróciłam, mamy już nie było. Stała na dole, gotowa na "wycieczkę" do szpitala. Zeszłam tam również i cicho westchnęłam.
- Szpital jest na ulicy Three Walls.
- Jedźmy tam jak njaszybciej! - załapała mnie za dłoń i  razem  wyszłismy na zewnątrz. Tam, w ciemności dostrzegłąm śwatła. Prowadzona przez rodziecielkę weszłam do tejemniczego busa, prawdopodobnie wynajętego przez rodziecielkę. 
- Niech pan nas zawiezie do szpitala na tej ulicy. - podała mężczyźnie karteczkę z nazwą ulicy.
- Będziemy tam za kilka minut. - uspokoił kierowca. Rzeczywiście, mówił prawdę. Już po 5 minutach ujrzelismy mury budynku. W szybkim tempie wydostalismy się z transportu i wpadliśmy do szpitala, powodując zdziwenie na twarzy młodej recepcionistki.

- Pszepraszam, szukamy Vanessy Marano.
- A, tak. Przywieziona ją niedawno. Znajduje się na sali 207.
- Dziękujemy za pomoc. - powiedziałyśmy jednocześnie i pobiegłyśmy pod dany numer. 
Tam, spodziewaliśmy się zobaczyć prawie umierającą Nesse, lecz zamiast tego naszym oczom ukazała się ładna dziewczyna w krótkiej, neonowej sukience i z promiennym uśmiechem na twarzy.
-  Boże dziecko! Co się stało? - spytała nadal zdenerwowana mama, a ja stojąc w tyłu nie mogłam ukryć śmiechu.
- Nic takiego. Przyjechałam na badanie kontrolne.
- Ale... miałaś być poważnie chora?! 
- Jak to..? Już chcieliście się mnie pozbyć? On nie, nie ma tak łatwo. - zarechotała lekko zdziwiona naszymi odwiedzinami.
- Pielęgniarka mówiła nam, że trafiłaś na intensywną terapię! - wykrzyknęła rodzicielka, nie roumiejąc z tego kompletnie nic.
- To zostałaś źle poinformowana. - pokręciła głową siostra. - Chyba się komuś coś pomyliło.
- Uff... - westchnęła cicho Ellen, siadając na krześle przy łożku.
- Widzę, że się o mnie martwiłaś... ; poprawka: martwiłyście. - wyznała z rozbrajającą szczerością, gdy ujrzała mnie stojącą na progu pomieszczenia. 
- Ooo tak. Mama to na miejscu nie mogła usiedzieć - tak się przejęła marnotrawną córką.
- Jaką " marnotrawną" łobuzie?
- Ups... tak mi się wymsknęło. - zasłoniłam usta ręką, udając speszoną.
- Oj nie udawaj. Kto jak kto, ale ja znam cię tak dobrze, że wiem kiedy kłamiesz, a kiedy mówisz prawdę.
- No pewnie. - prychnęłam. - Sugerujesz, że nie umiem  blefować? - zapytałąm.
- Nie, nie umiesz. No ale nie dąsaj sie już tak, tylko chodź się przytul. - z radością wykonałam prośbę Vanessy, tonąc w jej objęciach. Po chwili dołączyła do nas również mama. 
- Tak się cieszę, że wreszcie jesteśmy razem. - wyznałam.
- Ja też. Czekałam na tą chwilę dobrych pare lat. - odrzekła Nessa, przyciskając nas jeszcze mocniej do piersi. Trwałyśmy w tym uścisku dobrych kilka minut, gdy nagle przyszedł mężczyzna w bialym kaftanie i przerwał "sielankę" . 
- Pszepraszam, że przeszkadzam, ale chciałbym porozmawiać z moją pacjentką. - odkaszlnął. 
- Nie widzę powodu, by cokolwiek przed nami ukrywać. Jestem jej matką. - powiedziała z dumą, unosząc podbródek jak najwyżej się da.
- Tak. W to nie wątpię, lecz to dorosła kobieta i sama o tym zdecyduję. Wyjdźcie.  - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. Pociągnęłam mamę za rękaw swetra i wyszłyśmy z sali. Lekarza spędził w sali prawie pół godziny. Po czym przemknął obok nas niezauważalnie. Zaraz po nim wyszła Vanessa. Jej twarz pobladła i teraz przypominała trupa. Jednak, gdy zobaczyła nas wymusiła uśmiech i zapewniła:
- Nic mi nie jest. Muszę trochę tu jeszcze posiedzieć, ale wy jedźcie. 
- Nie zostawimy cię. - powiedziałam twardo.
- Ale to naprawdę nic takiego. - była bliska łez. - Po prostu muszę powtórzyc badania, gdyż poprzednie się nie udały.  
- To co. Nie zaszkodzi posiedzieć. Tu jest bardzo przyjemnie. Mogę iść wypić kawę z automatu lub kupić drożdżówkę w sklepiku na drugim piętrze. 
- Widzę, że jesteście zmęczone. Błagam. Niedługo wrócę. 
- Ugh... Skoro nalegasz. Wezmę mamę i pojade. 
- Dzięki Laura. - złapała mnie za ramię, a ja dostrzegłam, że na jej twarzy zagościł uśmiech. Odwzajemniłam go. 
- No cóż. Teraz muszę już lecieć. Doktor Blarkson będzie się niecierpliwił. Straszny z niego sknera. - ogłosiła i poszła prosto korytarzem. Śledizłam ją aż nie zniknęła za wykonanymi z kory brzozy drzwiami. 
- Mamuś. - potrząsnęłam jej ciałem. - Wstawaj. Już jedziemy.
- Emm... - przebudziła się. - A gdzie Vanessa? 
- Musi powtórzyć badania.
- To poczekamy.
- Kazała tego nie robić. Na kolanach się czołgała, aby mnie do tego przekonać.
- Widocznie chce się nas pozbyć. W takim razie jesteśmy zmuszone uciekać.
- Tak. Ten BIGtaxi jeszcze czeka?
- Tak, tak. Chodźmy. - pobiegła na parter i wpadła jak strzała do busa. Zabawne. Jeszcze dwie godziny temu tak samo pędziliśmy do środka, do mojej ukochanej siosrzyczki z obawą, że jest poważnie chora. Pomyliliśmy się. Nawet bardzo. Ona przyjechała tu, na jakieś nic nie znaczące badania. Ale w takim razie dlaczego ktos nas o tym powiadomił? Żary sobie robiono? Nie należało się dziwić. Teraz taki świat. Wszędzie czai sie zło. Najbardziej to widac właśnie w L.E. Jak np. tan chłopak, który zawiózł mnie do lasu w niewiadomo jakich celach. Raczej nie najlpszych. Domyśliłam się z kontekstu. mina jego mówiłam w prost: " Jestem zboczeńcem" . Nie chciałam już więcej o tym myśleć, dlatego dając upóst mojej wyobraźni, zamknęłam oczy i odpłynęłam wartkim potokiem snów.

***
Witajcie Pyśeee !!! ♥
Co tam u Was? Jest mi trochę przykro ze względu na tak małą ilość komentarzy. Możecie komentować nawet z ANONIMA. Wszystko mi jedno, lecz każdy taki komentarz daje mi wspaniałą motywację do działania i pisania rodziału. Mam OGROMNĄ NADZIEJĘ NA WASZE KOMENTARZE !!! 

A jęsli dobrze będziecie się sprawować dam Wam małą niespodziankę !!! :D
 ♥ ♥ ♥ 







4 komentarze:

  1. Świetne <33 Jaka niespodzianka? *u*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dowiesz się w swoim czasie :**.. jak będzie DUUUŻO KOMÓW!!

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny, świetny, świetny <3
    odrabiam brak :)
    nie mogłam się doczekać tego rozdziału. jest naprawdę wspaniały!
    czekam z niecierpliwością na next'a :)

    OdpowiedzUsuń