*1 lipca, 10:00, dom Vanessy*
Oczami Laury*
Leżałam w wygodnej pozycji na łóżku, oparta o poduszkę. Co parę minut spoglądałam przez okno. Świat wydawał mi się taki szary i ponury. Sama nie wiedziałam do końca dlaczego. Na zewnątrz 30 stopni, słońce, bezchmurne niebo, a ja jak to ja - użalam się nad sobą. Widzę świat tylko w ciemnych barwach i nie potrafię się z niczego cieszyć. Jestem pesymistką w każdym calu.
Pomyślałam jednak, że całego dnia nie przeleżę zamartwiając się, dlatego podnosząc się spod mięciutkiej kołdry i poszłam do łazienki, wykonać poranne czynności. Po opuszczeniu pomieszczenia, podzeszłam do pianina. Musnęłam opuszkami palców klawisze i poczułam przyjemny dreszczyk na plecach. Chciałam zatrzymać to uczucie na dłużej. Podobało mi się. Znów byłam tylko ja i ona: muzyka. Jak dawniej siadałam i zaczynałam wystukiwać rytm melodii, noszonej w sercu. Teraz zapragnęłam to powtórzyć. Zwyczajnie usiadłam i z gardła wydobyłam głos:
W tym świecie ty próbowałeś
Nie zostawiać mnie samej
Nie ma innej drogi
Modliłam się do bogów pozwólcie mu zostać
Łagodność wspomnień, ból w środku
Teraz wiem dlaczego
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
W momentach ciszy wyobrażają ciebie tutaj
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
Twój cichy szept, ciche łzy
Obiecałeś mi, że spróbuję
Znaleźć moją drogę w tym życiu
Mam nadzieję, że jest droga,
Aby dać mi znak, że nic ci nie jest
Przypomina mi znowu, że to jest warte wszystkiego
Więc mogę to kontynuować
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
W momentach ciszy wyobrażam sobię ciebie tutaj
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
Twój cichy szept, ciche łzy
Razem w tych wszystkich wspomnieniach
Widzę twój uśmiech
Wszystkie te wspomnienia trzymam blisko
Kochanie, wiesz, że będę cię kochała
Do końca czasu
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
W momentach ciszy wyobrażam sobię ciebie tutaj
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
Twój cichy szept, ciche łzy
Wszystkie moje wspomnienia...
( Po angielsku ♥)
Not leaving me alone behind
There's no other way
I prayed to the gods let him stay
The memories ease the pain inside
Now I know why
All of my memories keep you near
In silent moments imagine you here
All of my memories keep you near
Your silent whispers, silent tears
Made me promise I'd try
To find my way back in this life
I hope there is a way
To give me a sign you're ok
Reminds me again it's worth it all
So I can go on
All of my memories keep you near
In silent moments imagine you here
All of my memories keep you near
Your silent whispers, silent tears
Together in all these memories
I see your smile
All the memories I hold dear
Darling, you know I will love you
Until the end of time
All of my memories keep you near
In silent moments imagine you here
All of my memories keep you near
Your silent whispers, silent tears
All of my memories.
Gdy skończyłam za sobą usłyszałam ciche brawa. Szybko się odwróciłam i jak oparzona odsunęłam się od instrumentu.
- To było... to było po prostu piękne. - wyznała Nessa, trzymajac się za pierś. W jej oku dostrzegłam kilka łez.
- Em... Dziękuję. - wyszeptałam, chowając głowę w poduszkę.
- Laura. Byłas świetna. Po raz pierwszy od naprawdę wielu lat zagrałaś, pokonałaś swój lęk i twoją blokadę. - wzruszyła się, łapiąc mnie za ramię.
- Niczego nie zrobiłam. Usiadłam i nie wiem jak to się stało, lecz... poczułam dziwną cheć wyrażenia tego co czuję.
- To mały krok ku wielkości. - pocieszała mnie. - Wiem, że teraz nie jesteś z siebie do końca dumna, ale zrobiłaś coś co ci pomoże oswoić się z muzyką... - nie dokończła, gdyż natychmiast jej przerwałam.
- Nie wypowiadaj przy mnie tego słowa. - zabroniłam. - Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Zapomnij o moim występie.
- Ale... przed chwila było inaczej. - załamała ręce.
- Okazałam słabość i się poddałam, lecz to nie nigdy, przenigdy nie powórzy. A teraz wybacz, ale chcę zostać sama. - przeprosiłam siostrę i popchnęłam w stronę drzwi. Ta stojąc jak wryta, wpatrujac się w sufit i powoli wyszła. Odetchnęłam z ulgą i zsunęłam się na podłogę. Nie chciałam, a może nie potrafiłam się jej wytłumaczyć, bo właściwie sama nie wiedziałam co mnie opętało. Muyka, jakby mnie przywoływała, chciała bym była jej częscią, zapraszała mnie do swoich wrot. Odrzuciłam zaproszenie, z zimną krwią. Była moim wrogiem, choć wszyscy mi wmawiali, że to najlepsza przyjaciółka. Ja jednak wiedziałam swoje.
Po obiedzie, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Siostry starałam się unikać jak ognia, zaś mama ciągle z nią siedziała, wypytując o pobyt w szpitalu. Przez poranne wydarzenie, zupełnie o niej zapomniałam. Jednakże nie miałam wyrzutów sumienia. Zasłużyła sobie, za podsłuchiwanie mnie. Ugh... zły nawyk, ciągnie się za nami przez całe życie. Wracając do mnie, musiałam się od oderwać od rzeczywistości. Nie mogłam cały czas myśleć o tym samym, bo mi mózg by wyparował. Miałam potrzebę, na krótki spacerek, najlepiej na plaży, wiec nie zastanawiając się ani chwili dłużej poszłam się przebrać w zwiewną sukienkę i strój kąpielowy. Nie chciałam inforomować o tym nikogo z domowników, dlatego przemknęłam przez korytarz na palcach i powędrowałam na moje wymarzone miejsce.
Dotarłam po 30 miutach. Rozłożyłam ręcznik i wyciągnęłm z torebki krem do opalania. Z tyłu usłyszałam dźwięcny głos.
- Emm... Posmarowac panią?
- To zależy kim pan jest. - chłopak usiadł obok mnie na kocu. Było to ten sam bondyn, którego poznałam w sklepie.
- Riker? - ucieszyłam się.
- Tak, to ja we własnej osobie.
- Co ty tu robisz?
- Jestem na rodzinnym wypadzie. A ty?
- Chciałam pobyć sama.... - spuściłam wzrok, z jego świdrujących, brązowych oczu.
- Widzę, że się smutasz. Ale mam dobre lekarstwo. Ell, Rocky, chodźcie tutaj. - zawołał jakis chłopaków, grajacych w piłkę plażową.
- Jesteśmy! - przybiegli nieznajomi, niczym posłuszne psy.
- Mamy tutaj pannę do rozweselenia. - mrugnął do mnie.
- Ale ja wcale nie potrzebuję pocieszenia... - nie dokończyłam do jeden ze stojących brunetów, porwał mnie pędząc w stronę wody.
Aaaaaaaa! Pomocy. - krzyczałam, gdy chłopak wrzucał mnie w otchłań morza. Ledwo co wydostałam się z niego, a gdy tylko wyszłąm na ląd, mój wzrok padł na roześmianego Rikera.
- Zabiję cię! - wysyczałam, biegnąc na niego jak szalona.
- Ooooł... Robi się GOOORĄCO! - wykrzyczał zadowolony kumpel " topiciela". Natomiast przestraszony blondyn uciekał prosto do budki z hot-dogami.
Rydel, pomóz proszę! - rzucił z stronę ładnej dziewczyny. Ta, na nieszczęście chłopaka, nie kwapiła się do ratunku.
- Och... Laura! - krzyknęła w moją stronę. - Zostaw go. Bo jeszcze majtki zmoczy, a to już będzie kolejna para w tym miesiącu. Zostaną mu jedynie dwie. - zaśmiała się. Ja łapiąc się za bolący od śmiechu brzuch przystanęłam. - Ok, ok. Odpuszcze mu ten "wybryk". - zrobiłam cudzysłów w powietrzu i podeszłam do blondynki.
Pomyślałam jednak, że całego dnia nie przeleżę zamartwiając się, dlatego podnosząc się spod mięciutkiej kołdry i poszłam do łazienki, wykonać poranne czynności. Po opuszczeniu pomieszczenia, podzeszłam do pianina. Musnęłam opuszkami palców klawisze i poczułam przyjemny dreszczyk na plecach. Chciałam zatrzymać to uczucie na dłużej. Podobało mi się. Znów byłam tylko ja i ona: muzyka. Jak dawniej siadałam i zaczynałam wystukiwać rytm melodii, noszonej w sercu. Teraz zapragnęłam to powtórzyć. Zwyczajnie usiadłam i z gardła wydobyłam głos:
W tym świecie ty próbowałeś
Nie zostawiać mnie samej
Nie ma innej drogi
Modliłam się do bogów pozwólcie mu zostać
Łagodność wspomnień, ból w środku
Teraz wiem dlaczego
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
W momentach ciszy wyobrażają ciebie tutaj
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
Twój cichy szept, ciche łzy
Obiecałeś mi, że spróbuję
Znaleźć moją drogę w tym życiu
Mam nadzieję, że jest droga,
Aby dać mi znak, że nic ci nie jest
Przypomina mi znowu, że to jest warte wszystkiego
Więc mogę to kontynuować
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
W momentach ciszy wyobrażam sobię ciebie tutaj
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
Twój cichy szept, ciche łzy
Razem w tych wszystkich wspomnieniach
Widzę twój uśmiech
Wszystkie te wspomnienia trzymam blisko
Kochanie, wiesz, że będę cię kochała
Do końca czasu
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
W momentach ciszy wyobrażam sobię ciebie tutaj
Wszystkie moje wspomnienia trzymają cię w pobliżu
Twój cichy szept, ciche łzy
Wszystkie moje wspomnienia...
( Po angielsku ♥)
Not leaving me alone behind
There's no other way
I prayed to the gods let him stay
The memories ease the pain inside
Now I know why
All of my memories keep you near
In silent moments imagine you here
All of my memories keep you near
Your silent whispers, silent tears
Made me promise I'd try
To find my way back in this life
I hope there is a way
To give me a sign you're ok
Reminds me again it's worth it all
So I can go on
All of my memories keep you near
In silent moments imagine you here
All of my memories keep you near
Your silent whispers, silent tears
Together in all these memories
I see your smile
All the memories I hold dear
Darling, you know I will love you
Until the end of time
All of my memories keep you near
In silent moments imagine you here
All of my memories keep you near
Your silent whispers, silent tears
All of my memories.
Gdy skończyłam za sobą usłyszałam ciche brawa. Szybko się odwróciłam i jak oparzona odsunęłam się od instrumentu.
- To było... to było po prostu piękne. - wyznała Nessa, trzymajac się za pierś. W jej oku dostrzegłam kilka łez.
- Em... Dziękuję. - wyszeptałam, chowając głowę w poduszkę.
- Laura. Byłas świetna. Po raz pierwszy od naprawdę wielu lat zagrałaś, pokonałaś swój lęk i twoją blokadę. - wzruszyła się, łapiąc mnie za ramię.
- Niczego nie zrobiłam. Usiadłam i nie wiem jak to się stało, lecz... poczułam dziwną cheć wyrażenia tego co czuję.
- To mały krok ku wielkości. - pocieszała mnie. - Wiem, że teraz nie jesteś z siebie do końca dumna, ale zrobiłaś coś co ci pomoże oswoić się z muzyką... - nie dokończła, gdyż natychmiast jej przerwałam.
- Nie wypowiadaj przy mnie tego słowa. - zabroniłam. - Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Zapomnij o moim występie.
- Ale... przed chwila było inaczej. - załamała ręce.
- Okazałam słabość i się poddałam, lecz to nie nigdy, przenigdy nie powórzy. A teraz wybacz, ale chcę zostać sama. - przeprosiłam siostrę i popchnęłam w stronę drzwi. Ta stojąc jak wryta, wpatrujac się w sufit i powoli wyszła. Odetchnęłam z ulgą i zsunęłam się na podłogę. Nie chciałam, a może nie potrafiłam się jej wytłumaczyć, bo właściwie sama nie wiedziałam co mnie opętało. Muyka, jakby mnie przywoływała, chciała bym była jej częscią, zapraszała mnie do swoich wrot. Odrzuciłam zaproszenie, z zimną krwią. Była moim wrogiem, choć wszyscy mi wmawiali, że to najlepsza przyjaciółka. Ja jednak wiedziałam swoje.
Po obiedzie, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Siostry starałam się unikać jak ognia, zaś mama ciągle z nią siedziała, wypytując o pobyt w szpitalu. Przez poranne wydarzenie, zupełnie o niej zapomniałam. Jednakże nie miałam wyrzutów sumienia. Zasłużyła sobie, za podsłuchiwanie mnie. Ugh... zły nawyk, ciągnie się za nami przez całe życie. Wracając do mnie, musiałam się od oderwać od rzeczywistości. Nie mogłam cały czas myśleć o tym samym, bo mi mózg by wyparował. Miałam potrzebę, na krótki spacerek, najlepiej na plaży, wiec nie zastanawiając się ani chwili dłużej poszłam się przebrać w zwiewną sukienkę i strój kąpielowy. Nie chciałam inforomować o tym nikogo z domowników, dlatego przemknęłam przez korytarz na palcach i powędrowałam na moje wymarzone miejsce.
Dotarłam po 30 miutach. Rozłożyłam ręcznik i wyciągnęłm z torebki krem do opalania. Z tyłu usłyszałam dźwięcny głos.
- Emm... Posmarowac panią?
- To zależy kim pan jest. - chłopak usiadł obok mnie na kocu. Było to ten sam bondyn, którego poznałam w sklepie.
- Riker? - ucieszyłam się.
- Tak, to ja we własnej osobie.
- Co ty tu robisz?
- Jestem na rodzinnym wypadzie. A ty?
- Chciałam pobyć sama.... - spuściłam wzrok, z jego świdrujących, brązowych oczu.
- Widzę, że się smutasz. Ale mam dobre lekarstwo. Ell, Rocky, chodźcie tutaj. - zawołał jakis chłopaków, grajacych w piłkę plażową.
- Jesteśmy! - przybiegli nieznajomi, niczym posłuszne psy.
- Mamy tutaj pannę do rozweselenia. - mrugnął do mnie.
- Ale ja wcale nie potrzebuję pocieszenia... - nie dokończyłam do jeden ze stojących brunetów, porwał mnie pędząc w stronę wody.
Aaaaaaaa! Pomocy. - krzyczałam, gdy chłopak wrzucał mnie w otchłań morza. Ledwo co wydostałam się z niego, a gdy tylko wyszłąm na ląd, mój wzrok padł na roześmianego Rikera.
- Zabiję cię! - wysyczałam, biegnąc na niego jak szalona.
- Ooooł... Robi się GOOORĄCO! - wykrzyczał zadowolony kumpel " topiciela". Natomiast przestraszony blondyn uciekał prosto do budki z hot-dogami.
Rydel, pomóz proszę! - rzucił z stronę ładnej dziewczyny. Ta, na nieszczęście chłopaka, nie kwapiła się do ratunku.
- Och... Laura! - krzyknęła w moją stronę. - Zostaw go. Bo jeszcze majtki zmoczy, a to już będzie kolejna para w tym miesiącu. Zostaną mu jedynie dwie. - zaśmiała się. Ja łapiąc się za bolący od śmiechu brzuch przystanęłam. - Ok, ok. Odpuszcze mu ten "wybryk". - zrobiłam cudzysłów w powietrzu i podeszłam do blondynki.
- Cześć, jestem Rydel. - przedstawiła się, podając mi dłoń.
- A ja Laura. - uścisnęłam jej rękę.
- Wiem. Mój braciszek dużo o tobie mówił. - wyznała, a ja mimowolnie się zarumieniłam.
- Heh. Ledwo go znam.
- No, ale to wystarczyło, by podbić jego serce. - w tym momencie nie wiedziałam, czy mówi praedę, czy blefuje.
- Wszyscy ci chłopacy to twoi bracia? - zmieniłam temat.
- Nie. Ell - wskazała na bruneta z grzywką, - to nasz przyjaciel. Moi bracia to: Rocky, Riker, Ryland - tu znów wskazała palcem na około 15 - letniego chłopca. I Ross.
- Nie widzę go. - zaczęłam się rozglądać.
- Wiesz... to typowy podrywacz. Raczej go nie polubisz.
- Niegdy nie wiadomo, ale rzeczywiście - takich typów nie lubię.
- Jakich? - zapytali prawie wszyscy wymienieni przez Rydel chłopacy, a my wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem.
Spdziłam z rodzeństwem Lynch i Ratiffem bardzo przyjemne chwile. Wszyscy napawali się swoim towarzystwem i zapomnieli o Bożym świecie. W końcu jednak, uznałam, że czas się zbierać i po wzięciu od wszystkich przyajciół numerów, poszłam do domu. W drodze powrotnej, obserwowałam zachodzące słońce; mieszaninę palety barw. Od gasnącego purpuru do rażącej czerwieni.
Wchodząc na próg, usłyszałam podniesione głosy mamy i Nessy.
- Musisz powiedzieć Laurze. - naciskała mama.
- Nie. Nie, nie mogę. Poczekajmy aż przyjdą wyniki badań. Nie będziemy , jej obciążać, najprawdopodobnej fałszywymi informacjami.
- Ugh... Tak nie można. Ty też byś chciała wiedzieć na jej miejscu.
- Tak... racja. - łkała siostra, a ja coraz bardziej zaciekawiona, przysłuchiwałam się rozmowie, z większym wytężeniem. - Powiem jej. Będę dzielna.
- Będzie dobrze córciu, uwierz mi. Będzie ci łatwiej. - westchnęła mama. W końcu, nie wytrzymując napięcia wpadłam do domu, zastając zdziwione miny mamy i siostry.
- O co chodzi?! - spytałam. - Powie mi ktoś wreszcie? - mama spojrzała ukradkiem na Nesse, która choć starała się zachować emocję w środku, to wybuchnęła, drżącym tonem głosu.
- Mam białaczkę!
***
- A ja Laura. - uścisnęłam jej rękę.
- Wiem. Mój braciszek dużo o tobie mówił. - wyznała, a ja mimowolnie się zarumieniłam.
- Heh. Ledwo go znam.
- No, ale to wystarczyło, by podbić jego serce. - w tym momencie nie wiedziałam, czy mówi praedę, czy blefuje.
- Wszyscy ci chłopacy to twoi bracia? - zmieniłam temat.
- Nie. Ell - wskazała na bruneta z grzywką, - to nasz przyjaciel. Moi bracia to: Rocky, Riker, Ryland - tu znów wskazała palcem na około 15 - letniego chłopca. I Ross.
- Nie widzę go. - zaczęłam się rozglądać.
- Wiesz... to typowy podrywacz. Raczej go nie polubisz.
- Niegdy nie wiadomo, ale rzeczywiście - takich typów nie lubię.
- Jakich? - zapytali prawie wszyscy wymienieni przez Rydel chłopacy, a my wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem.
Spdziłam z rodzeństwem Lynch i Ratiffem bardzo przyjemne chwile. Wszyscy napawali się swoim towarzystwem i zapomnieli o Bożym świecie. W końcu jednak, uznałam, że czas się zbierać i po wzięciu od wszystkich przyajciół numerów, poszłam do domu. W drodze powrotnej, obserwowałam zachodzące słońce; mieszaninę palety barw. Od gasnącego purpuru do rażącej czerwieni.
Wchodząc na próg, usłyszałam podniesione głosy mamy i Nessy.
- Musisz powiedzieć Laurze. - naciskała mama.
- Nie. Nie, nie mogę. Poczekajmy aż przyjdą wyniki badań. Nie będziemy , jej obciążać, najprawdopodobnej fałszywymi informacjami.
- Ugh... Tak nie można. Ty też byś chciała wiedzieć na jej miejscu.
- Tak... racja. - łkała siostra, a ja coraz bardziej zaciekawiona, przysłuchiwałam się rozmowie, z większym wytężeniem. - Powiem jej. Będę dzielna.
- Będzie dobrze córciu, uwierz mi. Będzie ci łatwiej. - westchnęła mama. W końcu, nie wytrzymując napięcia wpadłam do domu, zastając zdziwione miny mamy i siostry.
- O co chodzi?! - spytałam. - Powie mi ktoś wreszcie? - mama spojrzała ukradkiem na Nesse, która choć starała się zachować emocję w środku, to wybuchnęła, drżącym tonem głosu.
- Mam białaczkę!
***
Czeeeeeść Kochani!!!
Co tam u Was? Z góry pszepraszam, że nie ma Ross'a, lecz niedługo będziecie meli go wręcz dosyć... :P
A na razie pojawiło się r5 w trochę..... zwariowanej roli, ale niedługo Laura przekona się, że ci pozornie beztroscy ludzie mają wiele problemów....♥
A i chce pszeprosic, że dugo nie było rozdziału, gdyż miałam brak weny i brak chęci :((( .... Ale wszystko wraca powoli do normy ♥♥♥ Komentujcie, czytajcie i BAWCIE SI Ę! Kocham Waaas! ♥
Bomba! :) Koniec jest najlepszy! Jestem bardzo ciekawa, co się wydarzy w następnym rozdziale, a z twoją wyobraźnią nic nie wiadomo :))
OdpowiedzUsuńHeh.... dzięki :)) .... w sumie to już mam pomysł i biorę się z pisanie ♥
OdpowiedzUsuń