*1 lipca, oczami Laury*
Zastanawiałam się, czy to co teraz widzę, jest jawą czy snem. W moją stronę zmierzał właśnie TEN zboczeniec. Ugh... że też musiałam akurat teraz wybrać się na ten spacer. Dzisiejszy dzień należał już do historii najgorszych. Co będzie dalej? Może latając krowa na mnie wyląduje?
- Cześć. Znam cię. To ty jesteś tą... rozhisterowaną dziewczyną. - zaśmiał się pod nosem.
- N-nie. - wyjąkałam.
- Tsa... mam dobrą pamięć do twarzy.
- Czego ode mnie chcesz? - spytałam wprost, by nie musieć z nim dużej rozmawiać.
- Niczego.
- To po co tu przyszłeś?
- Nie powinnaś biegaś po ulicy Taka dziewczynka jak ty może sobie zrobićprzy tym krzywdę.
- Martwisz się o mnie? - prychnęłam. - Nawet mnie nie znasz.
- I nie chcę znać. Nie wyglądasz na... fajną?!
- Ty też. - zacisnęłam pięści. Jak on mógł mnie oceniać tak negatywnie. Na dodatek po wyglądzie. Prostak.
- Spokojnie. Nie denerwuj się.
- Jestem oazą spokoju. Jakbyś chciał wiedzieć. - przymrużyłam oczy.
- Hehe. Niezła ściema.
- Wiesz co?! Spadaj palancie! - podniosłam dłoń, aby uderzyć chłopaka w skroń. On jednak był szybszy i złapał mnie za nadgarstek.
- Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? - wysyczał, przybliżając swoją twarz do mojej. Zaczęłam oddychać szybciej.
- Puść. To boli. - próbowałam go wziąć na litość.
- Bez przesady mała. - wyszeptał mi do uch, muskając je przy tym. Moje ciało przeszedł dreszcz.
- Słuchaj. Jeśli natychmiast mnie nie zostawisz to zadzwonię na policję. - zaroziłam.
- Serio?! Nie wyglądasz na taką. Poza tym wiem, że ci się podobam.
- What fuck?! Widzę cię drugi raz na oczy. - skrzywiłam się.
- Miłość od... drugiego wejrzenia? Um... to lubię. - pocałował moją szyję. Emocje sięgnęły zenitu. Musiałam coś zrobić. To psychol. Kto wie, co takiemu odbije. Nagle zrozumiałam. Muszę znaleźć czuły punkt kolesia. W tym przypadku narząd płciowy. Nie myśląc o tym dłużej, szybko wykonałam mój złowieszczy plan. Chłopak zgiął się w pół.
- Co jest do cholery?!
- Trzeba było mnie nie dotykać. - ucieszyłam się.
- Jesteś nienormalną histeryczką mała. - zaserwował mi kawe 3 w 1. Postanowiłam mu się odwdzięczyć.
- Pf... popatrza na siebie. Zboczony prostaku-świniaku.
- Heh. Nie śmieszne.
- Dla mnie bardzo. - pokazałam mu język, lecz zaraz tego pożałowałam . Chłopak wstał na równe nogi i zmierzył mnie wzrokiem.
- Pogrywasz sobie ze mną. Musisz wiedzieć, że ja sie szybko nie poddaję. Z twojego życia zrobię istne piekło. - przysunął się do mnie i musnął ustami w policzek. - Jeszcze się zobaczymy.
- Nie sądzę. - wyszeptałam, a chłopak zniknął mi z pola widzenia, prawdopodobnie w samochodzie. Kretyn. Boi się dziewczyny - zaśmiałam się, budząc zdziwienie staruszka, przechodzącego nieopodal.
*Godzinę później*Oczami Rikera*
Siedziałem na kanapie, szperałem w internecie i myślałem o Laurze. Podobała mi się. Nie znałem jej zbyt długo, lecz czulem, że jest stworzona dla mnie. Taka... delikatna, nieśmiała. Zastanawiałem się jakby ją zaprosić na randkę. Dla tekiej dziewczyny warto się wysilić. Nie powiem tego tak prosto z mostu. Może... zaśpiewam dla niej, a potem zadam pytanie. W sumie doskonały pomysł.
- Uhg... co za głupia laska! - usłyszałem Ross'a za moimi plecami.
- Coś ty taki wściekły?
- Nawet nie pytaj. - poszedł do kuchni, ską wziął szklankę coca-coli.
- Powiedz co cię gryzie. - zachęcałem.
- No bo... pamiętasz tę laskę, co mi kiedyś prawie pod koła wleciała?
- No... opowiadałeś o niej.
- A więc, dzisiaj znowu to zrobiła. Ostrzegałem ją, a ona zaczęła rzucać we mnie wyzwiskami. Czy to nie chore? - spojrzałem na brata. Na pewno jej tylko nie ostrzegał. No chyba, że przez to słowo rozumie całowanie i chamskie podrywanie.
- No co? Będziesz jej bronić? No kto by się spodziewał. Riker- obrńca uciśnionych. - prychnąl.
- Słuchaj kolego. Grabisz sobie. Zanam cię na tyle, że przewiduje takie rzeczy.
- Bez urazy ale... ta laska była straszna. Palcme bym jej nie dotknął. - grymasił.
- Uważaj, bo ci uwierzę. - zaśmiałem się.
- Nie wiem, dokąd prowadzi ta rozmowa i jaki jest jej cel, wiec lepiej odejdę, udając, że jej nigdy nie było.
- Bez urazy ale... ta laska była straszna. Palcme bym jej nie dotknął. - grymasił.
- Uważaj, bo ci uwierzę. - zaśmiałem się.
- Nie wiem, dokąd prowadzi ta rozmowa i jaki jest jej cel, wiec lepiej odejdę, udając, że jej nigdy nie było.
- Ok, ok. - powiedziałem, a braciszek zniknął za drzwiami łazienki. Cały on. Nie portafi się pogodzi, że coś idzie nie mojego myśli. Ja, jednak nie będę marnował dnia, na rozmyślanie o jego ciemnych sprawakach. Wróciłem do Laury. Miałem wielką ochotę ją zobaczyć, dlatego wykonałem do niej telefon.
Rozmowa telefoniczna
R: Hej Laura. Co tam u ciebie slychać?
L: Ech... wolałbyś nie wiedzieć.
R: Jeśli coś cię gryzie, to powiedz. Ulży ci.
L: Takie rozmowy to nie na telefon.
R: Jeśli nie to... przyjedź do mnie. Adres znasz.
L: A... jesteś sam?
R: Prawie...
L: Czyli?!
R; Z bratem - Ross'em.
L: Rydel mnie przed nim ostrzegała...
R: Nie przejmuj się. Będę z tobą. A gdy będzie ci jakoś przeszkadzał to wygonię go i tyle.
L: Aaa... nie możesz tego zrobić już teraz?
R: Pewnie,. że mogę.
L: Dzięki. Będę za 15 minut.
R: Ok. To do zobaczenia.
L: Paaa.
Koniec rozmowy
Teraz, będę musiał sprytnie spławić Ross'a. Tak, żeby się niczego nie domyślił.Hm... już mam nawet pewien plan.
- Ross. Chodź no tu do mnie.
- Po co?
- Chcę ci coś... obwieścić?!
- Serio?
- Tak. Nie daj się prosić.
- Ok. - wyszedł z samych bokserkach. - Czego?
- Emm... Mógłbyś się ubrać?
- Owszem, lecz wolę chodzić tak. Na wypadek, gdyby się tu jakieś ładne dziewczyny pojawiły. - mrugnął porozumiewawczo, siadając na kanapie.
- Uhg... nieważne. Wiesz... był tu ktoś i pytał o ciebie..
- KTO?
- Jakś... Sarah. - przypomniałem sobie imię jego niedawnej dziewczyny.
- Niech zgadnę: Chce do mnie wrócić? Wiedziałem.
- Prosiła, byś do niej poszedł.
- Teraz? Mieszka na drugim końcu miasta.
- Z jej twarzy wyczyałem, że to nie może czekać.
- W takim razie lecę.. A i pożyczysz mi furę? Tamta ma pecha.
- Bierz ją. - rzuciłem bratu kluczyki i z zadowoleniem włączyłem TV.
- Dzięki. Mogę nie wrócić na noc, więc... - przygryzł wargę.
- Będę się krył. Obiecuję.
- Ooo.. kamień z serca. To lecę. - wybiegł na zewnątrz i odpalił auto. Chata dla mnie i... Laury oczywiście.
Muszę przygotować jakiś dobry obiad. Postawiłem na mój special... spagetthi. Idealnie.
Od razu wziąłem się za przygotowanie. Nakryłem stół dla dwóch osób, poleciałem do pobliskiej kawiarni, po bukiet róż, ugotowałem kluski i polałem je sosem oraz ubrałem się tak jak należy. W końcu, wycieńczony, usiadłem na krześle i spojrzałem na zegarek. Godzina 13:30. Dzwoniłem 20 minut temu. Laura powinna już tu być. Coś ją zatrzymało? Może utknęła w korku. W godzinach szczytu to bardzo możliwe. Martwiłem się, że w ogóle nie dotrze. A naprawdę, pragnąłem ją ujrzeć.
*10 minut póżniej*
Siedziałem nadal na miejscu, wpatrując się w biały punkt na ścianie. Czekałem aż Laura zdzwoni lub zapuka do drzwi. Miałem wielką nadzieję, że stanie się to niedługo. I rzeczywiście - nie myliłem się. Usłyszałem ciche stąpanie na korytarzu. Wybiegłem po nią, z zamiarem wpadnięcia jej w ramiona. Niestety, nie skończyło się to dla mnie dobrze, gdyż bięgnąc, ostro uderzyłem nogą w szafę. Musiałem się zatrzymać i pomasować obolałą stopę. W myślach karciłem się, za taką głupią wpadkę.
- Hej Riker. - usłyszałem za sobą słodki głos.
- O ! Witaj Laura. Wyglądasz... pięknie! - zaniemówiłem, patrząc na dziewczynę, która promieniała szczęściem. Ubrana była w to:
- Heh... dziękuje. - uśmiechnęła się.
- Nie masz za co.
- Wiesz... i swoją drogą, pszepraszam, że tak długo, lecz byłam w sklepie, by kupić coś do ubrania. Tamta sukienka, nadaje się... tylko i wyłącznie do prania. - i nagle wszystko stało się jasne. Oj, dziewczyny. Specjalnie kupują nowe ciuchy na spotkania z nami.
- Nic nie szkodzi. Zechcesz może przejść do kuchni?
- Oczywiscie. Z miłą chęcią. - odpowiedziała dystyngownie.
- W takim razie zapraszam. - ruchem ręką wskazałem na drzwi prowadzące do jadalni.
- O mój Boże. Riker. Masz dzisiaj jakąś randkę? - zapytałam, będac pod ogromnym wrażeniem.
- Nieee... to dla.. ciebie?! - zarumieniłem się.
- Mówisz... poważnie? - zdziwiła się.
- Mhm... bo wiesz. Laura... - podrapałem się za głową, przerywając, swój monolog.
- Oj, Riekr. Nie musiałeś. Bo ja chciałam ci się tylko wyżalić.
- Nadal możesz. To miał być przyjacielski obiad. - odetchnąłem z ulgą.
- To już inna sprawa. Mozemy jeść? - omiotła wzrokiem pokój. - Jestem głodna jak wilk.
- To siadaj. - z gracją odsunąłem krzesło, by dziewczyna na nim usiadła.
- Miły gest. - rozpromieniła się. Po chwili zajadaliśmy spagetthi i rozmawialismy w najlepsze.
- Przydała by się jakaś muzyka... nie sądzisz? - podnosłem brew, podchodząc do wieży i włączając romantyczny kawałek. - Zatańczysz?
- Z przyjemnością. - podała mi swą dłoń, a ja delikatnie ją ująłem. Na poczatku kołysaliśmy się lekko w rytm muzyki. W końcu jednak, zdecydowałem się, na poważniejsze kroki i obracałem dziewczynę w prawo i lewo. Sprawiało jej to niebywałą przyjemność. Dlatego, chcąc się jeszcze bardziej popisać umiejętnościami tanecznymi obróciłem Laurę, tak mocno, że tak zachaczyła o dywan, prawie się przewracając. W ostatniej jednak chwili, zdążyłem ją złapać. Przez to dziewczyna wylądowała w moich ramionach. Ja stałęm pochylony nad nią. Nasze twarze dzieliła mała odległość. Ja już powoli, zacząłem zbliżać się do pocałunku, lecz... nagle ktoś wpadł do pokoju, krzycząc:
- Co wy wyprawiacie?!
*10 minut póżniej*
Siedziałem nadal na miejscu, wpatrując się w biały punkt na ścianie. Czekałem aż Laura zdzwoni lub zapuka do drzwi. Miałem wielką nadzieję, że stanie się to niedługo. I rzeczywiście - nie myliłem się. Usłyszałem ciche stąpanie na korytarzu. Wybiegłem po nią, z zamiarem wpadnięcia jej w ramiona. Niestety, nie skończyło się to dla mnie dobrze, gdyż bięgnąc, ostro uderzyłem nogą w szafę. Musiałem się zatrzymać i pomasować obolałą stopę. W myślach karciłem się, za taką głupią wpadkę.
- Hej Riker. - usłyszałem za sobą słodki głos.
- O ! Witaj Laura. Wyglądasz... pięknie! - zaniemówiłem, patrząc na dziewczynę, która promieniała szczęściem. Ubrana była w to:
- Heh... dziękuje. - uśmiechnęła się.
- Nie masz za co.
- Wiesz... i swoją drogą, pszepraszam, że tak długo, lecz byłam w sklepie, by kupić coś do ubrania. Tamta sukienka, nadaje się... tylko i wyłącznie do prania. - i nagle wszystko stało się jasne. Oj, dziewczyny. Specjalnie kupują nowe ciuchy na spotkania z nami.
- Nic nie szkodzi. Zechcesz może przejść do kuchni?
- Oczywiscie. Z miłą chęcią. - odpowiedziała dystyngownie.
- W takim razie zapraszam. - ruchem ręką wskazałem na drzwi prowadzące do jadalni.
- O mój Boże. Riker. Masz dzisiaj jakąś randkę? - zapytałam, będac pod ogromnym wrażeniem.
- Nieee... to dla.. ciebie?! - zarumieniłem się.
- Mówisz... poważnie? - zdziwiła się.
- Mhm... bo wiesz. Laura... - podrapałem się za głową, przerywając, swój monolog.
- Oj, Riekr. Nie musiałeś. Bo ja chciałam ci się tylko wyżalić.
- Nadal możesz. To miał być przyjacielski obiad. - odetchnąłem z ulgą.
- To już inna sprawa. Mozemy jeść? - omiotła wzrokiem pokój. - Jestem głodna jak wilk.
- To siadaj. - z gracją odsunąłem krzesło, by dziewczyna na nim usiadła.
- Miły gest. - rozpromieniła się. Po chwili zajadaliśmy spagetthi i rozmawialismy w najlepsze.
- Przydała by się jakaś muzyka... nie sądzisz? - podnosłem brew, podchodząc do wieży i włączając romantyczny kawałek. - Zatańczysz?
- Z przyjemnością. - podała mi swą dłoń, a ja delikatnie ją ująłem. Na poczatku kołysaliśmy się lekko w rytm muzyki. W końcu jednak, zdecydowałem się, na poważniejsze kroki i obracałem dziewczynę w prawo i lewo. Sprawiało jej to niebywałą przyjemność. Dlatego, chcąc się jeszcze bardziej popisać umiejętnościami tanecznymi obróciłem Laurę, tak mocno, że tak zachaczyła o dywan, prawie się przewracając. W ostatniej jednak chwili, zdążyłem ją złapać. Przez to dziewczyna wylądowała w moich ramionach. Ja stałęm pochylony nad nią. Nasze twarze dzieliła mała odległość. Ja już powoli, zacząłem zbliżać się do pocałunku, lecz... nagle ktoś wpadł do pokoju, krzycząc:
- Co wy wyprawiacie?!
♥♥♥
Heeeej!
Co tam u Was, moje Misiole?
Podoba się rozdział?
Bo według mnie, jest strasznie głupi i nudny. Nie potrafię rozkręcić akcji. Lecz wierni czytelnicy tak mnie do niego zmotywowali, że nie mogłam się powstrzymać się od napisania. DZIĘKUJĘ WAM!
I mam sprawę...
A mianowcie:
Nie mogę tak dalej. Rozdział czyta około 30 ludzi, a komentuj jeden czy dwóch. To bardzo mnie dołuje. I postanawiam wprowadzić zasadę:
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!
♥♥♥
Być może do nastepnego...
Sweeeet fotki dla Was ( nie mogłam się powstrzymać przec wstawieniem xD) ♥





Ja zawsze czytam i staram się komentować zawsze
OdpowiedzUsuńSorki że tak krótko ,ale nienawidzę pisać na tablecie.Teraz jestem na komputerze.Ciekawa jestem kto i przeszkodzi.Uwielbiam tego bloga.Gdy przeczytałam go od początku od razu się zakochałam.
UsuńHeh.. wieeelkie dzięki ♥
UsuńBoski rozdział! Jak zwykle :)) "W tym przypadku narząd płciowy" - rozwaliło mnie to na maxa! Czego ty nie wymyślisz.. haha! Ten kto przylazł pod koniec, powinien pójść do piekła!! Nie jestem za tym, aby Laura była z Rikerem, ale to było takie romantyczne! ♥ Ughh.. dawaj nexta i zapraszam do mnie!
OdpowiedzUsuńHeh... wiesz zaplanowałam trochę inaczej... Ale być może wykorzystam pomysł,żeby Laura chodziła z Rikerem... W sumie blog o Raurze lecz... kto wie :D
UsuńBoże :3 Dajcie mi nexta, bo tu zaraz wybuchnę :D Dziś trafiła na twego zacnego bloga i się zwyczajnie zakochałam :* Uwielbiam gdy Laura i Rik są parką. To takie słodkie :** Jestem pewna, że Ross im przeszkodził. Ale zobaczymy czym nas jeszcze zaskoczysz :) Daj mi next w tym tygodniu, bo usycham. Takiego fajnego bloga o Lau i Riku jeszcze nie były :) Dawaj kochana.
OdpowiedzUsuńZapraszam także na mojego bloga:
laura-vanessa-r5-i-reszta.blogspot.com Już jest prolog. Mam nadzieję, że nie jest źle, bo to pierwszy mój blog. Też będzie trochę Raury i Rikaury i będzie jeszcze dwóch innych chłopaków i oczywiście reszta r5, ale więcej nie powiem. Mam nadzieję, że spodoba ci się tak samo jak mi :)
Dzięki ♥
UsuńCzytałam twój GENIALNY prolog... i zazdroszczę ci! Masz ogrooomny talent !! *_* .. taki,że... OMOMOMOM JAAAARAM SIĘ ♥♥♥