piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 11

W poprzednim rozdziale:

Ja już powoli, zacząłem zbliżać się do pocałunku, lecz... nagle ktoś wpadł do pokoju, krzycząc:
- Co wy wyprawiacie?!

***
- Co wy wyprawiacie?! - spojrzałem na człowieka, który właśnie popsuł mi NIE randkę z Laurą. Okazał się nim... Ross! 
- Yyy... Nic takiego. - wypuściłem Laurę i wytłumaczyłem bratu tę... dwuznaczną sytuację. 
- Czekaj, czekaj. Wysłałeś mnie do mojej byłej, tylko po to, żeby urządzić tu... burdel?! - wrzasnął.
- To nie tak jak myślisz. Prawda Laura? - spytałem, brunetki stojącej za mną. 
- T-tak. - wydusiła, nie pomagając mi zbytnio.
- Widzisz? Przyznała mi rację.
- Phi... serio, myślisz, że nie wiem, że chciałeś się mnie pozbyć? Ale teraz się doigrałeś. Nikt nie będzie, okłamywał Ross'a. Nikt! - krzyknął i poszedł na górę do swego królestwa. 
- Uff.. - odetchnąłem. - Poszedł sobie.
- Tsaa... wiesz Riker, ja też już powinnnam się zwijać. 
- Nie. Dlaczego niby? To przez niego? Nie przejmuj się nim. To palant.
- Nieważne kim jest. Czy palantem, czy idiotą. Po prsotu nie chcę, żeby jeszcze ktoś nas... tak zobaczył. 
- Wstydzisz się mnie? - zapytałem z zażenowaniem.
- Co ty w ogóle gadasz? - pokręciła przecząco głowa. 
- To co ci tak... przeszkadza?
- Nic. Dopiero co się poznaliśmy, a już mamy być.. razem? I powiedzieć o tym caemu światu? Jesteś taki sma, jak ten cały Ross, na którego tak plułeś i wyzywałeś. - prychęła i wybiegła z domu. 
- Nie... zaczekaj! - puściłem się za nią. Nie mogła mi mieć za złe, że ktoś nas nakrył. Wszystko starannie zaplanowałem. Starałem się... i to bardzo. Ona tego, jednak nie dostrzegła. Ech... dziewczyny. Czego im trzeba, żeby zrozumieli, że też mamy uczucia?
***
Do domu wróciłem zmęczony i padnięty. Pogoń za dziewczyną trawała dopre pół godziny. Szło mi świetnie, póki ona nie zniknęła we wnętrzu Taxi. Ugh...  dlaczego te żółte autka są wrogo nastawione akurat na mnie?
- Heeej Riker. Gdzie byłeś? - spytała Rydel, siadając obok mnie.
- Echh... nigdzie.
- Mam ci uwierzyć? To lepiej się postaraj. 
- Daj mi spokój. Miałem ciężki dzień.
- Dowiedziałam się od Ross'a.
- Czyli... wypaplał to już wszystkim? No to mega. Jak starzy wrócą będzie AFERAAA! 
- Masz sczęście. Powiedział tylko i wyłącznie mi. 
- No ale jednak mamy jednego świadka.
- Histeryzujesz kochany. Jestem twoją siostrunią i powinnam wiedzieć z kim się umawiasz. A co jeśli to jakaś czarownica, albo co gorsza... kosmitka? - zkaryła usta dłońmi i udawała zestresowaną.
- Weź się odwal. Nie mam ochoty na... pogawędkę o dziewczynach.
- Oj! Aż tak się przejełeś Laurą, że nie myślisz o nieczym innym.
- Nie rozumiesz. Laura, to jedyna dziewczyna, której nie odbije mi Ross. Zależy mi na niej. Nie wiem jak to się wytłumaczyć, lecz kiedy jest obok to.... ręce mi się pocą, gadam głupoty i... szaleję. 
- To jeden z syndromów zakochania. - rzekła poważnie.
- Wiem. Tyle, że ona... sądzi że to dzieje się za szybko. Chce bliższego poznania się. 
- Bo to wrażliwa istota. Nie zdobywa się takich z dnia na dzień. Dlaczego Ross, jeszcze nigdy nie znalazł porządnej dziewczyny? 
- Bo... jest za głupi? - stwierdziłem.
- Nieee. Otóż dlatego, że nie rozumie miłości. Co z tego, że co tydzień ma inną, gdyż nigdy nie zaznał smaku tego jakże wspaniałego zjawiska ludzkich dusz i ciał. 
- Aaaa... to takie stringi. - zaśmiałem się po raz pierwszy od wyjścia Laury. 
- Dokładnie. Pomogę ci ją zdobyć. 
- OK. Zgadzam się. W końcu nikt nie rozumie kobiety lepiej niż druga kobieta.
- Oj.... tak, tak. 
* Oczami Laury*
Wróciłam do domu, pełna złych przeczuć. Może nie powinnam tak wydzierać się na Rikera? Przecież on chciał dobrze. Przygotował specjalnie dla mnie romantyczną kolację i w ogóle. Na dodatek ten cały... Ross? Nie widziałam go dobrze zza pleców chłopaka, lecz czułam, że już się nie raz spotkaliśmy. Tylko gdzie i kiedy? Och... za dużo myślę. Zresztą jak zawsze. Póki nikogo nie ma na horyzoncie, to pójdę się wykąpać. Moje ciało, spragnione ciepła i troski jak nigdy dotąd ogrzeje się. 
Weszłam pod prysznic, dając upóst dręczącym problemom i już po 10 minutach, poczułam się jak nowo narodzona. Ach... jak mi było przyjemnie. Dlaczego nie moze tak być na wieki? Czemu, wszystko czego się dotknę, zamienia się w moje przekleństwo? W życiu wielokrotnie dostałam po tyłku i zdawałam sobie z tego sprawę. Tylko, nie mogłam zrozumieć, czemu, choć na chwilę się nie poprawi? Czemu choć na chwilę nie mgę być w pełni szczęśliwa? 
- Laura. Możesz przyjść do salonu? - wyszeptała Clarie, swoim cieniutkim głosikiem.
- Yyy... pewnie. Ale po co?
- Dowiesz się w swoim czasie. - rzekła tajemniczo i wyszła z łazienki, zostawiając mnie samą w osłupieniu. Co tym razem? Może kolejna ważna sprawa, która zmieni moje życie nie do poznania. Nie warto się nad tym pastwić. trzeba iść na miejsce, by się o wszystkim przekonać. Jak postanowiłam tak też zrobiłam. Szybko podreptałam do głównego pokoju. Tam, panowały egipskie ciemności. Musiałam bardzo uważać, aby nie przewrócić, w drodze do włącznika, który znajdował się w drugim końcu pokoju. Niestety, gdy już dotarłam do celu, lampka nocna, stojąc obok wielkiego foletlu, spadła na podłogę, robiąc mnóstwo hałasu. Jakaś osoba wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Najchętniej rzuciłabym się na nią z pazurami. Brakowało mi tylko informacji co to za potwór. Śmieje się z cudzego nieszcześcia.
- Haha... Bardzo śmieszne. Po prostu umieram ze śmiechu. - powiedziałam sarkastycznie, jednocześnie włączając oświetlenie. To, co zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania.... 
☺☺☺
Heeej! Jest rozdział... niestety bardzo krótki, za co Was ogromnie pszepraszam. Po prostu nie miałam siły, by go napisać. 
I mam sprawę... chyba przyjdzie mi zawiesić bloga. Nikt nie komentuje, nikt nie czyta i w ogóle. Mam paru wiernych czytelników, z czego jestem ogromnie dumna, lecz... sami wiecie, że nie mogę tego ciągnąć w nieskończoność. Jest mi bardzo przykro, bo nie sądziłam, że dojdzie do tego tak wcześnie, ale.... nie będę wdrążać się w szegóły. A i... ten oto nudny i krótki rozdział dedykuję.... PINKI! ♥ Swoim długim komentarzem, naprawdę nieźle mnie zmotywowała. Dziewczyno, dziękuję i pozdrawiam. :D
☺☺☺

7 komentarzy:

  1. Proszę nie zawieszaj bloga. Uwielbiam go;)Podoba mi się ta fabuła. Życzę ci dużo weny;)To wcale nie jeat nudy rozdział.Jest bardzo ciekawy Nie podawaj się!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh.... Dzięki... :D Ale tylko ty tak uważasz. Nikt prawie nie komentuje tych moich nędznych wypocin... :(

      Usuń
  2. Rozdział jest świetny :)
    Nie zawieszaj bloga, bo cię znajdę! Jeszcze nie wiem jak, ale może mi się uda XD
    Czekam na next'a.

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę, nie zawieszaj bloga! Dopiero zaczęłam go czytać ;)
    Masz fajny styl pisania
    Genialny rozdział ♥ Życzę weny :) Czekam na nexta Zapraszam: nadzieja-jestzawsze.blogspot.com przypadek-niesadze.blogspot.com Pozdrawiam I niech moc będzie z Tobą ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Suuuper rozdział!! Niech Laura... będzie z Rossem. Plose... :))) Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  5. O jejciu <3 Dziękuję za dedykację. Tak nie mogłam się doczekać tego rozdziału. Dziewczyno jesteś ekstra i jak tylko nie zobaczę kolejnego rozdziału to nie wiem co ci zrobię. Niech no cię tylko znajdę to cię uduszę normalnie. Tak zawieszać jedynego bloga, który jest prowadzony jeszcze o Lau i Riku :C Wbiłaś mi nóż w plecy! Ja kocham tego bloga. Szkoda, ze nie widziałaś mojej miny jak czytałam "A i... ten oto nudny i krótki rozdział dedykuję.... PINKI! ♥ Swoim długim komentarzem, naprawdę nieźle mnie zmotywowała. Dziewczyno, dziękuję i pozdrawiam. :D" Moja mama to nawet powiedziała, że wyglądam jakbym wygrała milion w totka :D To ja dziękuję i pozdrawiam :) Kochanie, nie martw się jeszcze zdobędziesz więcej czytelników. Już się o to postaramy. Życzę ci miłych, słonecznych wakacji i oczywiście weny wielkiej jak Ocean Spokojny! Trzymaj się kochana! Nie pozwól by mało komentarzy cię demotywowało do dalszego działania! Jestem z tobą całym sercem. Dziękuję ci, że jesteś :) Wiele dla mnie znaczy ta dedykacja <3 Pozdrawiam, Twoja różowa Pinki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaaaardzo ci dziękuję ♥ Nie potrafię wyrazić tego co czuję po przeczytaniu tego komantarza.... Po prostu "Ochhh..." i mdleję :D I LOVE IT ♥♥♥

      Usuń