środa, 16 lipca 2014

Rozdział 12

*Narrator*


Oczom brunetki, ukazał się tłum ludzi, pędzących  w jej stronę. Zszokowana dziewczyna, stała jak wryta, nie mogąc wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Starała się za wszelką cenę, uniknąć gromady świrów. 

- Wszystkiego najlepszego, Lauro!! - pisnęła podekscytowana Nessa i przytuliła siostrę.
- Emm... - zabrała głos dziewczyna. - Co ma znaczyć ten... cyrk?!
- Jak to co? Przecież dzisiaj są twoje urodzinki, kochanie! - mama poklepała ją po plecach.
- Ale... Co to za ludzie? - zmieniła temat Laura.
- Twoi goście. Patrz ile przyniesli ci prezentów. - wskazała Nessa, na leżące na stole paczki, zawiniete w koloroy papier. Ich ilość zaczęła przerażać jubilatkę.
- Ach... pszepraszam, lecz ja... nikogo tu nie znam. - szepnęła na ucho rodzicielki.
- To poznasz. Idź tańczyć, ja przyniosę jedzenie. - mrugnęła rozmówczyni, drepcząc do kuchni. Laura tym czasem, dała się porwać Nessie, w wir imprezy. Nie była zachwycona pomysłem siostry, aby wypić drinka, niestety, Van była nieugięta.
- I jak? - spytała uradowana kusicielka.
- Em... nawet słodkie. - stwierdziła brunetka i wzięła do ręki jeszcze jeden kieliszek wina.
- Wiedziałam, żę ci zasmakuje.
- Ymh... serio. To jest... pyszne!! - podskoczyła Lau, biorąc kolejny i kolejnu i kolejny...

*Godzinę póżniej, Laura*
Stałam oparta o ścianę, sącząc drinka, gdy nagle podszedł do mnie jakiś facet. Zastanawiał mnie fakt, że był prawie nagi.
Hej. Jesteś siostrą Nessy, prawda?
- Oczywiście. Jestem głównym punktem tej zabawy. - zrobiłam piruecika.
- Naprawdę? Kto ci takich głupot nagadał? - zaśmiał się szyderczo mężczyzna.
- Mam urodziny. Ta szopka jest dla mnie. - stanęłam bliżej niego i przymrużyłam oczy.
- Heh... jesteś naiwna. Nessa zorganizowała tę imprezę, na swoją cześć. Dostała dużą rolę w filmie i chciała pochwalić się znajomym z branży.
- To... okłamała mnie? - spytałam z bezradnością.
- Tak. Na to wygląda. Przykro mi młoda. Tak jest show-biznes. - rozłożył ręcę i odszedł do grupy, stojącej nieopodal. Patrząc na niego, ogarnęła mnie złość. I to potężna. Jak można być tak podłym i.... zorganizować przyjęcie dla siebie, a nie dla kogoś kto na to zasługuje. Ugh... siostrzyczka pożałuje. Nie wie z kim zadziera. Myśli, że jestem hłupia? To się strasznie mysli! - z wściekłości, rzuciłam kieliszkiem o podłogę i natychmiast pobiegłam, wszystko wygarnąć tej... małpie! Stała przy stole, oblizując tłuste paluchy od ciasta, stojącego obok.
- Szukałam cię. - powiedziałam oschle.
- Uuu... a stało się coś? - spytała, udając zaniepokojoną.
- Wiesz... prócz tego, że mnie oszukałaś, robiąc dla siebie przyjęcie to... chyba nie.
- To dobrze. - uśmiechnęła się, choć zaraz jej mina zrzedła. Widocznie dotarł do niej sens moich słów. - O czym tu właściwie gadasz?
- Nie ukrywaj się. Już wiem doskonale, co zrobiłaś. - spojrzałam na ciasto, chichocząc.
- Zbyt dużo wypiłaś. Powinnaś iść się przespać. - złapała mnie rękę Nessa.
- Nie. Przecież nie mogę przespaść swojego przyjęcia. - przygryzłam wargę, ze zgrozą.
- Ochh... Błagam cię.
- Bo co? Boisz się, że narobię ci siary, przed kumplami?
- To nie tak idiotko. - usiadła na krześle, opierając się rękami na stole.
- Wytłumacz mi to! - krzyknęłam i usadowiłam się obok niej.
- Widzisz... ja, nie chciałam, żeby to tak wyszło. Urządziłam tą imprezę dla... siebie. - westchnęła zrezygnowana.
- Tyle to wiem. Tylko dlaczego mnie okłamałaś? - uderzyłam pięścią w blat.
- Bo... pojawiłaś się nagle i nie wiedzieliśmy co zrobić. Impowizowaliśmy.
- Nadal czegoś nie kumam. A tak... nie mogłaś się przyznać? Zrozumiałabym.
- Yy... nie wydaje mi się. Nienawidzisz przyjęć. Dobrze rozumiem, twoją potrzebę spokoju. I... wymyśliłam, żeby to było dla ciebie.
- Jesteś egoistką. Perfidną kłamczuchą.
- Wybacz. - wstała, poprawiając sukienkę.
- Hmm... niech pomyślę. - rzekłam niewiennie.  - Odpowiedź na pytanie dam po przez gest. - sięgnęłam po ciasto, w którym kryła się moja złość, chęć zmesty i....  skeywane od dawna emocje.
- Po co ci mój placuszek? - zakryła się dłońmi Van.
- Nie bój się. - uspokoiłam siostrę.  - Chcę zawrzeć przymierze. To będzie nasz rekwzyt.
- OK. - wyprostowała się, podchodząc bliżej.
- Zamknij oczy i pomyśl o czymś przyjemnym. - poprosiłam. Vanessa, wykonała polecenie. Wtedy, wykorzystując moment, wtarłam wypiek w jej twarz. Zrobiłam to z nieukrywaną radością. Moja ofiara, wylądowała pośladkami na podłodze.
- Auu! Ty żmijo! - wykrzyknęła, próbując się podnieść. Nie było to łatwe z mnóstwem bitej śmietany na głowie.
- Heh... masz za swoje! - wykrzyknęłam, wptrując się w Nessę i ciesząc odniesionym zwycięstwem. Nie trwało to długo, gdyż usłyszałam kroki na schodach. Uznałam, że trzeba uciekać. Tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Na razie, jednak wybiegłam przed dom. Tam, ukucnełam przy krzaczku i myślałam, gdzie by się tu udać. Do Lynch'ów? Po kłótni z Rikerem nie miałam najmniejszej ochot ich widzieć. Może do Dallasa? Również odpada. Zranił mnie. Chciał się umówić, a był zajęty. Ugh... nie mogę teraz płakać. Jestem w krytycznej sytuacji. Potrzebuję wsparcia.
- Nie ma jej w ogrodzie. -
- A w pokoju? -
- Nic, a nic.
- Nieważne. Pewnie wmieszała się w tłum na zabawie i tyle.
Szukają mnie. Nie jest dobrze. Co mam robić? Wiać . To na pewno.
Ruszyłam się z miejsca i znalazłam się na ulicy. Rozglądałam się na wszystkie strony, czy aby nikt za mną nie idze. Na szczęście - było pusto, wiec ruszyłam dalej, matwiąc się panującym chłodem. Koniecznie muszę się schronić, zanim zamarznę.
   Mijałam kręte uliczki, domy, kamienice, parki, podwórza, witryny sklepów. Wszędzie wypatrywałam ciepłego miejsca. Niestety, miałam niezwykłego pecha. Jedyny dom, w krórym nie panował mrok, należał do Lynch'ów. Przystanęłam przed bramą. Jeśli dane jest mi umrzeć, to przynajmniej w towarzystwie. Zaśmiałam się i ostrożnie otworzyłam uliczkę. Nie chciałam, by ktoś mnie usłyszał. Nie potrzabowałam dodatkowego stresu.
Gdy znalazłam się na ganku, serce zaczeło mi walić sto razy szybciej. A co jeśli niektórzy domownicy już śpią? Nie bardzo chcę kogoś wyrywać ze słodkiego snu. Zapukałam, choć miałam chwilę zwatpienia. Po sekundzie, uświadomiłam sobie, że już na nie za późno.
- OTAWRTE! - powiedział głos, dochodzący z wewnątrz. Nie namyślając się, pociągnęłam za klamkę i wkroczyłam do domu. Buty zostawiłam na korytarzu i wyruszyłam na poszukiwania tajemniczego człowieka. Ustaliłam, że pochodzi on z salonu. Dlatego, pobiegłam tam, delektując się ciepłem. Już dojrzałam blond czuprynę, gdy nagle... zgasło światło. No pięknie! - pomyślałam.
- Ech... no nie! Tego mi jeszcze brakuje. - wrzasnął ktoś z ciemności.
- W porządku? - spytałam, chcąc być miła,
- Gadaj. Kim jesteś?
- A ty..? Riker?
- Nieee. - wyrzyknął jakby z obrzydzeniem cień.
- To jak masz na imię?
- Ross.
- A... - zamurowało mnie. To ten co nas nakrył.
- Liczyłem, że ty wyjawisz teraz swoje imie. - zacchichotał chłopak. - Chodź do salonu.
- Okk... - odparłam, bojąc się, że teraz świato, odkryje moją postać, jednak ruszyłam niepewnym krokiem do pokoju. Niestety, potknęłam się o komodę.
- Ojć.. - zawyłam.
- Nic ci nie jest? - zapytał z troską. - Wyciągnij rękę, pomogę ci.
- Dobrze. - zrobiłam to co chciał Ross i poczułam ciepłą dloń. Nie powiem, to było nawet fajne.
- A teraz, zaprowadzę cię na sofę.
- Dzięki. Dziwne, ze mniw wpuściłęść. Mogłabym być bandytą.
- Tacy, raczej nie pukają do drzwi.
- No tak. Głupia ja. - pacnęłam się w czoło, jednocześnie siadając na miękkiej kanapie.
- Chcesz coś do picia?
- Nie będę robić kłopotu. Jest ciemno no i...
- Eee tam.
- Tak czy inaczej, odmawiam.
- No nic. Skąd jesteś?
- Z Miami. Jestem na wakacjach u siostry.
- Jesteś pijana? - niespodziewanie padło pytanie.
- Taak. - wyznałam.
- A wiesz co. Mam tu parę piw. Chcesz może? - chwilę się zastanwiałam, lecz ostatecznie przystałam na propozycję.
- Daj jedno.
- Przyniosę więcej i pójdziemy do mojego pokoju. Nie chcę, żeby zobaczyli to rodzice jak przyjadą.
- Nie ma ich w domu?
- Jestem sam. Cieszę się, że wpadałaś.
- Heh... zaśmiałam się nerwowo i położyłam głowę na oparciu sofy, czekając na chłopaka. Nareszcie, wstąpił do salonu.
- Znów podaj mi dłoń, abym mógł cię poprowadzić. - kiwnęłam tylko głową po chwili krążąc z Ross'em po  domu. Po kilku minutach, znaleźliśmy się w jego królestwie.
- Udiądź na moim łóżku - rozkazał łagodnym tonem.
- Wygodnie tu.
- To logiczne. Łóżko wodne. - otworzył butelkę i podał mi.
- Super... i dzięki! - uśmiechnęłam sie.

* Po kilku piwach później*
Ja i Ross, rozgadaliśmy się na dobre. Okazało się, że mamy wiele wspólnego. Szkoda, że nie poznałam go troszkę wcześniej.
- Słuchaj... szkoda, że cię nie widze.
- Tsaa... raczej nie. Przestraszyłbyś się.
- Nie sądze. - przybliżył się i położył głowę na moim ramieniu. Ja pocałowałam go w polik.
- Wiesz, że już cię kocham? - spytał.
- Hehe.... Ja ciebie też.
-Może... zrobimy coś.. .zakazanego? - wybełkotał.
- Mrr... ja się zgadzam. - zamieniłam się w kocicę i usiadłam na kolanach chłopaka.
- Oo... już przystosowujesz się do mojego klimatu??
- Taaak kotku.
- To mi się podoba!! - zaczął całować moją szyję, z początku niwnnie, lecz potem rozkręcił się na maxa.
- Mhm... Powinieneś zejść torchę niżej... - mrugnęłam.
- Jesteś szybka. Lubieee to !! - zaryczał jak lew i rozpiął mi sukienkę. Ja nie pozostałam mu dłużna. Jednym ruchem, pozbyłam się T-shirtu blondyna, odsłaniając jego niezwykłe mięśnie Zaczęłam je macać, dotykać i całować. On w tym czasie zajął się moim piersiami, masując je, delikatnym ruchem dłoni. W końcu, chłopakowi znudziły się te igraszki i postanowił przejść do sedna. Ja położyłam się na łóżku gotowa na wszystko. Niestety, ni z tąd ni z owąd, w całym domu zapaliły się światła, a samochód rodziny blondyna zaparkował przed domem. Popatrzeliśmy na siebie, zrezygnowani, przerwaniem miłosnych czynności i krzyknęliśmy, tak, że ściany się zatrzęsły.


CZEEEŚĆ !! ♥

Postanowiłam jednak nie zawieszać bloga. A to wszystko dlatego, że tak wspaniale mnie oceniliście w komentarzach. Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłam, gdy zobaczyłam na ekranie liczbę "12". Ochh.... prawie spadłam z krzesła. Hehe.. :D Mam nadzieję, że nadal będzie również tak dużo komentarzy,bo jak nie to... wiecie co się stanie :(
No nic... ostatnia scena trochę 18+ ... Pszepraszam, że Was nie ostrzegłam przed rozdziałem, lecz wtedy jeszcze nie sądziłam, że wpadnę na taaaaaki szalony pomysł i Raura... ten teges ;) ... No, mam nadzieję, że mi wybaczycie, także straszne błędy w tym rozdziale:P ... Kocham Was moje Gumi-Żelki !!! ♥










10 komentarzy:

  1. W tym momencie???
    Uduszę cię!Jak mogłaś??????!!!!!
    To się Raura zdziwi:)
    Nie mogę się doczekać nexta:)
    Tylko dodaj szybko :):)
    Świetnie że nie zawieszasz bloga bardzo się z tego powodu cieszę.Masz ten łeb do pisania takich rozdziałów;D

    OdpowiedzUsuń
  2. My ciebie też kochamy :*
    Boże jakie szczęście, że nie zawiesiłaś bloga. Super, że można z tb porozmawiać poza blogiem. Mam nadzieję, że szybko odp na mojego mejla :) Szybko chcę rozdział 13! Kochany mój smerfie! ♥
    Świetnie piszesz i koniec. Współpraca z tb to musi być czysta przyjemność, bo pomysły to ty masz :) <3 Czekam na next i oczywiście na odp od ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział :3
    A że okropny leń mnie wziął, to następnym razem rozpiszę się bardziej.
    Czekam na next'a.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudoooo rozdział! <3 Hahaha, czemu musiałaś skończyć na takim moemencie?! Ugh...!! Zadusze, zadusze, zadusze! :* Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się pytam: DLACZEGO ?!
    W takim momencie ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział. Czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam - http://love-is-beaautiful-r5.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny rozdział. Super piszesz. Masz talent. Pisz szybko next bo nie wytrzymam.
    ~.Roksana.~

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiemy, że Paulina wymienia z tb mejle i chciałaby ci powiedzieć, że mimo iż zna cię tylko z internetu. Kocha cię jak siostrę której nigdy nie miała :( <3 Przeczytaj :(
    http://laura-vanessa-r5-i-reszta.blogspot.com/2014/07/powazny-wypadek.html

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny rozdział <3 czekam na nexta :D

    OdpowiedzUsuń