* Oczami Laury*
Pchnęłam drewnianą furtkę, tak mocno, że ta prawie wyleciała z zawiasów. Starałam się zachować obojętny wyraz twarzy, lecz za każdym razem, uderzała mnie fala obrzydzenia. Nie potrafiłam powstrzymać się od intensywnego myślenia, na ten temat. W głowie, roiło się od pytań, na które nie znałam odpowiedzi, w każdym razie, nie chciałam jej znać.
Szłam ścieżką, prowadzącą do wejściowych drzwi. Kopałam mały kamyk, choć ledwo go dostrzegałam przez zamglone oczy. Praktycznie całą drogę, łkałam żałośnie, desperacko szukając pomocy. Dopiero, gdy ujrzałam ten dom, w moim sercu zaświeciła iskierka nadziei. Nadziei, na to, ze ktoś mnie zrozumie.
Tak było jeszcze przed chwilą, gdy stałam przed płotem. Teraz znów targały mną sprzeczne emocje. Czy nie zostanę potępiona? Czy nikt nie uzna mnie za puszczalską? Niestety, na odwrót nie było czasu. Bardzo potrzebowałam wsparcia, nieważne od kogo.
Palcem, delikatnie nacisnęłam dzowonek. Usłyszałam, jak w domu rozlega się głośne Ding-Dong i zaraz potem, szuranie butami o podłogę. Kroki nasiliły się i już były słyszalne przy samym wejściu. Wreszcie, czyjaś ręka przekręciła gałkę i ruchem ręki, otworzyła drzwi. Opiarając sie o ścianę, odetchnęłam z ulgą, stwierdzając, że nic mi już nie grozi.
- Eee... cześć. Jeśli chcesz coś sprzedać, to nie uda ci się. - odwróciła wzrok i stanęłam oko w oko z nieznajomym chłopakiem. Wyglądał tak:
- Eee... cześć. Jeśli chcesz coś sprzedać, to nie uda ci się. - odwróciła wzrok i stanęłam oko w oko z nieznajomym chłopakiem. Wyglądał tak:
Na mój widok, uśmiechnął się lekko i zapytał już łagodniejszym tonem.
- Co cię do nas sprowadza, o tak późnej godzinie?
- Trochę się pogubiłam - ząsmiałam się nerwowo, rumieniąc się. - A poza tym mieszka tu moja ciocia.
- Aha... masz na myśli panią Rebeke?
- Yyy.. dokładnie tak. Jest w domu?
- Niestety nie. Ale wejdź proszę. - gestem, wskazał na obszerny hol. - Przecież nie będzisze siedzieć na dworze ani włóczyć się po ulicy.
- Dziękuję... jesteś bardzo miły. - skinęłam głową i skorzystałam z zaproszenia. Pospiesznie zdjęłam balerinki i podreptałam za chłopakiem. Idąc, rozglądałam się wte i wewte. Nie myliłam się, cicoia miała bardzo ładnie udekorowany dom. Zawsze dbała o detale, które rzeczywiście dodawały uroku. Wystrój był trochę mnie bogaty, tylko w kuchni. Tam panowała rodzinna atmosfera, być może przez nadmierną ilość zdjęć.
- Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty... - zaproponował.
- Może soku jabłkowego - potwierdziłam, nadal oszołomiona zdolnościami Rebeki, jako architekta.
- Wiem, że ładnie to wszystko urządziła.
- Zgadzam się. - mruknęłam, patrząc gdzieś w dal.
- Jestem Chris. - wyciągnał niespodziewanie rękę w moją stronę, Bez namysłu, uścisnęłam ją.
- A ja Laura.
- Głupio, że wcześniej się nie przedstawiłem. - przyznał trochę skruszony.
- Łee tam. - machnęłam reką. - Ludzie zapominają czasem o takich drobnostkach. Mają ważniejsze sprawy na głowie.
- Masz absolutną rację. - podał mi szklankę z sokiem, sam zaś usiadł, sącząs herbatę.
- Hehe... kim ty właściwie jesteś? Nie słyszałam, żeby ciocia, miała jakiś innych krewnych, poza moją rodziną.
- Eee.. jestem synem jej przyjaciółki - odparł szybko. - Obie, uznały, że będzie fajnie jeśli zwiedzę trochę świata. No i tak się tutaj znalazłem.
- Całkiem fajnie. Ja przyjechałam na wakacje do mojej siostry. Vanessy Marano. Wilekiej aktorki. - ostatnie słowa, wypowiedziałam z sarkazmem.
- Kojarzę ją. Grała w jakimś popularnym filmie.
- Mhm...
- Masz sławne rodzeństwo.
- Jak dla mnie to niezbyt fajna rzecz. Dzisiaj na przykład zrobiła mi okropne świśtwo. Przez nią wpadłam w ramiona, kogoś... chujowego. - uroniłam kilka łez, lecz prędko je otarałam, przed Chrisem.
- Nie wstydź się swoich łez. Każdy czasem musi sobie poplakać, to pomaga. Uwierz mi.
- Tsaaa.... Jasne. - pokręciłam z niedowierzaniem głową i tanczenym krokim, wyszłam z kuchni. Kierowałam się w stronę drzwi. Nie miałam zamiaru z nim rozmawiać ,a szczególnie, jeśli tematem były moje łzy.
- Stój! - złapał mnie delikatnie za ramię i przyciągnął do siebie. - Dlaczego uciekasz?
- Zrozumiałam, że nie powinnam zadawać się z obcymi - powiedziałam kpiarsko, wyrywając się z uścisku.
- Mhm... grzeczna z ciebie dziewczynka - stanął, przed drzwiami, zagradzając mi drogę ucieczki. Jedyną zresztą.
- Ok, ok. Zostanę. - podniosłam ręce do góry i podreptałam do salonu. Chris szedł za mną, pilnując, żebym się nie wymknęła.
Heeej Kociaki ^_^ . Jak się podoba rozdział? Jak dla mnie baaaardzo nudny i wgl.... -,-. Niestety, nie miałam co wymyślić, więc.. na spontana wszystko pisałam :D. No nic... to do następnego.
- Co cię do nas sprowadza, o tak późnej godzinie?
- Trochę się pogubiłam - ząsmiałam się nerwowo, rumieniąc się. - A poza tym mieszka tu moja ciocia.
- Aha... masz na myśli panią Rebeke?
- Yyy.. dokładnie tak. Jest w domu?
- Niestety nie. Ale wejdź proszę. - gestem, wskazał na obszerny hol. - Przecież nie będzisze siedzieć na dworze ani włóczyć się po ulicy.
- Dziękuję... jesteś bardzo miły. - skinęłam głową i skorzystałam z zaproszenia. Pospiesznie zdjęłam balerinki i podreptałam za chłopakiem. Idąc, rozglądałam się wte i wewte. Nie myliłam się, cicoia miała bardzo ładnie udekorowany dom. Zawsze dbała o detale, które rzeczywiście dodawały uroku. Wystrój był trochę mnie bogaty, tylko w kuchni. Tam panowała rodzinna atmosfera, być może przez nadmierną ilość zdjęć.
- Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty... - zaproponował.
- Może soku jabłkowego - potwierdziłam, nadal oszołomiona zdolnościami Rebeki, jako architekta.
- Wiem, że ładnie to wszystko urządziła.
- Zgadzam się. - mruknęłam, patrząc gdzieś w dal.
- Jestem Chris. - wyciągnał niespodziewanie rękę w moją stronę, Bez namysłu, uścisnęłam ją.
- A ja Laura.
- Głupio, że wcześniej się nie przedstawiłem. - przyznał trochę skruszony.
- Łee tam. - machnęłam reką. - Ludzie zapominają czasem o takich drobnostkach. Mają ważniejsze sprawy na głowie.
- Masz absolutną rację. - podał mi szklankę z sokiem, sam zaś usiadł, sącząs herbatę.
- Hehe... kim ty właściwie jesteś? Nie słyszałam, żeby ciocia, miała jakiś innych krewnych, poza moją rodziną.
- Eee.. jestem synem jej przyjaciółki - odparł szybko. - Obie, uznały, że będzie fajnie jeśli zwiedzę trochę świata. No i tak się tutaj znalazłem.
- Całkiem fajnie. Ja przyjechałam na wakacje do mojej siostry. Vanessy Marano. Wilekiej aktorki. - ostatnie słowa, wypowiedziałam z sarkazmem.
- Kojarzę ją. Grała w jakimś popularnym filmie.
- Mhm...
- Masz sławne rodzeństwo.
- Jak dla mnie to niezbyt fajna rzecz. Dzisiaj na przykład zrobiła mi okropne świśtwo. Przez nią wpadłam w ramiona, kogoś... chujowego. - uroniłam kilka łez, lecz prędko je otarałam, przed Chrisem.
- Nie wstydź się swoich łez. Każdy czasem musi sobie poplakać, to pomaga. Uwierz mi.
- Tsaaa.... Jasne. - pokręciłam z niedowierzaniem głową i tanczenym krokim, wyszłam z kuchni. Kierowałam się w stronę drzwi. Nie miałam zamiaru z nim rozmawiać ,a szczególnie, jeśli tematem były moje łzy.
- Stój! - złapał mnie delikatnie za ramię i przyciągnął do siebie. - Dlaczego uciekasz?
- Zrozumiałam, że nie powinnam zadawać się z obcymi - powiedziałam kpiarsko, wyrywając się z uścisku.
- Mhm... grzeczna z ciebie dziewczynka - stanął, przed drzwiami, zagradzając mi drogę ucieczki. Jedyną zresztą.
- Ok, ok. Zostanę. - podniosłam ręce do góry i podreptałam do salonu. Chris szedł za mną, pilnując, żebym się nie wymknęła.
* Oczami Ketie*
Powoli odchodziłam od zmysłów. Laura wyszła kilka godzin temu i jeszcze nie wróciła. Zastamawiałam się co ją skłoniło do spacerku ciemną nocą. Na dole, fajna imprezka, sławni ludzie, jednym słowem - raj! No właśnie... tyle, że uchlałam się już wystarczająco, a poza tym stwierdziłam, że wypadałoby poszukać przyjaciółki. Bo znając ją, to przyjdzie do domu, cała roztrzęsiona i będzie darła papę, jak Święty Mikołaj na głupie dzieci.
Wzięłam mojego smartfona do ręki i chwilę się nim bawiłam. Przyszło mi jednak do głowy, żeby zadzwonić do tej wariatki. Niestety, nie odebrała. Ciekawe, gdi posiała telefon. Postanowiłam się nad nią tak nie rozczulać. Może jest u tych nowo poznanych przyjaciół, albo w jakimś klubie w centrum. Nie pasowało mi to, że nie zabrała mnie ze sobą. Wszyscy wiedzą, że dostaje pietra, na samą myśl o samotnej wyprawie, w środku nocy.
- Echm... pszepraszam, że przeszkadzam, lecz szukam mojej żony. Nie wie pani, gdzie jest?
- Proszę pana. Ja za paną laską, się nie będę uganiać. - zignorowałam faceta, kładąc laptop na kolana i uruchamiając go.
- Oczywiście, ale... myślałem, że ją panie widziała. - kontynuował zmieszany.
- To się pan mylił. Poza tym, kto pozwolił bez pukania, tu wchodzić? - zapytałam, nieżle poirytowana, namolnym kolesiem.
- Hmm.. nkit, ale moja żona... zgubiła się - wyjaśniał.
- Ugh... to se weź pan jej poszukaj, bo tu jej na pewno nie ma. - trzasnęłam drzwiami, wyganiając mężczyznę. Przez dziurkę od klucza, dostrzagłam, jak skołowany, schodzi po schodach, wprost do kuchni. Skąd biorą się takie typy? W ogóle nie zaradni. Dziwię się, ża ma żonę. A może blefował? No trudno, już się nie dowiem , o prawdziwym celu tej... wyprawy?
Cicho westchnęłam i ułożyłam się na łóżku. Poczułam, jak zmęczenie, krok po kroku, opanowuje moje ciało. Lada chwila, miało przejąć kontrolę również nad moim umysłem. Zanim to jednak nastąpi, zaczęłam gorąco sie zastanawiać nad Laurą. Co jak ktoś ją porwał? Tego wieczoru obstawaiłam wiele wersji, jej wczesnego zgonu. Żadna, niestety, nie był tak prawdopodobna jak ta.
Blondyn, siedział na kanapie, wtulając się w poduszkę. Nie wiedzieć czemu, miał wyrzuty sumienia. Żal mu było tej idiotki. Wielu dziewczynom złamał serca, powinien być już przyzwyczajony do szlochów lecz , jeszcze żadna do tej pory tak głęboko nie zawodziła jak Laura. Widok, jej bladej twarzy, pokrytej grubymi łzami, przyprawił go o dreszcze. Pocieszało go jedynie to, że dziewczyna gdy wychodziła, kroczyła dumnie, z podniesioną głową i wcale nie wyglądała na... zrozpaczoną. A nawet gdyby, to co to takiego? Była nikim. Jakąś głupią laską, która nie potrafi być odpowiedzialna za swoje czyny. Wpływ alkoholu jej nie usprawiedliwia. On w końcu też, nie był trzeźwy. Nie powinna go oskarżać o gwałt, czy coś w tym stylu. Nie zasługiwał na takie traktowanie. Jakby tego było mało, to rodzeństwo, krzywo na niego patrzyło, jakby co najmniej doprowadził do zniszczenia ziemi. Ugh... kiedy wreszcie będzie mógł się wyprowadzić, z dala od wścibskich oczu, kłamstw i strasznych kar za nieposłuszeństwo? Był pewnie, że kiedy rozpadnie się jego zespół to wszyscy się rozejdą w swoją stronę Nawet Rocky i Ell - papużki nierozłączki.
- Ross.. musimy pogadać. - usłyszał ostry głos tuż za uchem. Nie odwrócił jednak głowy, udając, że śpi. - Dobrze wiem, że nie śpisz, więc nie poniżaj się, bardziej niz dotychczas.
- Ok, ok. - jęknął zrezygmowany i spojrzał w brązowe oczy srarszego brata.
- Kto był dziś u ciebie? - zapytał, oczekując szczerości.
- Już wam mówiłem, że nikt.
- Nie wierzę ci. Nikt ci nie wierzy. Lepiej powiedz, albo o sprawie dowiedzą się rozdzice. - zagroził. Na jego słowa, chłopak wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
- Co? Mamy umowę... nie możesz jej złamać. - kiwnął przecząco głową.
- Ty ją złamałeś pierwszy. Nie chciałeś powiedzieć, kogo gościłeś, więc my mamy prawo powiadomić rodziców.
- Ugh... - nastolatek zacisnał pięści, starając się nie uwalniać wewnętrznego dziecka. Wtedy, każdy by mówł, jaki to on nie dojrzały, psując mu reputację słodziaka.
- Spokojnie Ross. Mamy czas - rzekł ze stoickim spokojem, bawiąc się w psychologa.
- Chcesz wiedzieć? Zatrudniłem sobie striptizerkę, żeby zaspokoić nudę. Zadowolony?
- Bardzo. - uśmiechnął się Riker. - Nie powiem pozostałym. To zostanie tylko i wyłącznie między nami.
- Dzięki wielki - mruknął, siadając na krawędzi łóżka.
***
- Chcesz popcorn? - zapytał, trzymając w dłoniach wielki kubeł.
- Chętnie - bruntka poslała mu rozbrajający uśmiech, na który odpowiedział tym samym. Nastolatkowie byłi właśnie w trakcie oglądania komedii kimantycznej pt " Wojna i miłość". Film opowiadał o losach pary, która poznaje się w obozie koncentracyjnym i planuje ucieczkę.
- Wolisz spać na sofie, czy łóżku? - zapytał szykując posłanie dla Laury.
- Emm... to drugie - wybrała dziewczyna, wracając do oglądania seansu.
- W takim razie, ja to pierwsze.
- Hehe.. pszepraszam, ale jestem marudna, gdy dobrze się nie wyśpię. - wzruszyła ramionami.
- Hehe... już to sbie wyobrażam. - roześmiał się, idąc zażyć odświezającą kąpiel. Gdy tylko zniknął za drzwiami, Laura przebrała się w stylową pidżamę cioci i cicho wsunęła się pod kołdrę. Myślała nad dzisiejszym dniem. Był chyba najciekawszym w całym jej życiu. Prawie przespała się z nieznajomym i poznała kolejnego chłopaka. Do fajnych przeżyć należała także zemsta na siostrze. Tym, dziewczyna zapewne przypieczętowała ciąg wydarzen, psujący całą imprezę. Na samo wspomnienie, tortu na twarzy Vanessy, roześmiała się serdecznie.
- Co cię tak bawi? - zapytał Chris, który dopiero co wyszedł z łazienki.
- Aaa... nic takego - zwróciła się w stronę nagiego torsu chłopaka i jego zmierzwionych włosów. Na sam widok, robiło jej się gorąco.
- Co się tak przyglądasz, jestem brudny czy co?
- Oczywiście, że nie. Tylko... mam nietypową propozycję. Co ty na to, żebyśmy razem spali? - wypaliła i rzuciła się chłopakowi na szyję.
- Nie wiem, nie wiem - odparł przeciągle.
- Nie graj ze mną, bo propozycja, zaraz może być nieaktualna. - uniosła brwi, kładąc się z powrotem na wygodnym łóżku.
- No to zgoda! - ucieszył się blondyn, całując Laurę delikatnie w polik i układając się obok. Objął ją w tali ręką, szybko zasypiajac. Dziewczyna jeszcze kilka minut wpatrywała się w ścianę, lecz sen równie prędko ją znużył.
- Echm... pszepraszam, że przeszkadzam, lecz szukam mojej żony. Nie wie pani, gdzie jest?
- Proszę pana. Ja za paną laską, się nie będę uganiać. - zignorowałam faceta, kładąc laptop na kolana i uruchamiając go.
- Oczywiście, ale... myślałem, że ją panie widziała. - kontynuował zmieszany.
- To się pan mylił. Poza tym, kto pozwolił bez pukania, tu wchodzić? - zapytałam, nieżle poirytowana, namolnym kolesiem.
- Hmm.. nkit, ale moja żona... zgubiła się - wyjaśniał.
- Ugh... to se weź pan jej poszukaj, bo tu jej na pewno nie ma. - trzasnęłam drzwiami, wyganiając mężczyznę. Przez dziurkę od klucza, dostrzagłam, jak skołowany, schodzi po schodach, wprost do kuchni. Skąd biorą się takie typy? W ogóle nie zaradni. Dziwię się, ża ma żonę. A może blefował? No trudno, już się nie dowiem , o prawdziwym celu tej... wyprawy?
Cicho westchnęłam i ułożyłam się na łóżku. Poczułam, jak zmęczenie, krok po kroku, opanowuje moje ciało. Lada chwila, miało przejąć kontrolę również nad moim umysłem. Zanim to jednak nastąpi, zaczęłam gorąco sie zastanawiać nad Laurą. Co jak ktoś ją porwał? Tego wieczoru obstawaiłam wiele wersji, jej wczesnego zgonu. Żadna, niestety, nie był tak prawdopodobna jak ta.
*Narrator*
Blondyn, siedział na kanapie, wtulając się w poduszkę. Nie wiedzieć czemu, miał wyrzuty sumienia. Żal mu było tej idiotki. Wielu dziewczynom złamał serca, powinien być już przyzwyczajony do szlochów lecz , jeszcze żadna do tej pory tak głęboko nie zawodziła jak Laura. Widok, jej bladej twarzy, pokrytej grubymi łzami, przyprawił go o dreszcze. Pocieszało go jedynie to, że dziewczyna gdy wychodziła, kroczyła dumnie, z podniesioną głową i wcale nie wyglądała na... zrozpaczoną. A nawet gdyby, to co to takiego? Była nikim. Jakąś głupią laską, która nie potrafi być odpowiedzialna za swoje czyny. Wpływ alkoholu jej nie usprawiedliwia. On w końcu też, nie był trzeźwy. Nie powinna go oskarżać o gwałt, czy coś w tym stylu. Nie zasługiwał na takie traktowanie. Jakby tego było mało, to rodzeństwo, krzywo na niego patrzyło, jakby co najmniej doprowadził do zniszczenia ziemi. Ugh... kiedy wreszcie będzie mógł się wyprowadzić, z dala od wścibskich oczu, kłamstw i strasznych kar za nieposłuszeństwo? Był pewnie, że kiedy rozpadnie się jego zespół to wszyscy się rozejdą w swoją stronę Nawet Rocky i Ell - papużki nierozłączki.
- Ross.. musimy pogadać. - usłyszał ostry głos tuż za uchem. Nie odwrócił jednak głowy, udając, że śpi. - Dobrze wiem, że nie śpisz, więc nie poniżaj się, bardziej niz dotychczas.
- Ok, ok. - jęknął zrezygmowany i spojrzał w brązowe oczy srarszego brata.
- Kto był dziś u ciebie? - zapytał, oczekując szczerości.
- Już wam mówiłem, że nikt.
- Nie wierzę ci. Nikt ci nie wierzy. Lepiej powiedz, albo o sprawie dowiedzą się rozdzice. - zagroził. Na jego słowa, chłopak wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
- Co? Mamy umowę... nie możesz jej złamać. - kiwnął przecząco głową.
- Ty ją złamałeś pierwszy. Nie chciałeś powiedzieć, kogo gościłeś, więc my mamy prawo powiadomić rodziców.
- Ugh... - nastolatek zacisnał pięści, starając się nie uwalniać wewnętrznego dziecka. Wtedy, każdy by mówł, jaki to on nie dojrzały, psując mu reputację słodziaka.
- Spokojnie Ross. Mamy czas - rzekł ze stoickim spokojem, bawiąc się w psychologa.
- Chcesz wiedzieć? Zatrudniłem sobie striptizerkę, żeby zaspokoić nudę. Zadowolony?
- Bardzo. - uśmiechnął się Riker. - Nie powiem pozostałym. To zostanie tylko i wyłącznie między nami.
- Dzięki wielki - mruknął, siadając na krawędzi łóżka.
***
- Chcesz popcorn? - zapytał, trzymając w dłoniach wielki kubeł.
- Chętnie - bruntka poslała mu rozbrajający uśmiech, na który odpowiedział tym samym. Nastolatkowie byłi właśnie w trakcie oglądania komedii kimantycznej pt " Wojna i miłość". Film opowiadał o losach pary, która poznaje się w obozie koncentracyjnym i planuje ucieczkę.
- Wolisz spać na sofie, czy łóżku? - zapytał szykując posłanie dla Laury.
- Emm... to drugie - wybrała dziewczyna, wracając do oglądania seansu.
- W takim razie, ja to pierwsze.
- Hehe.. pszepraszam, ale jestem marudna, gdy dobrze się nie wyśpię. - wzruszyła ramionami.
- Hehe... już to sbie wyobrażam. - roześmiał się, idąc zażyć odświezającą kąpiel. Gdy tylko zniknął za drzwiami, Laura przebrała się w stylową pidżamę cioci i cicho wsunęła się pod kołdrę. Myślała nad dzisiejszym dniem. Był chyba najciekawszym w całym jej życiu. Prawie przespała się z nieznajomym i poznała kolejnego chłopaka. Do fajnych przeżyć należała także zemsta na siostrze. Tym, dziewczyna zapewne przypieczętowała ciąg wydarzen, psujący całą imprezę. Na samo wspomnienie, tortu na twarzy Vanessy, roześmiała się serdecznie.
- Co cię tak bawi? - zapytał Chris, który dopiero co wyszedł z łazienki.
- Aaa... nic takego - zwróciła się w stronę nagiego torsu chłopaka i jego zmierzwionych włosów. Na sam widok, robiło jej się gorąco.
- Co się tak przyglądasz, jestem brudny czy co?
- Oczywiście, że nie. Tylko... mam nietypową propozycję. Co ty na to, żebyśmy razem spali? - wypaliła i rzuciła się chłopakowi na szyję.
- Nie wiem, nie wiem - odparł przeciągle.
- Nie graj ze mną, bo propozycja, zaraz może być nieaktualna. - uniosła brwi, kładąc się z powrotem na wygodnym łóżku.
- No to zgoda! - ucieszył się blondyn, całując Laurę delikatnie w polik i układając się obok. Objął ją w tali ręką, szybko zasypiajac. Dziewczyna jeszcze kilka minut wpatrywała się w ścianę, lecz sen równie prędko ją znużył.
♣♣♣
Heeej Kociaki ^_^ . Jak się podoba rozdział? Jak dla mnie baaaardzo nudny i wgl.... -,-. Niestety, nie miałam co wymyślić, więc.. na spontana wszystko pisałam :D. No nic... to do następnego.
♣♣♣

Na pewno jest baaaaaaaardzo fajny:)
OdpowiedzUsuńWcale niej jest nudy ,tak ci się tylko wydaje
Świetny!!
OdpowiedzUsuńŻyczę weny
Czekam na next :3
Fajny rozdział :*
OdpowiedzUsuńCzekam na next <3
świetny :D a Laura...najpierw Ross, teraz Chris ;) czekam na nexta :D
OdpowiedzUsuńp.s. zapraszam do siebie jeszczebedzieszmoja.blogspot.com
Ołłł <3 Booosko ^^ Czekam na współpracę i next :)
OdpowiedzUsuńŻartujesz sobie chyba xD rozdział wcale nie był nudny, pff, co za pomysł ;) dawaj nexta i nie marudź :D
OdpowiedzUsuń4 rozdział już jest ---------->love-will-tell-uś-where-to-go.blogspot.com
Fajny rozdział :) <3 Jak będziesz miała trochę wolnego czasu, zapraszam do siebie:
OdpowiedzUsuństory-with-ross-lynch.blogspot.com
Cuuuudeńko Kochana! Oby ten `novy` xd, nie zaklocil Raury bo normalnie przyjde do cb i normalnie przywale laptopem! ;3 A Pati mi pomoze! Zaserwuj mi nexta i .. Bez gadania! <3
OdpowiedzUsuńRozdział świetny! I zgadzam się pozostałymi, nie jest wcale nudny:D
OdpowiedzUsuńOby Raura była w całości, ale namieszać nie zaszkodzi^^
Hey hi.hello!
OdpowiedzUsuńZadanie dla ciebie do wykonania:
Przeczytać i skomentować rossdział 5 na moim blogu :)
Ratujesz świat! :)