Rozdział dedykowany mojej koffanej PATCE CHER ♥
*Narrator*
*Narrator*
Brunetkę obudził łagodny blask słońca, wdzierający się do pokoju. Promenie raziły ją w czekoladowe oczy, więc postanowiła zmienić pozycję. Przewróciła się na drugi bok, patrzac prosto w błękitne tęczówki Chrisa.
- Jak się spało? -uśmiechnął się niemrawo, całując dziewczynę w czubek głowy.
- Wspaniale! - stwierdziła, wtulajac się w blondyna.
- Miło mi to słyszeć. Co chcesz na śnaidanie?
- Zdam się na ciebie, misiek - mrugnęła, siadając na łóżku.
- Hm.... kanapki z nutellą?
- Mhm...może być. - kiwnęła obojętnie, kładąc głowę na poduszce.
- Zawołam cię kiedy będą zrobione - wzruszył ramionami, wzuł ciepłe papcie i wybrał strój z szafy. Na odchodne, Laura rzuciła w niego jaśkiem.
- A masz! - zachichotała, chowajac sie pod kołdrą. Chłopak, podniósł broń, podchodząc do spanikowanej brunetki.
- Kochanie, wyjdź już! Śniadanei gotowe! - kusił, słodkim głosem, niestety, bez żadnych rezulatów. Pomyślał, że musi mieć jakiś sprytny plan, aby wybawić dziewczynę z bezpiecznej kryjówki.
- Auuu... Laura, pomocy! Uderzyłem o kant szafki...
- Co? Nic ci nie jest..? -szybko zrzuciła z siebie kołdrę, obrywając miękkim puchem w twarz.
- Hahaha! - wybuchnął śmeichem Chris. - Mogaś ze mną nie zaczynać, dziecko kochane!
- Ach tak? Chcesz wojny to proszę bardzo! BITWA NA PODUSZKI !!! - krzyknęła najgłósniej jak potrafiła, po czym dołączyła do gry jeszcze jaden podgłówek, którym wymachiwałą w lewo i prawo.
Niebieskooki, skulił się i wszedł pod łóżko, lecz Laura, energicznym ruchem zdążyła zadać mu cios. Lekko poirytowany blondyn, sięgnął po kolejną broń i rzucił nią w drugi koniec pokoju, dokładnie w miejsce, gdzie przed chwilą stała nastolatka.
- Hehe... nie trafiłeś! - wytknęła język i wybiegła z pokoju.
- Uhg... dobra, skonczyłęm z forami, wiec lepiej uciekaj gdzie pieprz rośnie! - wrzasnął i rzucił się w pogoń za dziewczyną. Ta jednak, przestraszona zemstą, umiejętnie schowałą się w schowku na akcesoria domowe.
- Wyłaź! Nie zrobię ci krzywdy! - zapewniał, uśmeichajac się przy tym zawadiacko. Dziewczyna, nie wierzyła w ani jedno iego słowo, dlatego też siedziałą cicho ściskając w rękach dużego jaśka.
Rozbawiony przewagą blondyn, rozglądał sie po kuchni, mając oczy dookoła głowy. Po kilku minutach stwierdził, że brunetka schowała się gdzie idzniej. W ttym celu, przeszukał łazienkę, salon, pokoje, lecz nigdzie nie zastał jej śladu. Zmęczony, padł na kanapę i włączył TV. Nagle, usłyszał charakterystyczny odgłos dobiegajacy z pomieszczenia na końcu korytarza. Bez głębszego namysłu, stąpając na palcach, otworzył drzwi, zastając przestraszoną brunetkę, Podał jej rękę, pomagając jej wstać. Ona złapała ją nieufnie, podpierając się łokciem. Powoli maszerowałą za chłopakim, obawiając się nagłego ataku.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. No chyba, że śniadanie.
- Hyhy... to to dziękuję - wyszczerzyła zęby w nieszczerym usmiechu i odprężyła się.
- Siadaj, zrobie te kanapki.
- Uff... to dborze bo po szalonym pościgu strasznie zgłodniałam - przyznała i usiadła na jednym z krzeseł, przyglądając się precyzyjnym ruchom chłopaka, podczas smarowania chleba. Otrząsnęła się dopiero, gdy podał jej kanapkę. Laura, szybko zatopiła w niej zęby, rozkoszując się smakiem pyszenj czekolady. Po kilku kęsach, sandwicz zniknął z talerza.
- Poproszę o dokładkę - odsunęła od siebie naczynie, udając dystyngowną damę.
- Hehe.. już się robi królowo! - ukłonił się podajac kolejną kromkę chleba.
- Dziękuję lokaju! - zaśmiałą się, zajadając koljeną kanapkę. W sumie zjadła ich cztery, za każdym razem powtarzając scenariusz z stangretem i księżniczką.
- Echh... dziękuję za wspaniały posiłek - przytuliła blondyna, całując go delikatnie w policzek.
- Nie ma za co golasku! - mrugnął, patrząc na strój Laury.
- Aaa... jestem jeszcze w pidżamie. - zaczerweniła się lekko, idąc w stronę pokoju. - Przebiorę się. Tylko nie podglądaj - pogroziła palcem.
- O to się nie martw. - obiecał i wziął sie za zmywanie.
- Auuu... Laura, pomocy! Uderzyłem o kant szafki...
- Co? Nic ci nie jest..? -szybko zrzuciła z siebie kołdrę, obrywając miękkim puchem w twarz.
- Hahaha! - wybuchnął śmeichem Chris. - Mogaś ze mną nie zaczynać, dziecko kochane!
- Ach tak? Chcesz wojny to proszę bardzo! BITWA NA PODUSZKI !!! - krzyknęła najgłósniej jak potrafiła, po czym dołączyła do gry jeszcze jaden podgłówek, którym wymachiwałą w lewo i prawo.
Niebieskooki, skulił się i wszedł pod łóżko, lecz Laura, energicznym ruchem zdążyła zadać mu cios. Lekko poirytowany blondyn, sięgnął po kolejną broń i rzucił nią w drugi koniec pokoju, dokładnie w miejsce, gdzie przed chwilą stała nastolatka.
- Hehe... nie trafiłeś! - wytknęła język i wybiegła z pokoju.
- Uhg... dobra, skonczyłęm z forami, wiec lepiej uciekaj gdzie pieprz rośnie! - wrzasnął i rzucił się w pogoń za dziewczyną. Ta jednak, przestraszona zemstą, umiejętnie schowałą się w schowku na akcesoria domowe.
- Wyłaź! Nie zrobię ci krzywdy! - zapewniał, uśmeichajac się przy tym zawadiacko. Dziewczyna, nie wierzyła w ani jedno iego słowo, dlatego też siedziałą cicho ściskając w rękach dużego jaśka.
Rozbawiony przewagą blondyn, rozglądał sie po kuchni, mając oczy dookoła głowy. Po kilku minutach stwierdził, że brunetka schowała się gdzie idzniej. W ttym celu, przeszukał łazienkę, salon, pokoje, lecz nigdzie nie zastał jej śladu. Zmęczony, padł na kanapę i włączył TV. Nagle, usłyszał charakterystyczny odgłos dobiegajacy z pomieszczenia na końcu korytarza. Bez głębszego namysłu, stąpając na palcach, otworzył drzwi, zastając przestraszoną brunetkę, Podał jej rękę, pomagając jej wstać. Ona złapała ją nieufnie, podpierając się łokciem. Powoli maszerowałą za chłopakim, obawiając się nagłego ataku.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. No chyba, że śniadanie.
- Hyhy... to to dziękuję - wyszczerzyła zęby w nieszczerym usmiechu i odprężyła się.
- Siadaj, zrobie te kanapki.
- Uff... to dborze bo po szalonym pościgu strasznie zgłodniałam - przyznała i usiadła na jednym z krzeseł, przyglądając się precyzyjnym ruchom chłopaka, podczas smarowania chleba. Otrząsnęła się dopiero, gdy podał jej kanapkę. Laura, szybko zatopiła w niej zęby, rozkoszując się smakiem pyszenj czekolady. Po kilku kęsach, sandwicz zniknął z talerza.
- Poproszę o dokładkę - odsunęła od siebie naczynie, udając dystyngowną damę.
- Hehe.. już się robi królowo! - ukłonił się podajac kolejną kromkę chleba.
- Dziękuję lokaju! - zaśmiałą się, zajadając koljeną kanapkę. W sumie zjadła ich cztery, za każdym razem powtarzając scenariusz z stangretem i księżniczką.
- Echh... dziękuję za wspaniały posiłek - przytuliła blondyna, całując go delikatnie w policzek.
- Nie ma za co golasku! - mrugnął, patrząc na strój Laury.
- Aaa... jestem jeszcze w pidżamie. - zaczerweniła się lekko, idąc w stronę pokoju. - Przebiorę się. Tylko nie podglądaj - pogroziła palcem.
- O to się nie martw. - obiecał i wziął sie za zmywanie.
* Godzinę później, oczami Laury*
Szłam wolno, delektujac się ciepłem letniego poranka. Wszystkie problemy nagle poszły w odstawkę. Liczyłam się tylko ja i lekki wietrzyk, muskający moje włosy. Nic więcej. Już nigdy, tyle niepotrzebnych zmartwień. Przeszłość zostawię za sobą. To co zdarzyło się tutaj, po wakacjach zastanie rozwiane, przesłonięte szarą codziennością. Co prawda są sprawy, o których nei tak prosto zapomnieć. Między innymi choroba siostry. Mimio wczorajszej kłótni, kochałam ją i bardzo przejmowałam się tą sytuacją. Białaczka, w wielu przypadkach oznacza wyrok śmierci. Wiedziałam, ze Vanessa ma bardzo silny organizm, ale czy da radę przetrwać takie brzemię? Miałam nadzieję, że tak włąsnie będzie.
Obok domu, dostrzegłam Ketie. Rudowłosa, kopała kamyk, chodząc w tą i z powrotem. Zapewne martwiłą sie o mnie! No tak, nie wróciłam na noc do domu, wyszłam bez żadnej informacji. Ugh... będzie wściekła, jak nigdy dotąd. Westchnęłam. Należało się zmierzyć z konsekwencjami nocnej wycieczki. Niestety.
- Cześć Ketie! - pomachałam, będą dobre 20 metrów od przyjaciółki.
- Laura? O Boże, nie masz pojącia jak się martwiłam! - wrzasnęłam, wpadając prosto w ramiona.
- Wyobraź sobie, że mam pojęcie. - rzekłam z przekąsem.
- Opowiadaj, gdzie sie podziewałaś! - złapała mnie ze rękę i pociągnęła z stronę domu. Poczułam, jak moje zmartwienia, spadaja na mnie ze zdwojoną siłą.
- Eee.. a nie mozemy tu porozmawiać? - zaproponowałam, wskzaując na ławkę.
- Nie ma mowy. Wszystkim należą sie wyjaśnienia. - zaprzeczyła, gwałtownie przyspieszając. Wreszcie, stanęłyśmy w progu willi Nessy. Z ciężkim sercem, przekroczyłam go i zsunęłam buty z nóg. Ketie, popchnęła mnie ku dzwiom do salonu. Mimowolnie otworzyłam je i ujrzałam całą rodzinę, siedzącą na kanapie i wpatrującom się sie we mnie. Dobrze wiedziałam, ze oczekują wyjaśnień, dlatego, nic nie mówiąc zajęłam wolne miejsce w fotelu i przywitałam się. Odpoweidziały mi pomruki.
- Ok, ok. Pszepraszam za wszelkie sprawione kłopoty. Nie chciałam nie złego zrobić. To głównie przez alkohol. Trochę za duzo wtypiłam i mi odbiło.
- Co racja, to racja. - przyznala Van.
- Tak. zwróciłam sie do niej. - Wybacz, że zepsułam ci przyjęcie i skompromitowałam cię przed znajomymi z branży.
- To nic takego - wzruszyła ramionami. - Bardziej przejęłam się twoją nieobecnością w domu. Nie znałaś tu nikogo.
- A jednak... - uśmiechnełam się jakby do siebie.
- No właśnie! Zasługujemy na wyjaśnienia nie sądzisz? - zapytała mama.
- Ojj... to dług historia, nie wiem, czy zechcecie ją usłyszeć... - powiedziałam wymijająco.
- Mamy czas, prawda? - stwierdziłą uradowana Nessa.
- Oczywiście! - poparła ją Clarie.
- No dobra! Niech wam będzie... - odpowiedziałam cicho i zaczęłam opowiadać moje nocne przygody. Pominęłam tylko moje igraszki z nieznajomym palantem.
Heeej kochani! Ja sie macie? Wiem ,że rozdział krótki i strasznie nudny. Miałam napisać dłuższy, lecz... wyczerpałam limit weny na dziś. Miałam go jutro poprawić, ale obiecałam dodać już w piątek, więc... nie chciałam, żebyście na niego czekali tak długo. Zresztą i tak mało osób to czyta. Ci, którzy są ze mną niech wiedzą, że kochami ich całym sercem.
☆Rossowa Panienka☆
Super! <3
OdpowiedzUsuńrozdział krótki, ale świetny <3 czyżby Chris i Laura? czekam na nexta ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny:):)
OdpowiedzUsuńKiedy... kiedy... Rossiak? :(( Czekam na niego, czekam... i doczekać się nie mogę, hihihi :D Rozdział booooski, nic dodać nic ująć i nie marudź mi, że jest głupi... To jest cuuudo! <3 Wena na pewno da ci się we znaki, kiedy pojedziemy na wycieczkę rowerową, Gumi-Żelkuuu mój kofffany :* Chris jest nawet spoko, ale i tak mnie wkurza... Lau zjadła 4 kanapki z nutellą? WoW, ja nawet ledwo zjem 2! A to głodniara :3 hihi, czekam na nexta :D
OdpowiedzUsuńJak można zjeść odrazu 4 kanapki z nutellą. ja nawet jednej nie mogę zjeść >.<
OdpowiedzUsuńRodziała jest świetny. Czekam na nexta :D
Zapraszam do siebie ...
http://loveorhaterossilaura.blogspot.com/
http://lifeofraura.blogspot.com/
http://raura-myheartmadeuponyou.blogspot.com/
Przepraszam za spam :(
Super rozdział :*
OdpowiedzUsuńCzekam na next i Rossa <3
Świetnie wszystko opisujesz:) Nawet nie zasłużyłam na dedyk, jeszcze taki cudny rozdział, dziękuję:D
OdpowiedzUsuńPodoba mi się Chris, ale ja wolę Rossiaczka, bo nawet nie ma paringu dla naszej Lau i Chrisa hehehe
Oooo :) Chris i Laura to słodziaki, ale i tak chcę RAURĘ <3333 Świetny rozdział koffana i nie waż się mówić, że jest nudny, bo ja wiem swoje ^^ Buziole :***
OdpowiedzUsuńCuuuuuuuudo!!! Zajebiście piszesz kochaniutka, pięknie i genialnie< czekam niecierpliwie na next :****
OdpowiedzUsuńP.S. Serio masz na imię Olga? :D To takie starorosyjskie imię. Jestem jedyna w szkole i jakoś mi miło, ze ktoś ma tak samo jak ja :*
UsuńHehe... tak serio mam tak na imię :D I też jestem jedyna w szkole koffana ♥_♥
UsuńLols :D
UsuńDziń dybry.
OdpowiedzUsuńZarządzam eksmisję...
NA MOJEGO BLOGA PUSTA PAŁKO! (Za dużo Niekrytego Krytyka xD)
RUSZAJ DUPE I TO NATYCHMIAST, BO JAK NIE... BEDZIESZ U PANIIIIIIII!
A tak na serio:
Mmmmmm... hmmmm... Mmmmmm...nomnom. Nomnomnomkono. Mniam Mniam.
(To znaczyło; super rozdział, dawaj nexta :*****l
to dobrze, że Laura przestała przejmować się tyloma sprawami. a rozdział ciekawy:)
OdpowiedzUsuń