Rozdział dedykowany:
~ Smile
~ Oldze Lynch
~ Ani
*Oczami Rikera*
~ Smile
~ Oldze Lynch
~ Ani
*Oczami Rikera*
Dzisiaj w domu, panowało nie małe zamieszanie. Rodzice, dostali propozycje wyjechania na kilka dni do luksusowego hotelu, mieszczącego się w Wielkiej Brytani. Ojciec miał tam do załatwienia parę służbowych spraw, więc był zmuszony je wykonać . Mama natomiast, wahała się czy mu towarzyszyć.
- Oj nie wiem Mark... Zostawić dzieci same bez opieki? - kręciła z niedowierzaniem głową.
- Samo to, że nazwałaś ich "dziecmi" świadczy o twojej nadopiekunczości. - zaśmiał się, pakując kolejny ulubiony podkoszulek do walizki.
- Ja się po prostu martwię! - unisła ręce ku górze, prosząc Boga o zbawienie. - Czy to żle?
- Oczywiście, że nie. To badzo dobrze. - objął ramieniem żonę, dodając jej otuchy. - Ale nigdy nie nauczą się samodzielności , gdy będziemy ich non stop niańczyć.
- Masz rację. - westchnęła Stormie, wciągając z szafy, bagaż na kółkach. - Powinnam dać im trochę wolnej przestrzeni.
- Nareszcie to zrozumiałaś! - ucieszył się, podając żonie najładniejsze sukienki.
- Tooo... w końcu wyjeżdżacie razem? - zapytała Delly, kucając obok matki.
- Tak słonko. - skinął głową tata.
- Bawcie się dobrze - poklepała go po ramieniu i wyciągnęła z szafy zestaw biżuteri. - To ci się przyda. - zwróciła się do zdziwionej Stormie.
- Dziękuję. - szpnęła wzruszona, pamiecią córki.
- Nie ma za co. - wzruszyła ramionami. - Teraz lecę, nie będę wam przeszkadzać. Przyjdę zobaczyć co załadowaliście. - zaśmiała się i podrpetała do kuchni, napić się soku.
- I co? Czego się dowiedziałaś? - zaatakowałem siostrę pytaniami, delikatnie nią potsząsając.
- Spokojnie. Nasz plan się uda. Jutro Laura bedzie twoją dziewczyną. - dała mi kuksańca w bok. Oddałem jej.
- Ejj... myślisz, że jestem aż takim egoistom, żeby nie pomyśleć o rodzicach? Za kogo ty mnie masz?
- Uspokój się! - popchnęła mnie, tak że wylądowałem na zimniej podłodze.
- Nie potrzebuje pomocy, sam wstanę - rzuciłem sarkastycznie w stronę rechoczącej siostry.
- Hehe.. wiem, dlatego nie podałam ci ręki.
- Nieważne. Powiedz mi lepiej, czy wszystko dopracowane?
- Nie masz się czym przejmować.
- A co jęsli nie będzie chciałą przyjść?
- O tym już myślała. Zwyczajnie nie powiadomie jej o imprzeie. Po prostu pójdziemy na plażę, pokąpać się i w ogóle..
- Rozumiem. Sprytnie to rozegrałaś.
- Fajnie, że doceniłeś młodszą siostrę. - szturchnęła mnie, wychodząc z domu. Krzyknąłem dokąd się wybiera, lecz odpowiedziała mi głucha cisza. Przynjamnie ze strony Rydel.
- Hej, bracie. Jak się masz? - odwróciłem głowę i ujrzałem przed sobą Ross'a, zajadającego się ciastkami.
- Aaaa... OK - powiedziałem wymijająco, idąc w stronę pokoju. Odkąd zepsuł mi randkę z Laurą, nie rozmaiwam z nim. Przez niego dzieczyna moich marzeń, nie chce mnie widzieć. Mam jednak nadzieję, że pomysł Ryd, wszystko wyprostuje...
* Oczami Laury*
Cała rodzina siedziałą przed telewizorem, napawając się wspólnymi chwilami. Vanessa usadowiła na kolanach Leonarda, wpatrując się ze śmeichem w małpę obierającą banana. Nie mogłam uwierzyć, że nie stresuje się nadchodzącymi badaniami. Jutro, miała dowiedzieć się, w jakiej fazie, znajduje się jej choroba. Wszystko zalezy właśnie od tego rokowania. Jeśli jej nowotwór jej zaawansowany, to... umrze. Jeśli nie będzie musiała znaleźć dawcę szpiku. Po cichu liczyłam, że to jakaś straszna pomyłka i Nessa wcale nie jest chora. Niestety, wyniki mówiły same za siebie.
Nie mogąc dłużej usiedzieć w miejscu, postanowiłam się przejść. Wiedziałam, że spacer podziała kojąco na moje kłopoty. Dlatego, poszłam do łazienki się odświeżyć i przebrać w to:
Gdy byłam gotowa, wymknęłam sie z domu i ruszyłam w stronę parku. Zieleń otaczała mnie z każdej strony. Gdzie się nie obejrzałam, tam wirowały liście, kwiaty i kępki trway. Włóczyłam się aleją, bez celu, wypatrując wygodnego miejsca do siedzenia.. Wiele ławek było zajętych, a ja nie miałam zamiaru, siadać z nieznajomymi. Na szczęście los się do mnie usmiechnął i znalazłam wymarzone miejsce do odpoczynku, w postaci wielkiego pnia. Znajdował się on pod rozłożystym dębem, który zapewniał doskonałą ochronę przed słońcem. Wygodnie się usadowiłam, włączając nierealny tryb życia. Dzięki niemu, nadal mogłam normalnie funkcjonować, nie zadręczać się niczym ani nikim. Tak było i tym razem. Zupełnie zapomniałam o rzeczywistości, o Vanessie, Rikerze, Dallasie i Rossie. W chwili obecnej, byłam tylko ja i moje fantazyjne życie. Niestety, nie trawło to długo. Mój spokój został zmącony, przez znajomego blondyna.
- Cześć... mogę się dosiądź? - zapytał, ustami muskając mój polik.
- Eee... pewnie - wydukałam, zachęcając go ruchem ręki.
- O czym tak usilenie rozmyślałaś, jeśli można spytać?
- O tym o owym - mruknęłam.
- Mhm... nie chcesz to nie mów. - wzruszył ramionami, ujmując moją dłoń. Spojrzałem na niego z krzepiącym uśmiechem. on tylko odwzajemnił go i mocniej ścisnął mi rękę. Po chwili, spletliśmy nasz dłonie, niczym zakochana para. Z nim, było mi jeszcze lepiej niż samej. O wiele lepiej. Mimo tego, czułam, że to jeszcze nie ten jedyny... Może zachowywałam się dziwnie, lecz moje serce było niemal pewne, że nie powinnam się w to pakować. Intuicja jednak radziła spróbować. Zresztą... co mi szkodzi? Jeśli odpuszczę to nigdy sie nie dowiem, czy podjęłam właściwą decyzję...
- Wiem, że to wszystko dzieje się za szybko - rzekł, spuszczając wzrok. Uniosłam jego podbródek, tak, że nasze usta, dzieliły milmietry. Błęki oczu Chrisa, mówił, że nie musimy robić nic na siłę, lecz ja cholernie się bałam, że taka okazja się więcej nie powtórzy. Chcąc, nie chcąc, to miał być mók pierwszy pocałunek. Wiem, że chłopaka znałam od niedawna, ale czy to wystarczający powód, żeby go skreślać z listy? Nie wydaje mi się. Odetchnęłam głęboko, przybliżając twarz do twarzy blondyna. Robiłam to wolno, jakby świat nagle zastygł w bezruchu. Nie spieszyłam się z niczym. Nie czułam potrzeby zbliżenia. Nagle, Chris, bez ostrzeżenia musnął moje wargi. Zrobił to tak delikatnie, jak podmuch wiatru. Wyszczerzyłam swoje zęby, pokazując moja nieustającą radość z tego gestu. Było zupełnie inaczej, niz sobie wyobrażałam, ale... wiedizałam, że mogę to jeszcze naprawić. Szybko, wbiłam się w jego wargi, sprawaiając, że buziak, był teraz drapieżny i namiętny. Trwailśmy w tej czynności dobre pół minuty, dopóki na zabraklo nam powietrza. Wtedy, oderwaliśmy się od siebie, łapczywie łykając tlen.
- Było wspaniale - wyznał, opierając się o drzewo.
- Hehe... tak - przyznałam, trochę obojętnym tonem.
- Nie sądziłem, że tak się do mnie dobierzesz. To było... - szukał odpowiedniego słowa, w myślach kartkując wszystkie odpowiednie synonimy. - Brak mi słów.
- Taaaak. Zauważyłam. No nic.. jeśli pozwolisz, to już muszę lecieć do domu. - wstałam i odbiegłam, energiczenie machając ręką na pożegnianie. Byłam zdziwiona swoją zimną postawą, wobec Chrisa.
* Godzinę później*
Leżałam na łóżku, zastanawiając się, czy podjęłam dobrą dozycję. Wiem, że to był już mój drugi całus, lecz i tak miałam wyrzuty. Nie chciałam, dawaćmu fałszywej nadziei, na związek, komuś, kogo znam od właściwie dwóch dni. Albo raczej od dwoch spotkań.
- Czeeeść. Gdzie się znowu podziewałaś? - krzyknęła mi tuż przy uchu Ketie.
- Ech... spotkałam tego Chrsia... - zaczęłam, opowiadając przyjaciółce, o pocałunku, wdajać sie nawet w najmniejejsze szczegóły.
- WoW... no to ostro mała - zasłoniła usta dłonią, śmiejąc się do rozpuku.
- Co cię tak bawi? - zapytałam, zdziwiona reakcją rudowłosej.
- Ty i te twoje przemyślenia, czy postąpiłaś dobrze. Zrozum, raz sie żyję. Ja każdy swój poałunek, traktowałam jak ten pierwszy. - po raz kolejny wybuchnęła śmeichem.
- Oj... wiem, wiem. Ale ja jestem typem romantyczki. Chcę, żeby ten pierwszy był naprawdę wyjątkowy. Z wyjątkową osobą. -westchnęłam, rozkładając bezradnie ręce.
- Dobrze o tym wiem. Ale, jesteś już o krok bliżej, od tego jednynego nie sądzisz?
- W sumie.. - wzruszyłam ramionami.
- No i widzisz? Miałam rację. - przytuliła mnie, ciesząc się jak dziecko. Naprawdę, podziwiałam jej poczucie humoru.
- Nieważne. Musze się jeszcze z tym przespać. - podrapałam się za głową, przeciągle ziewając.
- Oooo tak. Ja też. Idę się wykąpać. Dobranoc. - rzuciła, w moją stronę, po czym, zniknęła za drzwiami. Gdy zostałam sama, różwnież, weszłam pod prysznic. Zmył od moje dotychczasowe kłopoty, pozwalając na chwilę wytchnienia. Po pół godzinnej przyjemności, przebrałam sie w to:
Potem, wyszorowałam dokładnie zęby, włosy związałam w niedbały kok i weszłam pod ceipłą kołdrę, dając upust wolną wolę moim snom.
Zwlekłam się z łóżka, na prośbę zdesperowanej Ketie. Błagała, abym pomogła jej w opiece nad Clarie, gdyż ona sobie nie radzi z tym szatańskim dzickiem. I wcale jej się nie dziwię. Wielokrotnie, mama zostawiała mnie samą z młodszą siostrą i doskonale wiem, jakie to trudne zajęcie. Na pierwszy rzut oka, była małym, słodkim aniołkiem, o szczenięcych oczach.
W rzeczywistości jednak, to nieprzeciętna diablica. Wcielenie zła jakiego świat nie widział. Nie zwykła łobuziara, lecz naprawdę wstrętna wiedźma. Tak więc, wyruszałam na ratunek mojej przyjaciółce. Na początku, uczesałam włosy w kucyka, przebrałam się w luźne ciuchy i dopiero zeszłam na dół. Tam zastałam moją BFF, jak biega po kuchni goniąc rozwrzeszczaną małą, która ukradła jej szczotkę do włosów. Narpawdę niecodzienny widok. I w dodatku przezabawny. Niestety, moja uciecha, została gwałtownie przerwana przez Ketie.
- Laura! Nie stój bezczynnie, tylko mi pomóż! - krzyknęła, zaciskając pięści. Zrozumiałam, że kiedy diablątko zostanie złapanie, będzie w poważnych tarapatach. No cóż... musiałam to zrobić inaczej, to rudowłosa nie da mi spokoju.
- O matko! Co ja widze za oknem! Maskotki Furby! Cały tuzin. W różnych kolorach. Oj... szkoda, że nie ma dla nich właścicielki... - westchnęłam, udając rozczarowną. Nagle, Clarie, rzuciła przedmiot i popędziła szaleńczo w stronę okna, wpadając w moje ramiona.
- Hahha... mam cię żabciu! - podskoczyłam , szczypiąc ją w polik
- Puszczaj bo powiem mamie... - zmarszczyła uroczo nosek, lekko podenerwowana.
- Ja też mam dużo do powiedzenia mamusi....
- Ech... głupia, głupia, głupia! - krzyknęła, wijąc się i szarpiąc niczym wąż.
- Wiesz co teraz zrobię? Zamknę cię w pokoju, bez ciastek i kubusia na klucz, aż do powrotu mamy.
- Nieee.... - przylegnęła do mnie, oplatając mnie nogami, a po jej polikach popłynęły pojedynczy łzy.
- Posiedzimy tam z tobą. - mrugnęłam.
- Dobrze. - kiwnęła głową, całując mnie w czoło. - Kocham cię siostrzyczko!
- Hyhyh.. ja ciebie też.
- Rób szybciej ten placuszek - wrzasnął Ell pojawiając się tuż obok mnie.
- Nie poganiaj mnie ok? - poprosiłam, wyciągając mąkę z szafki.
- Dobrze Wasza Wysokość! - ukłonił się, oblizując palce.
- Ratliff... mam pełne ręce roboty... możesz iść do chłopaków???
- Ale oni nię są tak ładni jak ty... - kokietował, owijając kosmyk moich włsów na rękę.
- Hahaha... bardzo śmiesnze, ale zostaw moje włosy! - kopnęłam bruneta w czułe miejsce i wypchnęłam z kuchni. Inaczej nigdy nie wykonałabym swojego zadania.
- Oczywiście! - przyłożył dłoń do czoła, niczym żołnierz.
- Rocky... rozdałeś zaproszenia?
- Tak jest! - powtórzył gest starszego.
- Ryland.. czy załatwiłeś muzykę?
- Owszem... - popukał się w pierś.
- Świetnie... Ell.. - położyłam dłoń, na jego barku. - Czy załatwiłeś nam rezerwację w lokalu na plaży?
- Yyy.... o czym ty mówisz kobieto?
- Nieważne... chłopcy, mosja honorowa! Biegiem nz plażę, wiecie co macie robić prawda?
- Mhm! Za mną... ! - rozkazał Riker.
- Mam iść z nimi czy coś?? - zapytał, siadając obok mnie na kanapie.
- Lepiej nie... bo jeszcze coś popsujesz... - westchnęłam, opierając głoe na poduszce.
- Serio uważasz mnie za takiego łamgę? - zmarszczył czoło, ze smutkiem.
- To nie tak... jeste tylko baaaardzo nieodpowidzialny - rzekłam przeciągle, nie poprawiając mu tym humoru.
- Słuchaj Rydel... wiem,że wiele razy nawalałem, ale chcę ci udowodnić, ze wcela taki nie jestem!
- Ale... mi nie musisz nic udowadniać! Kocham cię takiego jakim jesteś - wypaliłam, bez zastanowienia.
- Powiedziałaś, że mnie kochasz? - zbladł.
- Yyy.. nie, zanczy.. po przyjacielsku tak!
- Mhm... fajnie, fajnie... To ja idę do łazienki. - rzucił niemrawo, a mi zrobiło się go żal. Postanowiła, że koniecznie musi mieć dziewczynę, wiec kiedy tylko wyszedł, to od razu, zagaiłam o wymarzonej lasce.
- Em...wolisz brunetki czy blondynki?
- Hm... blondynki.
- Opisz swój ideał.
- Hot- dog, dwa matry średnicy, z muszatrdą i ketchupem... - wymieniał, a mnie zamurowało.
- Chodzi o ideał dziewczyny.
- No to blondynka, broązowe oczy, ładna, zgrabna, przyjacielska, miła, choć czasem złośliwa... - mówił, patrzac mi prosto w oczy. Czułam sie nieswojo. Wiedziałam, że to dziewczyna, którą zna.
- ... zabawna, inteligentna.
- To już?
- Yyy tak.
- Co już? - usłyszałam za sobą męski głos. Należał on do Rossa.
- Aaaa.. pytałem o napoje... Czy już gotowe ma drinki!! Hyhhy.. - wybrnął, uśmiechając się do mnie z lekka.
- Czemu mi nie powiedziałaś o imprezce?
- Zapomniałam. Ale jesteś na nią oficjalnie zaproszony.
- Nie dizęki, nie pójdę. Marzę o samotnym wieczorze przed telewizorem.
- W takim razie ok... - ucięłam i odwróciłam się na pięcie w stronę moejgo królestwa. Tam, miałam zamiar odpocząć przed zabawą. Niestety, jak to w życiu bywa, los splatał mi figla. Akutrat wrócili moi bracia, wydzierając się wniebogłosy. To był znak, że trzeba szykować sie do odwiedzienia Laury. Zeszłam więc po schodach, ubrana w nową sukienkę:
- Wow... wygladzasz olśniewająco. - rzekł z podziwem Ryland,
- Dziękuję. Teraz, wy lecie na plażę, a ja wstąpie po Laurę,
- Ok... zbieramy się. - kiwnął głową Riker, ciągnąc Rockego za ramię.
Pomachałam im, wychodząc na ogród. Zaraz potem, patrzyłam jak znikają za ostrym zakrętem. W duchu, zaczęłam się stresować spotkaniem z brunetką. Co jeśli, nie będzie chciała ze mną rozmawać? Była przekonana, że do mnie nie żywi urazy, ale kto tam wie... Dziewczyny z ntaury są bardzo wrażliwe. Byłam jednak dobrej myśli. Gdzieś w głebi, najchętniej położyłabym się na łózku i zasnęła, lecz odwrotu już już nie było.
*Narrator*
Blondynka, weszła na taras, targana sprzecznymi emocjami. Miała nadzieję, że dziewczyna zechce z nią rozmawiać. W końcu, ona nie była niczemu winna. Z widocznym zdenerwowaniem, nacisnęła dzwonek. Uslyszała, stąpanie, a zaraz potem stoajacą w drziwach Laurę.
- Cześć... -wydukała.
- Hej... po co przyszłaś? - w tonie brunetki, dało się słyszeć zakłopotanie.
- Mam propozycję nie do odrzucenia...
- To wejdź - skinęła zapraszając dziewczynę do środka. Delly, pokornie wykonałą prośbę i przestąpiła próg.
- Chodź za mną. Pogadamy w salonie. - wskazał na drzwi prowadzące do wymienionego pokoju. Brązowooka podreptała tam, siadowiąć się wygodnie na kanapie. Laura usiadłą na buajnym fotelu.
- O co chodzi? Stało się coć? - wypytywała, zaciskając palca na oparciach.
- Nie... jest dzisiaj impreza na plaży i jeste zaproszona. Liczyłam, że wpadniesz...
- Po co? - prychneła. - Żeby zbłaźnić się przed wszystkimi?
- To zwykła zabawa... Idę tam sama, ale muszę kogoś zabrać, więc... padło na ciebie.
- Ugh... odpowiedź brzmi NIE! - podniosła głos i podeszła do okna, aby się uspokoić.
- Proszę... to dla mnie ważne. Znajomi przyjdą z osobą towarzyszącą, a ja.. no cóż.
- Rydel... musże się opiekować siostrą. Nie mam czasu na bzdury.
- Lau... - zdała się na płaczliwy ton głosu. - Rozerwiesz się trochę... Poza tym nie planuję tam być długo.
- Nie możesz pójść z bratem?
- To skomplikowane.... - wypuściła głośno powietrze.
- No trudno...
- Nie poddam się! Nie wyjdę, póki się nie zgodzisz!
- Ale...
- Żadnego ALE... leć na górę się przebrać i idziemy na balet kochana! - rozweseliła się, potrząsając rytmicznie biodrami. Brunetka, z wyraźnym grymasem na twarzy, podreptała do swego pokoju, przebierając się w odpowiedni strój. Ketie, posmutniała na wieść o samotnym wieczorze. Na szczęście, dziewczyny postanowiły zostawić małą u życzliwej sąsiadeczki i we trzy ruszyły taksówką na miejsce.
* Plaża, godzina 18:00, narrator*
Nastolatki, usiadły obok baru, rozkoszując się zapachem morskiej bryzy. Żadna, nie zabierała głosu. Były zbyt pogrążone w swoich myślach, by podjąć radykalne kroki i oderwać się od czasem chorych marzeń.
Milczenie, przrwała Rydel. Przypomniało się jej, że ma misję do wykonania. Musiał niepostrzeżenie zniknąć z Ketie, zastawaiając Laurę samą. Miałą już nawet dobry pomysł....
- Słuchajcie... żle sie czuję. Pójdziesz ze mną do łazienki? - zwróciła się do rudowłosej. - A LAura, zamówi drinki.
- Niech będzie. - kiwnęły obie. Blondyna, podciągnęła Ketie za rękę kierując się w stronę parkietu. Chciała zaszaleć, zostawaiając całą spawę w rękach brata. To od niego zależało, czy dziewczyna zapamęta ten wieczór, czy też nie.
Brązowooka sączyła drninka, nie zważając, właściwie co pije. Całkowicie zdała sie na kelnera. Zaserwował jej najprawdopodobniej najlepszego i najdrożeszgo jak by mógł być. O dziwo, z domu wyszł bardzo dobrze zaopatrzona, więc... nie przejomawała się ceną. Po kilku minutach odstawila szkalnkę i poczuła mrowienie w okolicy oczu. Przymknęła powieki, z nadzieja, że ból ustanie. On jedank nasilił się. Nie wiedziała co się dzieję. Na przemian przymykała i otwierała oczy. Nie przyniosło to razultatu. Straciła całkiem widzoczność i widziała jak we mgle.
- Mm... pszepraszam pana, ale... z czym był mój naktar? - zagandęła barmana.
- Z kokosem. A cos się stało?
- Nie nic, dziekuję. - odparła, powstrzymując łzy. Była strasznie uczulona na mleczko kokosowe. Gdy była dzieckiem, jadał go w ogromnych ilosciach. Później, trafiła w ciężkim stanie do szpitala.
- Pomóc w czymś? - usłyszała znajomy głos za sobą. Odwróciła się, widząc we mgle blond czuprynę.
- Emm... zależy kim jesteś - zmusiła się na uśmiech, przeklinajac sztataśnka imprezę.
- Znasz mnie. I to bardzo dobrze.
- Mhm... to zgoda. - westchnęła, dając się poprowadzić chłopakowi. Zastanawiało ją skąd wiedział, że słabo widzi....
- Dokąd właściwie idziemy?
- To niespodzianka. Na wszelki wypadek, zawiążę ci oczy opaską. - stwierdził i wykonał czynność.
Nie odezwała się już. Jego dotyk działał na nią kojąco. W jakiś nieopisany sposób, czuła się bezpiecznie. Głupie nie?
Para znalazła się w tłumie ludzi. Zapewne w samym środku tanecznych wygłupów. Laura, jendnak nie przejęła się się tym, gdyż po chwili znów ruszyli przed siebie. Myślała że spacer będzie trwał w nieskończoność, lecz tajemniczy towarzysz, podniósł ją i uiadł na rozgrzanym piasku. Ona głowę na jego umięśnionym ramieniu, a on, ujął jej bladą twarz w swe dłonie i złożył za malinowych ustach zmysłowy pocałunek. Normalnie, brunetka chyba bym go zabiła, ale wprost emanował aurą ukojenia. Czas, zatrzymał się dla nich. Lczyli się tylko i wyłącznie oni, zatraceni w sobie, nie zważający na to co się wokół nich dzieje. Chwila ta trwała, dopóki nastolatka, nie odzyskała wzroku i zapragnęła ujrzeć światło dzienne, a przy tym blondyna. Gdy tylko odsłoniła oczy, odwróciła się w jego stronę i zamarła...
- Cześć... mogę się dosiądź? - zapytał, ustami muskając mój polik.
- Eee... pewnie - wydukałam, zachęcając go ruchem ręki.
- O czym tak usilenie rozmyślałaś, jeśli można spytać?
- O tym o owym - mruknęłam.
- Mhm... nie chcesz to nie mów. - wzruszył ramionami, ujmując moją dłoń. Spojrzałem na niego z krzepiącym uśmiechem. on tylko odwzajemnił go i mocniej ścisnął mi rękę. Po chwili, spletliśmy nasz dłonie, niczym zakochana para. Z nim, było mi jeszcze lepiej niż samej. O wiele lepiej. Mimo tego, czułam, że to jeszcze nie ten jedyny... Może zachowywałam się dziwnie, lecz moje serce było niemal pewne, że nie powinnam się w to pakować. Intuicja jednak radziła spróbować. Zresztą... co mi szkodzi? Jeśli odpuszczę to nigdy sie nie dowiem, czy podjęłam właściwą decyzję...
- Wiem, że to wszystko dzieje się za szybko - rzekł, spuszczając wzrok. Uniosłam jego podbródek, tak, że nasze usta, dzieliły milmietry. Błęki oczu Chrisa, mówił, że nie musimy robić nic na siłę, lecz ja cholernie się bałam, że taka okazja się więcej nie powtórzy. Chcąc, nie chcąc, to miał być mók pierwszy pocałunek. Wiem, że chłopaka znałam od niedawna, ale czy to wystarczający powód, żeby go skreślać z listy? Nie wydaje mi się. Odetchnęłam głęboko, przybliżając twarz do twarzy blondyna. Robiłam to wolno, jakby świat nagle zastygł w bezruchu. Nie spieszyłam się z niczym. Nie czułam potrzeby zbliżenia. Nagle, Chris, bez ostrzeżenia musnął moje wargi. Zrobił to tak delikatnie, jak podmuch wiatru. Wyszczerzyłam swoje zęby, pokazując moja nieustającą radość z tego gestu. Było zupełnie inaczej, niz sobie wyobrażałam, ale... wiedizałam, że mogę to jeszcze naprawić. Szybko, wbiłam się w jego wargi, sprawaiając, że buziak, był teraz drapieżny i namiętny. Trwailśmy w tej czynności dobre pół minuty, dopóki na zabraklo nam powietrza. Wtedy, oderwaliśmy się od siebie, łapczywie łykając tlen.
- Było wspaniale - wyznał, opierając się o drzewo.
- Hehe... tak - przyznałam, trochę obojętnym tonem.
- Nie sądziłem, że tak się do mnie dobierzesz. To było... - szukał odpowiedniego słowa, w myślach kartkując wszystkie odpowiednie synonimy. - Brak mi słów.
- Taaaak. Zauważyłam. No nic.. jeśli pozwolisz, to już muszę lecieć do domu. - wstałam i odbiegłam, energiczenie machając ręką na pożegnianie. Byłam zdziwiona swoją zimną postawą, wobec Chrisa.
* Godzinę później*
Leżałam na łóżku, zastanawiając się, czy podjęłam dobrą dozycję. Wiem, że to był już mój drugi całus, lecz i tak miałam wyrzuty. Nie chciałam, dawaćmu fałszywej nadziei, na związek, komuś, kogo znam od właściwie dwóch dni. Albo raczej od dwoch spotkań.
- Czeeeść. Gdzie się znowu podziewałaś? - krzyknęła mi tuż przy uchu Ketie.
- Ech... spotkałam tego Chrsia... - zaczęłam, opowiadając przyjaciółce, o pocałunku, wdajać sie nawet w najmniejejsze szczegóły.
- WoW... no to ostro mała - zasłoniła usta dłonią, śmiejąc się do rozpuku.
- Co cię tak bawi? - zapytałam, zdziwiona reakcją rudowłosej.
- Ty i te twoje przemyślenia, czy postąpiłaś dobrze. Zrozum, raz sie żyję. Ja każdy swój poałunek, traktowałam jak ten pierwszy. - po raz kolejny wybuchnęła śmeichem.
- Oj... wiem, wiem. Ale ja jestem typem romantyczki. Chcę, żeby ten pierwszy był naprawdę wyjątkowy. Z wyjątkową osobą. -westchnęłam, rozkładając bezradnie ręce.
- Dobrze o tym wiem. Ale, jesteś już o krok bliżej, od tego jednynego nie sądzisz?
- W sumie.. - wzruszyłam ramionami.
- No i widzisz? Miałam rację. - przytuliła mnie, ciesząc się jak dziecko. Naprawdę, podziwiałam jej poczucie humoru.
- Nieważne. Musze się jeszcze z tym przespać. - podrapałam się za głową, przeciągle ziewając.
- Oooo tak. Ja też. Idę się wykąpać. Dobranoc. - rzuciła, w moją stronę, po czym, zniknęła za drzwiami. Gdy zostałam sama, różwnież, weszłam pod prysznic. Zmył od moje dotychczasowe kłopoty, pozwalając na chwilę wytchnienia. Po pół godzinnej przyjemności, przebrałam sie w to:
Potem, wyszorowałam dokładnie zęby, włosy związałam w niedbały kok i weszłam pod ceipłą kołdrę, dając upust wolną wolę moim snom.
* 5 lipca , 10:00, dom Vanessy, oczami Laury*
Zwlekłam się z łóżka, na prośbę zdesperowanej Ketie. Błagała, abym pomogła jej w opiece nad Clarie, gdyż ona sobie nie radzi z tym szatańskim dzickiem. I wcale jej się nie dziwię. Wielokrotnie, mama zostawiała mnie samą z młodszą siostrą i doskonale wiem, jakie to trudne zajęcie. Na pierwszy rzut oka, była małym, słodkim aniołkiem, o szczenięcych oczach.
W rzeczywistości jednak, to nieprzeciętna diablica. Wcielenie zła jakiego świat nie widział. Nie zwykła łobuziara, lecz naprawdę wstrętna wiedźma. Tak więc, wyruszałam na ratunek mojej przyjaciółce. Na początku, uczesałam włosy w kucyka, przebrałam się w luźne ciuchy i dopiero zeszłam na dół. Tam zastałam moją BFF, jak biega po kuchni goniąc rozwrzeszczaną małą, która ukradła jej szczotkę do włosów. Narpawdę niecodzienny widok. I w dodatku przezabawny. Niestety, moja uciecha, została gwałtownie przerwana przez Ketie.
- Laura! Nie stój bezczynnie, tylko mi pomóż! - krzyknęła, zaciskając pięści. Zrozumiałam, że kiedy diablątko zostanie złapanie, będzie w poważnych tarapatach. No cóż... musiałam to zrobić inaczej, to rudowłosa nie da mi spokoju.
- O matko! Co ja widze za oknem! Maskotki Furby! Cały tuzin. W różnych kolorach. Oj... szkoda, że nie ma dla nich właścicielki... - westchnęłam, udając rozczarowną. Nagle, Clarie, rzuciła przedmiot i popędziła szaleńczo w stronę okna, wpadając w moje ramiona.
- Hahha... mam cię żabciu! - podskoczyłam , szczypiąc ją w polik
- Puszczaj bo powiem mamie... - zmarszczyła uroczo nosek, lekko podenerwowana.
- Ja też mam dużo do powiedzenia mamusi....
- Ech... głupia, głupia, głupia! - krzyknęła, wijąc się i szarpiąc niczym wąż.
- Wiesz co teraz zrobię? Zamknę cię w pokoju, bez ciastek i kubusia na klucz, aż do powrotu mamy.
- Nieee.... - przylegnęła do mnie, oplatając mnie nogami, a po jej polikach popłynęły pojedynczy łzy.
- Posiedzimy tam z tobą. - mrugnęłam.
- Dobrze. - kiwnęła głową, całując mnie w czoło. - Kocham cię siostrzyczko!
- Hyhyh.. ja ciebie też.
* Dom Lynchów, oczami Rydel*
Uwijałam się, jak pączek w maśle, razem z braćmi, aby na imprezie wszystko było dopięte na ostatni guzik. Wszystko musiało wypalić. Łącznie z moim planem na Laurę. Jeśli coś pójdzie nie tak, to... będą kłopoty.- Rób szybciej ten placuszek - wrzasnął Ell pojawiając się tuż obok mnie.
- Nie poganiaj mnie ok? - poprosiłam, wyciągając mąkę z szafki.
- Dobrze Wasza Wysokość! - ukłonił się, oblizując palce.
- Ratliff... mam pełne ręce roboty... możesz iść do chłopaków???
- Ale oni nię są tak ładni jak ty... - kokietował, owijając kosmyk moich włsów na rękę.
- Hahaha... bardzo śmiesnze, ale zostaw moje włosy! - kopnęłam bruneta w czułe miejsce i wypchnęłam z kuchni. Inaczej nigdy nie wykonałabym swojego zadania.
* 2 godziny później*
- Czy wszystko gotowe? - zapytałam jeżdżąc wzrokiem po moich braciach. - Riker... Czy zrobiłeś dekoracje?- Oczywiście! - przyłożył dłoń do czoła, niczym żołnierz.
- Rocky... rozdałeś zaproszenia?
- Tak jest! - powtórzył gest starszego.
- Ryland.. czy załatwiłeś muzykę?
- Owszem... - popukał się w pierś.
- Świetnie... Ell.. - położyłam dłoń, na jego barku. - Czy załatwiłeś nam rezerwację w lokalu na plaży?
- Yyy.... o czym ty mówisz kobieto?
- Nieważne... chłopcy, mosja honorowa! Biegiem nz plażę, wiecie co macie robić prawda?
- Mhm! Za mną... ! - rozkazał Riker.
- Mam iść z nimi czy coś?? - zapytał, siadając obok mnie na kanapie.
- Lepiej nie... bo jeszcze coś popsujesz... - westchnęłam, opierając głoe na poduszce.
- Serio uważasz mnie za takiego łamgę? - zmarszczył czoło, ze smutkiem.
- To nie tak... jeste tylko baaaardzo nieodpowidzialny - rzekłam przeciągle, nie poprawiając mu tym humoru.
- Słuchaj Rydel... wiem,że wiele razy nawalałem, ale chcę ci udowodnić, ze wcela taki nie jestem!
- Ale... mi nie musisz nic udowadniać! Kocham cię takiego jakim jesteś - wypaliłam, bez zastanowienia.
- Powiedziałaś, że mnie kochasz? - zbladł.
- Yyy.. nie, zanczy.. po przyjacielsku tak!
- Mhm... fajnie, fajnie... To ja idę do łazienki. - rzucił niemrawo, a mi zrobiło się go żal. Postanowiła, że koniecznie musi mieć dziewczynę, wiec kiedy tylko wyszedł, to od razu, zagaiłam o wymarzonej lasce.
- Em...wolisz brunetki czy blondynki?
- Hm... blondynki.
- Opisz swój ideał.
- Hot- dog, dwa matry średnicy, z muszatrdą i ketchupem... - wymieniał, a mnie zamurowało.
- Chodzi o ideał dziewczyny.
- No to blondynka, broązowe oczy, ładna, zgrabna, przyjacielska, miła, choć czasem złośliwa... - mówił, patrzac mi prosto w oczy. Czułam sie nieswojo. Wiedziałam, że to dziewczyna, którą zna.
- ... zabawna, inteligentna.
- To już?
- Yyy tak.
- Co już? - usłyszałam za sobą męski głos. Należał on do Rossa.
- Aaaa.. pytałem o napoje... Czy już gotowe ma drinki!! Hyhhy.. - wybrnął, uśmiechając się do mnie z lekka.
- Czemu mi nie powiedziałaś o imprezce?
- Zapomniałam. Ale jesteś na nią oficjalnie zaproszony.
- Nie dizęki, nie pójdę. Marzę o samotnym wieczorze przed telewizorem.
- W takim razie ok... - ucięłam i odwróciłam się na pięcie w stronę moejgo królestwa. Tam, miałam zamiar odpocząć przed zabawą. Niestety, jak to w życiu bywa, los splatał mi figla. Akutrat wrócili moi bracia, wydzierając się wniebogłosy. To był znak, że trzeba szykować sie do odwiedzienia Laury. Zeszłam więc po schodach, ubrana w nową sukienkę:
- Wow... wygladzasz olśniewająco. - rzekł z podziwem Ryland,
- Dziękuję. Teraz, wy lecie na plażę, a ja wstąpie po Laurę,
- Ok... zbieramy się. - kiwnął głową Riker, ciągnąc Rockego za ramię.
Pomachałam im, wychodząc na ogród. Zaraz potem, patrzyłam jak znikają za ostrym zakrętem. W duchu, zaczęłam się stresować spotkaniem z brunetką. Co jeśli, nie będzie chciała ze mną rozmawać? Była przekonana, że do mnie nie żywi urazy, ale kto tam wie... Dziewczyny z ntaury są bardzo wrażliwe. Byłam jednak dobrej myśli. Gdzieś w głebi, najchętniej położyłabym się na łózku i zasnęła, lecz odwrotu już już nie było.
*Narrator*
Blondynka, weszła na taras, targana sprzecznymi emocjami. Miała nadzieję, że dziewczyna zechce z nią rozmawiać. W końcu, ona nie była niczemu winna. Z widocznym zdenerwowaniem, nacisnęła dzwonek. Uslyszała, stąpanie, a zaraz potem stoajacą w drziwach Laurę.
- Cześć... -wydukała.
- Hej... po co przyszłaś? - w tonie brunetki, dało się słyszeć zakłopotanie.
- Mam propozycję nie do odrzucenia...
- To wejdź - skinęła zapraszając dziewczynę do środka. Delly, pokornie wykonałą prośbę i przestąpiła próg.
- Chodź za mną. Pogadamy w salonie. - wskazał na drzwi prowadzące do wymienionego pokoju. Brązowooka podreptała tam, siadowiąć się wygodnie na kanapie. Laura usiadłą na buajnym fotelu.
- O co chodzi? Stało się coć? - wypytywała, zaciskając palca na oparciach.
- Nie... jest dzisiaj impreza na plaży i jeste zaproszona. Liczyłam, że wpadniesz...
- Po co? - prychneła. - Żeby zbłaźnić się przed wszystkimi?
- To zwykła zabawa... Idę tam sama, ale muszę kogoś zabrać, więc... padło na ciebie.
- Ugh... odpowiedź brzmi NIE! - podniosła głos i podeszła do okna, aby się uspokoić.
- Proszę... to dla mnie ważne. Znajomi przyjdą z osobą towarzyszącą, a ja.. no cóż.
- Rydel... musże się opiekować siostrą. Nie mam czasu na bzdury.
- Lau... - zdała się na płaczliwy ton głosu. - Rozerwiesz się trochę... Poza tym nie planuję tam być długo.
- Nie możesz pójść z bratem?
- To skomplikowane.... - wypuściła głośno powietrze.
- No trudno...
- Nie poddam się! Nie wyjdę, póki się nie zgodzisz!
- Ale...
- Żadnego ALE... leć na górę się przebrać i idziemy na balet kochana! - rozweseliła się, potrząsając rytmicznie biodrami. Brunetka, z wyraźnym grymasem na twarzy, podreptała do swego pokoju, przebierając się w odpowiedni strój. Ketie, posmutniała na wieść o samotnym wieczorze. Na szczęście, dziewczyny postanowiły zostawić małą u życzliwej sąsiadeczki i we trzy ruszyły taksówką na miejsce.
* Plaża, godzina 18:00, narrator*
Nastolatki, usiadły obok baru, rozkoszując się zapachem morskiej bryzy. Żadna, nie zabierała głosu. Były zbyt pogrążone w swoich myślach, by podjąć radykalne kroki i oderwać się od czasem chorych marzeń.
Milczenie, przrwała Rydel. Przypomniało się jej, że ma misję do wykonania. Musiał niepostrzeżenie zniknąć z Ketie, zastawaiając Laurę samą. Miałą już nawet dobry pomysł....
- Słuchajcie... żle sie czuję. Pójdziesz ze mną do łazienki? - zwróciła się do rudowłosej. - A LAura, zamówi drinki.
- Niech będzie. - kiwnęły obie. Blondyna, podciągnęła Ketie za rękę kierując się w stronę parkietu. Chciała zaszaleć, zostawaiając całą spawę w rękach brata. To od niego zależało, czy dziewczyna zapamęta ten wieczór, czy też nie.
Brązowooka sączyła drninka, nie zważając, właściwie co pije. Całkowicie zdała sie na kelnera. Zaserwował jej najprawdopodobniej najlepszego i najdrożeszgo jak by mógł być. O dziwo, z domu wyszł bardzo dobrze zaopatrzona, więc... nie przejomawała się ceną. Po kilku minutach odstawila szkalnkę i poczuła mrowienie w okolicy oczu. Przymknęła powieki, z nadzieja, że ból ustanie. On jedank nasilił się. Nie wiedziała co się dzieję. Na przemian przymykała i otwierała oczy. Nie przyniosło to razultatu. Straciła całkiem widzoczność i widziała jak we mgle.
- Mm... pszepraszam pana, ale... z czym był mój naktar? - zagandęła barmana.
- Z kokosem. A cos się stało?
- Nie nic, dziekuję. - odparła, powstrzymując łzy. Była strasznie uczulona na mleczko kokosowe. Gdy była dzieckiem, jadał go w ogromnych ilosciach. Później, trafiła w ciężkim stanie do szpitala.
- Pomóc w czymś? - usłyszała znajomy głos za sobą. Odwróciła się, widząc we mgle blond czuprynę.
- Emm... zależy kim jesteś - zmusiła się na uśmiech, przeklinajac sztataśnka imprezę.
- Znasz mnie. I to bardzo dobrze.
- Mhm... to zgoda. - westchnęła, dając się poprowadzić chłopakowi. Zastanawiało ją skąd wiedział, że słabo widzi....
- Dokąd właściwie idziemy?
- To niespodzianka. Na wszelki wypadek, zawiążę ci oczy opaską. - stwierdził i wykonał czynność.
Nie odezwała się już. Jego dotyk działał na nią kojąco. W jakiś nieopisany sposób, czuła się bezpiecznie. Głupie nie?
Para znalazła się w tłumie ludzi. Zapewne w samym środku tanecznych wygłupów. Laura, jendnak nie przejęła się się tym, gdyż po chwili znów ruszyli przed siebie. Myślała że spacer będzie trwał w nieskończoność, lecz tajemniczy towarzysz, podniósł ją i uiadł na rozgrzanym piasku. Ona głowę na jego umięśnionym ramieniu, a on, ujął jej bladą twarz w swe dłonie i złożył za malinowych ustach zmysłowy pocałunek. Normalnie, brunetka chyba bym go zabiła, ale wprost emanował aurą ukojenia. Czas, zatrzymał się dla nich. Lczyli się tylko i wyłącznie oni, zatraceni w sobie, nie zważający na to co się wokół nich dzieje. Chwila ta trwała, dopóki nastolatka, nie odzyskała wzroku i zapragnęła ujrzeć światło dzienne, a przy tym blondyna. Gdy tylko odsłoniła oczy, odwróciła się w jego stronę i zamarła...
❀❀❀
Heeej Kochani ♥
Jak Wam mijają wakacje?
Mi strasznie nudno... nie moge uwierzyć , że niedługo do szkoły. Jeszcze pamiętam zakończnie roku... No nic... trzeba isć dalej :(
Rozdział głupi, a ostatnia scena szczególnie. Inaczej to sobie wyobrażałam. Ale nie miałam siły pisać, a chciałam dodać jeszcze dziś :D
Mimo tego, mam nadzieję, że mnie nie opuścicie. Heh...
A z innej beczki...
chcę powiedzieć mojej kochanej Tuli, żeby nie martwiła się tym komnetarzem na naszym blogu. Fakt, to było niemiłe, ale spokojnie. Zapewne ten anonimek, myli się co do ciebie bo ja uważam cię za GENIALNĄ BLOGERKĘ I NIKT I NIC TEGO NIE ZMIENI. KOCHAM CIĘ ♥_♥
❀❀❀
❀❀❀



♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ Ogłaszam taniec szczęścia ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńRydel i Ell coś kombinują, huhu!
Jestem zła na Lau c;
Jak ona mogłaby zostawić Ketie z Clerie? ;/
Przecież to jej siostra, ona powinna się nią zająć. Lau, nieładnie! Grrrr... oby to nie był Riker, oby to nie był Riker... Ja chcę Raurę! Noo ploseee *.* Chcę także pozbyć się tego pedała, kretyna, debila, bezmózga, głupka, grubasa, fajtłape, dekla, małpe, obojniaka... Mowa o... CHRISIE! -.- Jezuuu, jak on mnie wkurza ;o Niech się odpierwiastkuje od Lau, bo przywale mu wazonem (oooo tak, wazony to moja specjalność... ;3) Niech Ross stanie się, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki... BAM! AVADRA KAVADRA! Niech stanie się romantyczny <3333 Niech Lau go pokocha, bo też poczuje wazon na głowie! :D Czekam na nexta Kochana :*****
Złe zaklęcie Ola :) "AVADA KAVADRA". Ja to bym mu nawsadzała parę Cruciatusów ("Crucio") i parę klątw tnących i pewnie utopiłabym go za pomocą Imperiusa ("Imperio") No i może dała mu wywar żywej śmierci i po zbędnym zawodniku ^^ Nie musisz dziękować :3
UsuńNienawidzę tego zasranego Chrisa i zgadzam się z Olą. Trzeba mu taką śmierć zgotować, że nikt jej nie zapomni. Wywar Żywej Śmierci załatwi sprawę a jeśli nie to zatruć parszywca. Może kwasem chlorowodorowym (solnym)? A może etanowym (octowym). Wybacz, że ja ci tu z chemią wyskakuję, ale uczę się na przód, żeby mieć łatwiej. Mówię ci te klątwy tnące są mega <3 Harrego Pottera sprowadź i PO Chrisie! Czekam na next :33
OdpowiedzUsuńPs. WYŁĄCZ WERYFIKACJĘ OBRAZKOWĄ, BO CIĘ ZABIJĘ! NIE MOŻNA NORMALNIE KOMA NAPISAĆ! ZABIJET CIEM!
Dzięki kochana za te słowa.To dla mnie dużo znaczy .Nie przejmuje się tym komentarzem.Olewam go.Ja ciebie również uważam za genialną blogerkę :)
OdpowiedzUsuńKocham cię<3 Dzięki za wsparcie
A co do rozdziału ..on jest po prostu G-E-N-I-A-L-N-Y .Kiss Riker'a i Laury<3
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńZachowałam se jak szuja :c przepraszam, po prostu nie zauważyłam dedyka xD ale że mnie kretynka. Ale nic.
OdpowiedzUsuńRozdział jak zawsze super i wspaniały :D dzisiaj mam chandrę, ale zawsze twoje rozdziały poprawiają mi humor :) i jak się nie obrazisz, to zostawię tylko adres nowego bloga :) i tak jestem szują, wiem xd
http://czytaj-i-placz.blogspot.com/ wpadaj! ;)