* Oczami Laury*
Za sobą z zakłopotanym wyrazem twarzy ujrzałam.... Rossa. Miałam ochotę go zabić, udusić, zmaltretować i Bóg wie co jeszcze. Chciałam po prostu, żeby zniknał z tego świata na zawsze.
- Em... - podrapał się za głową, spuszczając ze mnie wzrok. - Słuchaj...
- NIE!!!!!!!!!!!!! - wrzasnęłam. - Nie mam zamiaru cię słuchać. Jesteś... iditotą. Skończonym. Nienawidzę cię i tego przebrzydłego ryja. Natychmiast zejdź mi z oczu - zacisęłam pięści, starając się uspokić.
- Psz-pszperaszam. - wyjąkał cicho. Jego głos jednak zginał w moich użalaniach.
- Czy ty nie rozumuiesz, że przez ciebie, całe moje życie legło w gruzach. - przymknęłam powieki, próbując powstrzymać łzy. To zdecydowanie mnie przerosło. Już nie chciałam, udawać, że umiem sobie z tym poradzić, bo w rzeczywistości było inaczej. Zupełnie.
- Zachowałem się strasznie. Masz rację - teraz to blondyn podniósł głos. - Nawet nie wiem, co mną kierowało. Zrobiłem to jakby... mimowolnie.
- Tsa jasne. Jeszcze mi powiedz, że chciałeś mnie przelecieć też mimo woli. - prychnęłam, ocierając łzę.
Chłopak westchnął, podchodząc do mnie.
- Ty mnie po prostu.... - przerwał, patrząc mi prosto w oczy. - ... pociągasz.
- WTF? - odepchnełam go, mocno policzkując. - Chcesz mnie zaliczyć?
- No.... - wyznał nieśmiało. - Ale gdy tylko to zrobię, odczepię się od ciebie! - obiecał, a mnie zamurowało. Naprawdę był tak cyniczny i prosił mnie o jeden numerek?
- Znajdź sobie inną ofairę! - odbiegłam szybko, przerażona, nawet nie patrząc pod nogi. On mógł mnie nawet zgwałcić - dopiero w tej chwili zdałam sobie sprawę z zagrożenia, jakie na mnie czekało, przebywając w towarzystwie nastolatka. Jak mogłam być tak nieodpowiedzialna i dać się poderwać komuś, kogo nie widziałam? Ugh... ten kokos całkiem odebrał mózg. Ale już nigdy, przenigdy żadnych Lynch'ów. Nie chcę nikogo z tej rodziny widzieć. Po tym, co odebrał mi Ross, przeklinam ich na wieki wieków.
* Oczmai Rydel*
Razem z Ketie, wróciłyśmy pod bar. Laury nie było. Tak jak myślałam, Riker już ją zgarnął. W duchu, modliłam się, aby wyszedł z tąd jako chłopak brunetki. Należało mu się. W końcu, tak bardzo się starał. Nie fair by było, gdyby coś nagle mu przeszkodziło.
- Cześź siostra! Gdzie moja przyszłą laska? - zapytał, a ja zmroziłam go wzrokiem. Nie mógł nic wspominać przy Keite. Daltego, wzięłam go na stronę.
- O co ci chodiz? Myślałam, że już dawno wykonałeś plan.
- Co? Nie włóczyłem się z Ellem, Rockym i Rylandem. To gdzie ona jest? - zapytał, zacierajac ręce.
- Ale... ja ją tu już dość dawno zostawiłam. Nie widizałeś? Przecież nas obserowawałeś ukratkiem.
- Bez jaj! To nie byłem ja - bronił się, a ja uwierzyłam mu. I doznałam olśnienia.
- Skoro to nie byłeś ty, to....
- Ross - wypalił, zakrywając usta dłonią. - No i ładnie! To już nie mam czego szukać.
- Może to nie on.... - pocieszałam, choć sama nie widizałam innego rozwiązania.
- Nieważne - uśmiechnął się niemrawo. - I tak by mi ja odebrał. - wzruszył ramionami, odchodząc. Nie podobało mi się jeog zrezygnowanie. Musiałam to naprawić. A zacznę od znalezienia niesfornego braciszka...
- Słuchaj... - zwróciłam się do rudowłosej. - Laura już poszła do domu. Ja muszę kogos znaleźć.
- Spoko... zwijam się. Do zobaczenia. - pomachała mi i zadzwnił do kogoś. Zapewne po Taxi.
Na parkiecie, było coraz więcej ludzi. Każdy tańczył w rytm swoich ulubionych kawałków. Ja, miałam wielka ochotę, dołączyć do tłumu i zapomnieć o zwalonej sprawie. Niestety, koniecznie musiałam wyprostować, to co schrzanił mój brat. Jak zwykle zresztą. Byłam zmęczona, tym ciągłym naprawianiem cudzych błędów, tym tłumaczeniem i wpajaniem co wolno, a co nie. Tak robiłam, kiedy byli jeszcze mali i robię po dizś dzień.
Cuem, udało mi się wydostać z oszalałego ludu. Scena, była tak wypełniona, że palca się nie dało wytknąć, nie mówiąc już o przepchnieciu całkowtym. Na szczście nie utknęłam w tym dzikim rozgardliszu i spokojnie mogłam zając się dalszym poszukiwaniem młodszego blondyna. Nie trwało to długo, bo siedział samotnie nad brzgiem morza, patrzać w gwaizdy. Usadowiłam się obok niego, obejmując go ramieniem.
- Nad czym tak rozmyślasz? - zapytałam, obdarzając go lekim uśmeichem.
- Ugh... dziewczyna dała mi kosza - wyznał, a ja już wiedziałam że jest mu ciężko na sercu. W końcu ten król podrywów, jeszcze niegdy nie zoastał spławiony.
- Nie martw się. Jak nie ta to następna. - machnełam ręką.
- No.... tak ci się tylko wydaje. Najgorsze jest to, że mój wewnętrzyn duch, nie odpuści, póki jej nie przleci.
- Och.. no tak. Zapomniałąm. Urażona duma. A jak ma na imię ta dziewczyna? - zmieniłam temat.
- Nie znasz. - rzucił obojętnie.
- A skad wiesz?
- No dobra... Laura Marano. - na te słowa, poczułam wielką ulge. Riker dobrze wybrał partnerkę. Nie była pustą laską.
- Uchm... daj sobie z nią spokój. Ona się po prostu boi stracić dziewictwo - palnęłam głupotę, byle odwieść go od brązowookiej.
- Tak myślisz? - podniósł brew, nie dowierzajac.
- A jak myślisz? Dlaczego nie poddała sie twoim zalotom?
- No... masz rację. Nie warto się nia, przejomować - wstał, uzbrojony w nowe siły. - Lecę od domu. Jakoś dzisiaj kompletnie przeszła mi ochota na bajerowanie. Jak wstanę, poczuje się lepiej.
- O tak! Cieszę się, że już ci przeszło. - przytuliłam brata a póżnej, poszłam dać czadu.
* Oczami Rossa*
Wysiadłem na zupełnie nieznanej ulicy, gdy taksówkarz skapnął się, że nie mam kasy. Tak więc byłem daleko od domu, samotny, zadręczany wyrzutami sumienia. Przysidłem na jedenej z ławek, wpartujac się bezmyślnie w drzewa. Od razu, przypomniały mi się łzy na bladej twarzyczce bezbronnej Laury. Och... jak ja bym chciał cofnąć czas i zwyczejnie od niej podejść, przywitać się i przprosić za wszystko. Była szansa, że by mi wybaczyła. A czy jest teraz? W to poważnie watpiłem. Ale najgorsze, w tym było to, że pragnąłem jej bardziej. W każdym kolejnym spotakniem, mój apetyt na nią rosnął. Dodatowym atutem, który mnie pociągał była jej niedostępność. I to prowokowało mnie do działania.
Nie zastanwiajac się dłużej, postanowiłem odszukać ją, przprosić i zrobić wszystko co w mojej mocy, by dała mi się lepiej poznać. Oczywiście na razie, mam większy problem. Dotarcie do domu, bez środków transportu. W tym celu, postnaowiłem zapytać kogoś o drogę. Przechadzajac się ulicą, wybrałem wielką willę. Ostrożnie, otworzyłem furtkę, poprawiłem wygląd, nalepiej jak umiałem bez lusterka i palcem wskazujacym nacisnąłem dzwonek. Chwilę czekałem na gnaku, aż ktoś łasakwie mi otworzy. Wreszcie, usłyszłme zbliżające się korki. Ucieszyłem się, bo prawie tu zamrzłem. Noce w L.E bywają mroźne.
Temperatura potrfai zejśc nawet do 0 latem. Pomyśleć, że dzień jest gorący.
- Stało się coś? - usłyszałem melodyjny głos. Podniosłem głowę, uśmiechajac się od ucha do ucha. Nie wierzyłem, że los da mi taką szansę. Zrobiłem skruszoną minę i ruchem zatrzymałem zatrzaskajae się drzwi. Natychmiast, wparowałem do odomu. Brunetka, odwróciła się na pięcie, próbując uciec. Złapałem ją za nadagarstek, mówiąc: Nie wyjdziesz, póki mnie nie posłuchasz. Ona, pokornie, ze łzami w oczach, poprowadziła mnie od salonu, o beżowych ścianach z mnóstwem obrazów. Zająłęm miejsce na wygodnej kanapie, pociągając ją, tak, żeby siedziała tuż przy mnie. Spojrzała na mnie, drżąc. Wtedy, dotarło do mnie, że czuje się zagrożona, że woła o pomoc. Wysyła mentalną wiadomość do bliskich. Nagle, całe pożądanie prysło. Zamist niego, pojawiło sie dotąd niennane mi uczucie - żal. Byłem płytki, nie rozumiałem, że natrafiłem na wrażliwą dziewczynę. Wydawała się silna, twarda. To mnie jednak nie usprawiedliwiało. Przyszedł czas, by naprawić swoje błedy. Uścisnąłęm dziewczynę najmocniej jak umiałęm, ale zarazem najdelikatniej. Starłem krople, płynące po blado różwych policzkach, sam uraniając ich kilka. Dziwne. Po raz pierwsze odkąd sięgam pamiecią płaczę.
- Czemu to zrobiłeś? - odkleiła się ode mnie, podnosząc się.
- Chciałem przeprosić....
- Pf... nienawidze cię! - zaśmiała się szyderczo.
- Wiesz, że ja ciebie też? - stwierdizłem kpiąco.
- No to fajnie!
- No nie? Nie ma to jak czysta nienawiść.
- Ooo tak! - przyznała.
- A tak szczerze.... jestem idiotą. Bachorem, który myśli tylko o jednym.
- A ja idiotką. Żaluję, tego, że cię spotkałam.
- Ja żałuję, że spotkałęm ciebie. - wypuściłem powietrze z ust. Atmosfera zrobiła się luźniejsza. Zmierzyłem wzrokiem Laurę. Teraz, głupie wydawało mi się to, że mi się spodobała. Była świruską. Totalną.
- Ok, sorry za wtargnięcie. Już lecę. Tylko powiedz mi na jakiej ulicy jesteśmy.
- Hahah..dobra. Magic Street. - poinformowała, odprowadzajac mnie do wyjścia.
- No to do NIE zobaczenia! - podałem jej rekę. Uścisnęła ją, zgadzając się z tymi słowami. Zmęcozny wróciłem na chatę, zapominajać o dzisiejszych wydarzeniach.
Czeeeeeeeeeeeeeeeeeść ♥
Mam nadzieję, ze jeszcze jesteście tu ze mną :P
Pod ostatnim rozdziałem, aktywność strasznie zmalała. Nie wiem, co się stało. Z tego powodu, cały dzień chodzę smutna i biję się z myślami czy prowadzic jeszcze tego bloga.... Coś mi mówi, żeby go zawiesić :((.
No ale nie dyskutuję xD
Dobranoc Miśki <33
Świetny rozdział :*
OdpowiedzUsuńCzekam na next :)
Świetny:)
OdpowiedzUsuńAni mi się waż zawieszać bloga.NAWET O TYM NIE MYŚL
Fajny rozdział
OdpowiedzUsuńNie zawieszaj bloga! Proszę, nie smutaj!
:)
Lubie jak sie kłócą :D Cuuudne ^_^ Jak spróbujesz usunąć bloga.. To przyjde do cb i zamorduje! XD Blog jest zarąbistyyyy myszko :*
OdpowiedzUsuńŚwietny
OdpowiedzUsuńNie zawieszaj bo cię znajdę i wystrzelę z armaty XD
Dodawaj szybko nexta
Czekam na next'a i zapraszam do mnie ♥ http://bezniegowszystkojestniczym.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńWłaśnie odkryłam bloga i muszę przyznać że jak dla mnie jest genialny!! Jestem nową czytelniczką :P
OdpowiedzUsuńProwadź go dalej bo mega mnie zaciekawiła twoja historia :D
Czekam na nexta :)
Boski rozdział :8 Przepraszam, że wcześniej nie skomentowałam, ale no cóż gapa jestem :P TYLKO GO ZAWIEŚ TO POPAMIĘTASZ!!!!!!!!!! Czekam ne next i zapraszam:
OdpowiedzUsuńchce-ci-tylko-pomoc-raura.blogspot.com
marry-you-auslly.blogspot.com
wiektotylkoliczba-raura.blogspot.com
Wszędzie są nowe rozdziały :* Skomentuj jeśli wpadniesz : )