Dzisiaj, wraz z Nessą miałyśmy iść na babskie zakupy. Cieszyłam się, że spędzimy trochę czasu razem. Odkąd tu jestem, ani razu nawet sensownie nie pogadałyśmy. Brakowało mi jej. W Miami, ciągle siedziałyśmy w naszej kryjówce i plotkowałyśmy jaki jest najprzystojniejszy chłopak w szkole. Niestety, gdy wyjechała nasze realcje popsuły się. Już nie jesteśmy nierozłączne. Co najwyżej stwarzamy takie pozory.
- Hej siostra! Gotowa na wyjście? - do mojego pokoju wparowała Nessa jak zawsze z głupawym uśmieszkiem na twarzy.
- Zaraz, zaraz. Musze się ubrać! - krzyknęłam i wygoniłam ją za drzwi, po czym raz dwa wskoczyłam w to:
Zrobiłam delikatny makijaż, poprawiłam włosy i z zadowoleniem stwierdziłam, że wyglądam dość ładnie. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia, poprawaiając bluzkę i ruszyłam na dół niczym żołnierz idący na wojnę.
- Ok, możemy już iść! - oznajmiłam weoło, krzątając się po kuchni.
- Gdzie? - zagadnęła Ketie.
- Idę z Van do galerii. - Lecisz z nami?
- Nieee. Nie mam ochoty. - wzruszyła ramionami, wracajac do czytania czasopisma.
- Twoja strata - mruknęłam, wychodząc z domu. Jak się okazało czarnowłosa, d kilku minut stała przy aucie.
- Ugh... a ja cie szukałam - rzekłam z wyrzutem.
- Hah...trzeba było mnie nie wyganiać, to byś usłyszała jak cię informowałam - poweidziała i pokazał mi język. Pokiwałam z niedowierzaniem głową, myślać sobie, że w ciele mojej siostry ukryła się mała dziewczynka.
Całą drogę, nie odzywałyśmy się. Napawałyśmy się ciszą, szumem fali i śpiewem ptaków. Nigdy bym nie powiedziała, że w towarzystwie milczenie moze być naprawdę przyjemne. Aż do dzisiejszego dnia, w którym miało się zdarzyć wiele cudów...
Wreszcie, po pół godzinie bezczynności, wyszłam z samochodu prostując kości. Moim oczom, ukazał się ogromny budynek w kstałcie kopuły. Posłałam zdziwione spojrzenie Vanessie. Ona tylko pociągnęła mnie za rękę i weszła do pierwszego lepszego sklepu z butami. Musiałam przyznać, że miała dobry gust. Od razu wpdały mi w oko krótkie botki z ćwiekami. Podeszłam do sprzedawczyni i zapytałam o cenę. Wydała mi się katastrofalnie duża, więc poszłam je odłożyć, jednak Nessa powstrzymała mnie. Zdjęła swoje czarne ray bany i bujajac sie w rytm dobiegającej z radia muzyki położyła około 200$ na ladzie. Rozweselona blondynka, włożyła je do sejfu podajac nam torbę z logo sklepu. Zadowolone, skierowałyśmy się do wystawy damskich ubrań.
*Oczami Ketie*
Jak tylko dziewczyny opuściły dom, szybko pobiegłam się przebrać w elegantsze ciuchy. Miałam zamiar poznać kogoś fajnego. Właściwie, to już zaznajomiłam się z nim przez internet. Był przystojnym brunetem, o brązowych oczach. Zaimponował mi swoją otwartością i poczuciem humoru. Jesteście ciekawi, dlaczego ukrywam to przed Laurą? Ona ma specyficzne podejście do osób poznanych przez portale społecznościowe. Możan powiedzieć, że im nie wierzy.
Ale teraz nie było jej głupiego gadania, żadnych rad. Tylko moja decyzja, którą od razu podjęłam. Nie zastanawaiając się dłużej, przbrałam się w to:
Na szczęście, miejsce naszego spotkania - restauracja, była blisko. Dzięki temu, mogłam zaoszczędzić kasę na Taxi. Wydaje się mało, ale dla mnie, czyli tej, której w domu się cnie przelewa? Całkiem sporo.
Nie pzejmując się już moimi problemami z forsą, wkorczyłam dumnie do knajpy. Tam, przy stoliku dla dwojga siedział mój książę. Na żywo, prezentował się o wiele lepiej. Udając zagubioną lalkę, przywitałam go skinieniem głowy i cicho jak mysz, zajęłam krzesło na przeciwko.
- Jak się masz? - zapytał, przywołując kelnerkę rozwiązującą krzyżówki. Ta, zacisnęła pięści i zdenerwowna, przymusowym oderwaniem się od poprzedniej czynności, wymusiła uśmiech.
- Co państwu podać?
- Dla mnie... podwójny hamburger - zadeklarował przystojniak, po czym popatrzył na mnie dużymi czarnymi oczami, mówiącymi "A ty co sobie życzysz?"
- Hm... - onieśmielona spojrzeniem, wyjąkałam, że to samo co mój towarzysz i nerwowo potarłam skornie.
- To co potem robimy? - zakaskał rękawy.
Odprowadziłam wzrokiem sztuczną kelnereczkę i odpowiedziałąm na pytanie.
- Co powiesz, na spacer po plaży? - unisłam brew.
Gorąco pokiwał głową.
- Romantycznie!
- Oooo tak! - przyznałąm mu rację i lekko się rumeniąc, zaczęłam sączyć wodę. Po chwili, nieogarnięta obsługa, podstawaiłą nam dania pod nos. Zachichotaliśmy ku zdziwieniu innych klientów. i zabraliśmy się do jedzenia. Zaraz po posiłku, wzięłam nastolatka pod ramię i ruszyliśmy na obiecaną przechadzkę.
- Słuchaj.. głupio. Jestęśmy na "radnce" a nie znaym nawet swoich imion - złapał mnie za rękę, a ja zaczerwnieniłam się jak burak.
- Ketie
- Rocky. - ucałował podaną dłoń i zakręcił mnie wokół własnej osi. Po chwil, jednak wznowiliśmy spacer zapatrzenie ślepo w swoje oczy. Było bajecznie, póki nie zadzwonił jego telefon. Wtedy, grzecznie przeprosił i z grymasem na twarzy wyciągnął smartfona. Odeszłam trochę na bok, uznając, że nie warto podsłuchiwać. Znaliśmy się zalwedwie jeden dzień, a ja już czułam że ta znajomość przetrwa nawet apokalipsę.
- Słuchaj... - speszył się brunenet, potrząsajac mnie lekko. - Muszę lecieć. Było świetnie i w ogóle, ale... problemy rodzine rozumiesz.
- Spoko. Jak musisz to idź. -kiwnęłam obojętnie głową. Dobrze wiedziałam,jak to jest, mieć kłopoty. Moja mama, wychowywała mnie sama, po śmierci taty. Od dnia do nocy, harowała jak wól, bym nie czuła się gorsza od koleżnek, mimo tego, zawsze wiedziałam, że jestem inna w pozytywnym sensie.
- Dzięki za zrozumienie - ucałował mnie w polik, odchodzac za spuszczoną głowa. Uśmiechnełam się pod nosem i usiadłam na rozgrzanym piasku. Słońce powoli chowało się za horyzont, tworząc magiczną atmosferę. Po raz pierwszy od wielu lat, naprawdę poczułam się w pełni szczęśliwa.
*Godzinę później*
W odmu Lynchów każdy chodził z głową w chmurach. Rodziców nie było, więc nie miał kto znaleźć tematu do rozmowy. Rydel, nie mogła się na niczym skupić. Próbowała już czytać gazetę, malować paznokcie i oglądać TV. Nic nie pomogło na chandrę, dlatego teraz chodziła w tą i z powrotem, denerwując Rikera.
- Mogłabyś usiadź? - krzyknął.
- Em... nie! Nie potrafię, mam jakieś dziwne przeczucie, że coś jest nie tak.
- Ugh... serio? Ty i te twoje głupie myśli.
- Co ja na to poradzę? - usadowiła sie obok niego i przyłożyła głowę do poduszki. - Martwisz się jeszcze Laurą? - zapytała po kilkuminutowej ciszy.
- Kompletnie o niej zapomniałem! - energicznie wstał z kanapy, łapiąc się za włosy. - Muszę iść do niej, prędko!
- Czekaj... - wrzasnęła blondynka. - Na początku moze się przebierzesz co? - stwierdziła patrząc na dzidkowe spodnie i wydarte laczki Stormie. Blondyn, speszony wycofał sie do swojego pokoju i w błyskawiczynym tempie wyszedł w jeansach i niebieskiej koszuli w kratkę.
- Imponujące - mruknęła jego siostra, po czym podałam mu czarne trampki Converse i wyprowadziła za drzwi.
Chłopak powtarzał sobie w myślach, że musi być silny i przekonujący. Koniecznie będzie musiał ją omotać, pokazać męską osobowość. W tej chwili czuł sie samcem Alfa, jedynym i niepowtarzalnym. Mimo tych niebywale pokrzepiajacych myśli wstąpił do kwiaciarni i kupił duży bukiet czarwonych róż. Nadeszła chwila sądu ostatecznego: albo wróci do domu już w związku, albo nadal jako samotny wilk. To wszystko jest w jego rękach. O porażkę będzie obwiniał sam siebie. Niestety, ale takie są konsekwencje działania bez jakiegokolwiek planu.
Szedł aleją parkową, ostatnią przeszkodą, która dzieliła go od ukochanej. Pokonał ją wolno, nie śpiesząc się i nie martwiąc o nic. Wątpliwości pojawiły się dopiero przed domem Laury, jednak jego męska godność nie pozwoliła mu zbić się z tropu. Placem wskazującym raz-dwa nacisnął dzwonek, jakby bał się, że jego lękliwa strona przjemie kontrolę nad jego ciałem i zwieje z miejsca, niczym płochliwy zając. Gdy usłyszał kroki na korytarzu, rozmyślił się i o mało co nie uciekł, jednakże wtedy było juz na to trochę za późno. Riker, wyciągnał bukiet kwiatów w stronę osoby która otworzyła drzwi. Nie patrzył na nią tylko na czubki swoich butów. Dopiero kiedy usłyszał swoje imię, otrząsnął się i spojrzał prosto w oczy dziewczynie, która z pewnością nie była Laurą a....
♕♕♕
Heeej!! O dziwo, rozdział pojawił się dziś. Przeglądałam sovie fb i nagle doznałam olśnienia ;) Ale nie ważne.... ważne jest to, że w ogóle zaistniał w historii. Hah... xD Tak, tak, była notka, w której napisałam, że zastanawiam się nad usunięciem bloga. Nie odwołuję tych słów.... wszystko może się zdarzyć. Jeśli nie będzie pod tym rozdziałem minimum 10 komentarzy to zawieszka albo coś gorszego :c. Takie jest życie Pyszczki. Nie opłaca mi się pisać dla kilku osób. Przykro mi....
♕♕♕
P.S Dzisiaj mam imprezkę urodzinową i mam nadzieję, że w prezencie dacie mi te komentarze ♥
Nadla Was koffam <333


Rozdział jest świetny!
OdpowiedzUsuńI wszystkiego najlepszego! Czekam na nexta!
Zapraszam cię na moje blogi:
http://raura-myheartmadeuponyou.blogspot.com/
http://loveorhaterossilaura.blogspot.com/
http://twoworlds-onefeeling-raura.blogspot.com/
Jejku ! Świetne rozdzialisko ♥ hahaha, do zoba na urodzinkach! Już się do nich parzę xdd ^^ Zapraszam do mnie Olgiszonie! <3
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :)
OdpowiedzUsuń:*
No, no no.... ciekawe kto będzie stał w progu... Van??? ;3
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego kochana!!!! Mam nadzieję że miło spędzisz ten dzień, i że nie usuniesz ani nie zawiesisz tego bloga :c
Czekam na nexta!
Ołł... No nie ładnie Katie :D ♕ Haha ^^ Mmm ktoś miał urodzinki ;* Ciekawe kto xd Heh ;D Najlepszego Olgitta <3 Pisz dużo zboczonych rozdziałów, oj dużo ^^
OdpowiedzUsuńKoffam mnie i Tin jeszcze? ;c Bo wogóle nie komentujesz :(
mydilemma-raura.blogspot.com - Tin powiedziała, że wie, że obserwujesz jej bloga, ale jeśli go nie skomentujesz to cię zgwałci xd Haha.
Ooo... Nareszcie rozdzialsko! :D Jakoś nigdy nie mogę się zebrać, żeby napisać jakiś kom ;-; Teraz też nie, więc... Trochę, TROCHĘ bardzo spóźnione życzenia urodzinowe. Żebyś już zawsze była tym moim zakręconym raurodownem ;D Samych szóstek (NO WIESZ CO?! JEDYNKĘ Z MUZYKI! A SIO DUSZO NIECZYSTA!!!) Heh ^^ No i dużo chłopaków. Żebyś ich przed rodzicami po szafach chowała :D Tak, zdałniona jestem :) No i dużo weny <3
OdpowiedzUsuńZapraszam cię na rozdział number two :D
mydilemma-raura.blogspot.com ;) Jeśli mnie jeszcze koffasz to skomentuj :)