Rozdział 3
29 czerwca, 12:00, lotnisko
*Narrator
Gdy wszyscy już wygramolili się z samolotu, cała paczka ruszyła na poszukiwania Vanessy. Starsza siostra miała czekać od razu przy głównym wyjściu z lotniska, jednakże, po długich i żmudnych poszukiwaniach, nie udało się jej odnaleźć. Ellen z lekkim wzubrzeniem, zatelefonowała do córki. Ta odebrała już po pierwszym sygnale.
Rozmowa telefoniczna:
E: Gdzie ty do jasnej cholery jesteś?!
V: Pszepraszam mamuś, ale nie przyjadę po was. Szef zadzwonił z informacją, że w firmie jest jakiś wyciek gazu i wszyscy musieli się stawić.
E: Mogłaś nas uprzedzić. Teraz przez parę godzin będziemy stać tu jak słupy z soli.
V: Naprawdę was pszepraszam, ale zaraz wyśle po was Leonarda i zabierze was do domu.
E: Co to za Leonardo?!
Koniec rozmowy!
Ellen w słuchawce zamiast odpowiedzi usłyszała tylko ciszę. Vanessa, nie dość, że się rozłączyła i nie odpowiedziałą na pytanie, to jeszcze nie raczyła powiadomić nikogo o nagłej zmainie planów. Po prostu córeczka idealna,
- I co, gdzie jest? - zapytała Laura.
- Lepiej nie pytaj - westchnęła matka.
- Co znowu zrobiła? - do rozmowy włączyła się mała Clarie.
- Nic takiego, po prostu... zignorowała - wytłumaczyła Ellen, nie chcąc używać przy dziecku słowa "olała".
- Aaa... Co to znaczy? - zdziwiła się najmłodsza, która nie miała ochoty na siedzenie w jednym miejscu, bez jakichkolwiek zabawek.
- To znaczy, że miałą coś bardzo ważnego na głowie i nie mogła przyjść.
- Ale przecież ja jestem ważniejsza! - tupnęła nóżką. - To mną ma się interesować!
- Oczywiście ślimaczku.! Ale uznała, że zbut długo się guzdrałaś przed wyjazdem i chciałą cię ukarać - mrugnęła do rodzicielki Laura.
- Ha! Bardzo śmieszne. - oburzyła się Clarie i usiadłą na ławce tuląc ukochnaego misia.
- Dziękuję. Małe dzieci choć słodkie, to jednak potrafią zamęczyć na śmierć. - zachichotała Ellen i spoczęła obok małej. Laura natomiast podzeszłą do przyjaciółki i wyjęła jej słuchawki z uszu, abu móc z nią porozmawiać.
- Ej! Pszepraszam, ale co ty do licha robisz?! - wrzasnęła Ketie.
- Haha. Chciałam cię trochę podenerwować.
- Ugh... Jak ja cię podenerwuję to... pożałujesz! - wysyczała i rzuciła się na biedną Laurę, która nie spodziewałą się takiego ataku ze strony kumpeli.
- Aaa... puszczaj mnie! Ra-tu-nku!
- Nie ma tak łatwo! Sama zaczęłaś! - zasmiała się złośliwie. Tarzając się po ziemi, nastolatki nie zauważyły, że nad nim ktoś stoi.
- Echem, pszepraszam, ale... szukam Ellen Marano - odezwał się życzliwym głosem nieznajomy. Laura, dopiero gdy usłyszała imię swojej mamy, zrzuciła z siebie Ketie i wstała na równe nogi.
- Dzień dobry... Ja jestem jej córką. A czego Pan konkretnie chce? - zpytała zawstydzona, co dało się wyczuć z jej tonu.
- Miałem ją zawieżć do domu Vanessy... - mężczyzna nie dokońcyłą zdania, gdyż nagle przed nim pojawiła się Ellen we własnej osobie.
- To ja. A Pan to zapewne Leonardo - uśmiechnęła sie od ucha do ucha.
- Tak psze Pani - wyznał miękkim głosem i ucałowal jej dłoń.
- Och, jaki Pan szarmancki.
- Cóż, nie chcę się chwalić, ale pochodzę z zamożnej rodziny, gdzie wychowywano mnie na dżentelmena.
- To widać, słychać i czuć - rzuciła z nutką pogardy Laura.
- Emm.. słucham? - spytał.
- Nic, nic. Ja sobie tylko nucę słowa piosenki.
- Dobrze. Skoro to wszystko to zapraszam do samochodu - powiedział i gestem wskazał na czarną limuzynę stojącą na parkingu. Wszystkie panie ruszyły za nim onieśmielone i nie mniej zdziwione. Leonardo każdej z nich otworzył drzwi, a potem sam zasiadł na miejscu kierowcy i odpalił silnik. Po zaledwie minucie już jechali tłocznymi ulicami Miasta Aniołów. Laura, rozsiadła się wygodnie na miejscu i z rozmarzeniem podziwiała krajobrazy zza okna. Natomiast cała reszta oglądała wnętrze limuzyny, gdyż na co dzień nie wozili się takim cudem po mieście. A trzeba przyznać, że było co oglądać. Skórazne fotele w mlecznym kolorze, wielki telewizor zajmujący prawie całą ścianę i jedzenie podawane przez mechaniczną dłoń. To ostatnie szczególnie przypadło do gustu Clarie. Mogła jeść bez końca, co tylko chciała, wystarczyło wypowiedzieć nazwę potrtawy do małego głośnika i już! Ale niestey, to co dobre szybko się kończy. Po pół godziny jazd, dziewczyny znajdowały się już pod domem Nessy. Zrobił na nich piorunujące wrażenie. Był cały biały, z zadaszeniem brazowym. Na tarasie postawiony był drewniany stół z ławką i krzesłami oraz kilka leżaków rozłożonych przy pięknych kwiatatach. Ellen trzymając Clarie za rękę jako pierwsza otrząsnęła się z transu i podeszła do drzwi. Za nią podreptała Laura, wciąż rozglądająca się po ogrodzie. Na samym końcu szła Ketie. Była nie mniej zdzwiona niż Laura widokiem willi, a może nawet bardziej. To było 100 razy lepsze niż jej dom w starej kamienicy. Zastanawiała się nawet czy drzwi od tego domu nie były droższe niż zapłata za czynsz.
- No i co podoba się? - spytała Leonardo z wielkim banenem na twarzy.
- Yyy... oczywiście, że tak, co to za pytanie. - powiedziały chórem Ketie i Laura.
- No to się cieszę. Chodźcie, obejrzycie dom. - wskazał na drzwi prowadzące do małego królestwa i tak jak poprzednio pokazał się z jak najlepszej strony, otwierając drzwi panią. Laura posłała pełne zawsitności spojrzenie Ketie, ta jednak była zajęta podziwianiem wspaniałego gestu Leonarda, by dostrzec przyjaciółkę. Dziewczyna przewróciła oczyma. Irytował ją ten mężczyzna. Sama nie wiedziała jak może oceniać człowieka, nie znając go w ogóle. Jednak coś jej się w nim nie podobało. Może to, że był strasznie zadufanym w sobie lalusiem, który trzepie forsą, kiedy się mu tylko podoba. Nie lubiła takich typków. Tak naprawdę nie mieli pojęcia co to znaczy prawdziwe życie, gdzie trzeba zarabiać na siebie i chodzić do szkoły, a tam - uczyć się i walczyć o przetrwanie. Nagle jednak przerwała Laura przerwała swoje przemyślenia, gdy ujrzała hol willi. Były tam biało-czerwone ściany, a na nich mnóstwo obrazów, największych malarzy w dziejach między innymi Picaso i Guseppe. Z korytarza na lewo wchodziło się do kuchni. Była ona zaprojektowana w stylu nowoczesnym i robiła wrażenie przestronnej mimo wielu "gadżetów" w niej. Po prawo znajdowała się łazienka - również w stylu wspólczesnym. Laura w ogóle się nie dziwiła. Vanessie podobały się praktycznie od zawsze nowe rzeczy. Dlatego też salon był urządzony na wzór poprzednich pomieszczeń. W nim znajdowały się schody prowadzące na górę. Wszyscy wspięli się na schody i po chwili znaleźli się w... długim korytarzu. Odwiedzali i podziwiali każdy pokój, aż w końcu skrecając w lewo zobaczyli różowe drzwi z naklejką kucyka Pony. Wszyscy się domyślili, że to pokój Clarie, dlateóż ona jak na skrzydłach pobiegła do niego i otworzyła drzwi. W środku również były liliowe ścany i tego koloru meble. Dziewczynka chciała już tam zostać, gdyż jak mówiła " Strasznie bolą ją nóżki. Jednak Ellen skarciła ją za to i kazała być cierpliwym. Mała niechętnie poszla za grupą. Nastepny w kolejce był pokój Ketie. Ten posiadał pomarańczowe ściany i białe meble, gdyż dziewczyna uwielbiała mocne barwy połączone z delikatnymi. Ostatim punktem "zwiedzania" był pokój Laury. Duży, z małą ilością mebli. Znajdowało się w nim jedynie łóżko i biurko oraz szafa na całą ścianę. Prócz tego pokój swiecił pustkami.
- Yy... czy to aby na pewno mój pokój? - spytała zniesmaczona.
- Tak, tak - pokiwał twierdząco głową Leonardo.
- Coś mało w nim... rzeczy?!
- Tak naprawdę w garażu jest jeszcze sztaluga do malowania, gitara i zapas książek, który starczy do końca życa - powiedział całkiem poważnie mężczyzna, a Laura wybuchła śmiechem i poprosiła o przyniesienie wymienionych rzeczy do jej pokoju. Leonardo obiecał się tym zająć zaraz po obiedzie w restauracji. Na słowo " restauracja" Clarie zaburczało w brzuchu. Jednak nie tylko ona umierała z głodu. Właściwie wszyscy marzyli o posiłku. Dlatego też szybko zbegili na dół i limuzyną pojechali do najbliższej knajpy w okolicy.
- No i co podoba się? - spytała Leonardo z wielkim banenem na twarzy.
- Yyy... oczywiście, że tak, co to za pytanie. - powiedziały chórem Ketie i Laura.
- No to się cieszę. Chodźcie, obejrzycie dom. - wskazał na drzwi prowadzące do małego królestwa i tak jak poprzednio pokazał się z jak najlepszej strony, otwierając drzwi panią. Laura posłała pełne zawsitności spojrzenie Ketie, ta jednak była zajęta podziwianiem wspaniałego gestu Leonarda, by dostrzec przyjaciółkę. Dziewczyna przewróciła oczyma. Irytował ją ten mężczyzna. Sama nie wiedziała jak może oceniać człowieka, nie znając go w ogóle. Jednak coś jej się w nim nie podobało. Może to, że był strasznie zadufanym w sobie lalusiem, który trzepie forsą, kiedy się mu tylko podoba. Nie lubiła takich typków. Tak naprawdę nie mieli pojęcia co to znaczy prawdziwe życie, gdzie trzeba zarabiać na siebie i chodzić do szkoły, a tam - uczyć się i walczyć o przetrwanie. Nagle jednak przerwała Laura przerwała swoje przemyślenia, gdy ujrzała hol willi. Były tam biało-czerwone ściany, a na nich mnóstwo obrazów, największych malarzy w dziejach między innymi Picaso i Guseppe. Z korytarza na lewo wchodziło się do kuchni. Była ona zaprojektowana w stylu nowoczesnym i robiła wrażenie przestronnej mimo wielu "gadżetów" w niej. Po prawo znajdowała się łazienka - również w stylu wspólczesnym. Laura w ogóle się nie dziwiła. Vanessie podobały się praktycznie od zawsze nowe rzeczy. Dlatego też salon był urządzony na wzór poprzednich pomieszczeń. W nim znajdowały się schody prowadzące na górę. Wszyscy wspięli się na schody i po chwili znaleźli się w... długim korytarzu. Odwiedzali i podziwiali każdy pokój, aż w końcu skrecając w lewo zobaczyli różowe drzwi z naklejką kucyka Pony. Wszyscy się domyślili, że to pokój Clarie, dlateóż ona jak na skrzydłach pobiegła do niego i otworzyła drzwi. W środku również były liliowe ścany i tego koloru meble. Dziewczynka chciała już tam zostać, gdyż jak mówiła " Strasznie bolą ją nóżki. Jednak Ellen skarciła ją za to i kazała być cierpliwym. Mała niechętnie poszla za grupą. Nastepny w kolejce był pokój Ketie. Ten posiadał pomarańczowe ściany i białe meble, gdyż dziewczyna uwielbiała mocne barwy połączone z delikatnymi. Ostatim punktem "zwiedzania" był pokój Laury. Duży, z małą ilością mebli. Znajdowało się w nim jedynie łóżko i biurko oraz szafa na całą ścianę. Prócz tego pokój swiecił pustkami.
- Yy... czy to aby na pewno mój pokój? - spytała zniesmaczona.
- Tak, tak - pokiwał twierdząco głową Leonardo.
- Coś mało w nim... rzeczy?!
- Tak naprawdę w garażu jest jeszcze sztaluga do malowania, gitara i zapas książek, który starczy do końca życa - powiedział całkiem poważnie mężczyzna, a Laura wybuchła śmiechem i poprosiła o przyniesienie wymienionych rzeczy do jej pokoju. Leonardo obiecał się tym zająć zaraz po obiedzie w restauracji. Na słowo " restauracja" Clarie zaburczało w brzuchu. Jednak nie tylko ona umierała z głodu. Właściwie wszyscy marzyli o posiłku. Dlatego też szybko zbegili na dół i limuzyną pojechali do najbliższej knajpy w okolicy.
P.S Sorcia za błędy ale nie miałąm czasu ich sprawdzić :(
OdpowiedzUsuń